- Minister Marek Sawicki narzeka na kłamstwa PiS i medialny szum w sprawie rekompensat za embargo. Ma rację?

- Już w kwietniu Jarosław Kaczyński wystosował list do premiera, zawierający ostrzeżenie i apel o konieczności działań w sytuacji przewidywanego embarga. Odpowiadał na ten list Sawicki. Wtedy drwił z tego, pozwalał sobie nawet na personalne uwagi i obraźliwe sformułowania. Jeszcze 29 lipca zrobił konferencję, na której mówił, że żadne embargo nam nie grozi. Dwa dni później było embargo. Potem ma pretensje do unijnych urzędników, że pojechali na urlopy. A kto ich uspokajał, że nie ma się nad czym zastanawiać? Gdyby działanie było wcześniejsze, gdyby Sawicki zmobilizował premiera Tuska – bo w takich sprawach minister rolnictwa jest „za cienki” – wtedy była szansa na uruchomienie rezerwy kryzysowej. To są największe pieniądze. Chodzi o rezerwę zapisaną w art. 25 rozporządzenia dotyczącego dopłat bezpośrednich. Z tych pieniędzy można było naprawdę realnie pomóc, to jest ponad 400 mln euro na wypadek kryzysu. Winą Sawickiego jest to, że ta tegoroczna rezerwa nie została użyta. Gdyby Polska biła na alarm już od paru miesięcy, to ta rezerwa by poszła na pomoc rolnikom. W tej sprawie nie zostało zrobione nic.

- Ale teraz Polska już bije na alarm i można by było rezerwę kryzysową uruchomić.

- Tylko że ta rezerwa z 2014 roku już przepadła. Z tego co wiem, w sierpniu już były decyzje polityczne o tym, że ta rezerwa nie będzie używana. Już był kryzys związany z embargo i w tym czasie zapadły decyzje, że te pieniądze nie będą użyte, tylko wrócą do państw członkowskich – bo to jest taka rezerwa, która jest tworzona na rok i jeżeli nie jest wykorzystana, jest zwracana. Była duża presja na te zwroty, bo rezerwa jest tworzona tak, że my płacimy trochę mniej, a Zachodnia Europa trochę więcej, dla tych bogatszych jest to zatem mniej korzystne i oni są zainteresowani tym, żeby złapać z powrotem tę rezerwę. Te 400 mln euro poszłoby przede wszystkim do Europy Wschodniej, dotkniętej embargiem. Ponieważ nie było decyzji politycznej, żeby użyć tej rezerwy, to ona wróci na Zachód. Tamci by z tej rezerwy niewiele dostali. A tak to sobie wzięli z powrotem to, co wpłacili.

- A nowe pieniądze z rezerwy będą już w przyszłym roku?

- Może być nawet na przełomie roku, ale to już będzie nowa pula – a powinny być użyte obie. To jest przecież wielki kryzys wywołany tym embargiem. I jeżeli w takiej sytuacji ta rezerwa nie została użyta, to pytanie, w jakiej mogłaby być użyta. Czyli najkrócej mówiąc: ja obciążam Sawickiego odpowiedzialnością za to, że nie podjął politycznych działań zmierzających do użycia tej rezerwy na wypadek kryzysu. Te polityczne działania polegały na uruchomieniu premiera, spowodowaniu, żeby stanęło to na Radzie Europejskiej, żeby Polska zażądała tej rezerwy. Bo kto miał żądać, jeśli nie Polska? O to mam pretensje. Teraz ta rezerwa przeszła nam koło nosa. Mogliśmy dostać z niej nie ochłapy, takie jak z tych 125 mln euro, ale 150-200 mln euro.

- A jaką jeszcze mamy możliwość, aby uzyskać coś z tych zapowiadanych 125 mln euro?

- Wnioski zostały odrzucone. Zostały przygotowane na kolanie. Łatwo się dał złapać polski rząd, że wniosków jest więcej niż cała wartość eksportu. Kompromitująco źle to było przygotowane, nie było jakiejś metodologii jasnej szacowania strat, bo to wszystko było robione na kolanie, do tego trzeba było się przygotowywać od miesięcy, a nie opowiadać głupstwa, że żadnego embarga nie będzie. Na tym polega wielka wina Sawickiego, że nie tylko polskich rolników wprowadził w błąd, ale też dał Komisji Europejskiej alibi, żeby nie musiała się tą sprawą zajmować. Dlaczego mieli się nią zajmować, dlaczego mieli nie jechać na urlopy, skoro polski minister – najbliżej Rosji – zapewniał, że nic nam nie grozi. Jak nie grozi, to teraz niech się nie dziwi, że Bruksela jest nieprzygotowana – to on jej nie przygotował. Usypiał, a potem dziwi się, że śpią.

- Czy w kolejnym rozdaniu uda nam się coś uzyskać?

- Jesteśmy świeżo po ubiegłotygodniowej debacie zainicjowanej przez PiS w Parlamencie Europejskim. Okazało się, że temat interesuje wiele krajów, debata trwała trzy godziny, udział w niej brało 50 posłów, widać, że to boli wiele krajów w Europie. Klimat polityczny jest, żeby ta pomoc była i była realna. Była nawet mowa, że potrzeba miliarda euro, żeby realnie pomóc. Oczywiście ta rezerwa musi być uruchomiona. Szkoda tej rezerwy z tego roku, cała rezerwa kryzysowa z 2015 roku musi absolutnie pójść na pomoc. Oczywiście także te 125 mln euro na zakłócenia na rynku. Może do tego będzie też można coś dołączyć. Ale tego nie załatwi żaden minister, od takich spraw jest premier. To premier, przygotowany przez ministra, powinien działać w takich sprawach. I polski premier powinien powiedzieć: „Ani mi się ważyć oddawać rezerwy kryzysowej, bo my się po nią zgłaszamy. Mamy ciężki kryzys i nastawiamy cztery litery za całą Unię Europejską. Należą się nam rekompensaty i ja żądam, żeby te 400 mln pozostało na stole”. Ale tak polski premier nie powiedział i boję się, nie wiem, czy powie teraz.

- Czy jesteśmy przygotowani do wykazania kryzysu rynkowego i strat? Żadna z naszych grup nie przewidziała mechanizmu wycofania z rynku.

- Prawdopodobnie dlatego z tych pieniędzy na zakłócenia rynkowe otrzymamy niewiele albo i nic. Rolnicy zupełnie nie wiedzieli, co mają robić, było to kompletnie nieprzygotowane. Pewne fakty już miały miejsce, teraz trudno je podciągnąć pod straty. Natomiast gdyby były pieniądze z funduszu kryzysowego, to można by było np. zapłacić za to, co PiS proponował w projekcie ustawy: za zawieszenie rat kredytu. Można byłoby pomóc rolnikom obciążonym kredytami, zawieszając na rok spłatę kredytów – rolnicy przez rok nie płacą rat, a odsetki, które im przyrastają, są uważane za straty i będą rekompensowane z tego funduszu kryzysowego. To by była realna pomoc.

- A taka pomoc nie musi być z budżetu krajowego?

- Pomoc z rezerwy kryzysowej można różnie rozdysponować. Można jej używać w zależności od tego, co powoduje kryzys. Reguły przy wycofywaniu z rynku są bardziej sztywne, to bardziej techniczne instrumenty. Rezerwa kryzysowa jest bardziej elastyczna. Ten mechanizm wprowadzono po kryzysie z 2011 r. dotyczącym E. coli. Wtedy była taka rezerwa stworzona ad hoc, a po tamtym doświadczeniu została ona wpisana na trwałe i ma podstawy ustawowe, jest stałym elementem WPR i poszerza możliwości pomocy. To tylko kwestia pomysłowości rządu, jak się te straty określi, wykaże, obliczy i uzasadni.

- Kiedy będą decyzje dotyczące odblokowania pomocy zapowiadanej na 125 mld euro?

- Z tego co wiem, Komisja czeka, piłka jest po polskiej stronie. Jak przedstawią porządne wnioski, które się obronią, wtedy będzie pomoc. Tylko czy polski rząd potrafi pomóc rolnikom w ich przygotowaniu?

- Prezes KRIR Wiktor Szmulewicz zapowiadał, że wielu rolników wycofuje wnioski, gdyż spodziewali się większej pomocy i lepiej sprzedać na rynku. Jakoś upadł też temat zalania polskimi tanimi owocami i warzywami unijnych rynków, co wcześniej zapowiadał minister Sawicki. Może wtedy Unia dałaby się łatwiej przekonać, że są zakłócenia na rynku.

- Takich rzeczy się nie mówi, takie rzeczy się robi. Sawicki brnie w jakieś awantury. Obraża unijnych urzędników, zarzucając im, że są niekompetentni i niedojrzali. Tak się nie może zachowywać odpowiedzialny minister prawie 40 milionowego kraju. Urzędnicy wykonują decyzje polityczne Rady, jakby była decyzja polityczna na szczeblu premierów: „Uruchamiamy 400 mln euro pomocy” – to urzędnicy nie mieliby nic do powiedzenia. Zabrakło decyzji politycznych, a za to odpowiada Sawicki. Jak jeszcze w lipcu pytaliśmy o przygotowanie do embarga, to dostawaliśmy po głowie, że wywołujemy wilka z lasu. Całkowita odpowiedzialność za sytuację spada na PSL i Sawickiego, bo nawet tych unijnych decyzji nie próbowali wywołać. Miało być tak, że wszystko będzie załatwione, Rosja kocha PSL i embarga nie będzie – ale okazuje się, że Rosja niekoniecznie kieruje się miłością do PSL w swoich decyzjach. Kompromitacja. To mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Te 400 mln mogło być na pierwszą pomoc. Kolejne 400 mln mogło być zarezerwowane na dalszą pomoc. Te pieniądze były, mogliśmy położyć na nich łapę i trzymać je. To było politycznie możliwe i wykonalne. Wszyscy rozumieją, że Polska najbardziej dostała po głowie – i jeszcze Litwa. I te kraje powinny mieć szczególną ochronę. To było do załatwienia. A jest beznadziejna postawa polityków.

- Dziękuję za rozmowę.