Z Karolem Zarajczykiem, prezesem zarządu URSUS S.A., rozmawia Marzena Pokora-Kalinowska

* Dlaczego Ursus wiąże swoje trudności rynkowe z funkcjonowaniem wsparcia dla rolników, wypłacanego przez ARiMR?

- Wielokrotnie słyszałem podczas targów zarzuty rolników, że handlowcy Ursusa nie mają pojęcia, jak dotrzeć do nich, że jeśli oni składają wniosek o wsparcie z PROW do ARiMR, to handlowcy marek zachodnich pojawiają się u nich zaraz następnego dnia. Słyszałem, że rolnicy chcieliby zakupić nasze ciągniki, ale handlowcy nasi do nich nie docierają. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Zwróciłem się do ARiMR z pytaniem o dostęp do danych. Otrzymałem odpowiedź, że jedyną informacją, którą jako producent maszyn możemy dostać, jest lista rankingowa oficjalnie publikowana. W międzyczasie pojawił się u mnie pracownik, który wcześniej pracował dla innej firmy – i po kilku miesiącach powiedział, że u mnie nie da się pracować, bo u mnie nie ma dostępu do list i żebym mu załatwił dostęp do bazy danych. I tak dowiedziałem się, że powszechną praktyką jest kupowanie u pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa baz danych – pełnej listy złożonych wniosków. Pracownicy ARiMR wykreowali biznes, w którym sprzedawali dane osobowe, telefony, adresy osób, które złożyły wnioski w naborze, chociażby przeprowadzonym w roku 2016 na „Modernizację”. Proszę sobie wyobrazić, w jakiej sytuacji konkurencyjnej jest firma Ursus, w stosunku do tych firm, które posługiwały się tymi listami. To, że ktoś najlepiej realizuje sprzedaż w naszym kraju nie wynika z tego, że jest konkurencyjność czy równość – ale z nieuczciwości. Jak ja bym dostał 1 maja 2016 roku listę 45 tysięcy osób – bo tyle wniosków zostało złożonych – z telefonami, adresami, to nie musiałbym wydawać pieniędzy na dotarcie do klienta. I widać, że zachodnie koncerny nie wydają dużo na reklamę, nie promują się na targach tak jak my. Wystarczyło kupić za kilkadziesiąt tysięcy listę.

 

* Śledztwo jest prowadzone już czas jakiś. Jakie są skutki tego zdarzenia?

- Tę wiedzę mają w ARiMR, ponieważ oni składali doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. W agencji udają jednak, że sprawy w ogóle nie ma, podobnie jak w Ministerstwie Rolnictwa. Nabór nie został unieważniony tylko jest realizowany. Te 8 procent, które jest wydane z „Modernizacji”,  trafiło właśnie na takie wnioski. To działo się od zawsze, odkąd wnioski były składane. Jest nam trudno konkurować w takich warunkach i poruszać się na rynku maszyn rolniczych. Handel nimi jest zależny od dystrybucji wsparcia z PROW.

 

·         W tych samych warunkach poruszają się także inne firmy.

- W 2016 roku ogłoszono nabór, zamknięto go w kwietniu 2016 r., zrealizowano z tego budżetu ok. 7 proc. Największy problem jest z tym, że w 2016 roku rolnicy składali wnioski o Ursusy wyposażone w silniki z normą, która wygasła w grudniu 2017 roku. Nikt się nie spodziewał tego, że agencja będzie przez półtora roku wstrzymywać pieniądze. My wiedząc, że jest popyt na takie nasze ciągniki wyprodukowaliśmy określoną ich ilość. Ciągniki te na terenie Unii Europejskiej z końcem grudnia 2017 roku straciły możliwość homologacji, stały się bezużyteczne na terenie Unii Europejskiej. Unia zmieniła przepisy, zaostrzono normę związaną z zanieczyszczeniem powietrza. W tym momencie, wiedząc, że rolnicy powpisywali we wnioski nasze modele – a wiemy to z rozmów z rolnikami, składanie wniosków polega na składaniu trzech ofert, najtańsza wygrywa - zaplanowaliśmy produkcję. Dokładnie nie mogliśmy wiedzieć, ilu rolników wpisze nasz ciągnik. Dysponowanie listami daje pełną wiedzę, kto wybrał nasz ciągnik. My jako Ursus wiedzieliśmy tylko, że klient jest potencjalnie zainteresowany. Zaplanowaliśmy, że sprzedamy ok. 1200-1400 ciągników z tego naboru. Sprzedaliśmy 300, a reszta musiała być zarejestrowana, żeby nie stracić homologacji. ARiMR przeciągała bowiem procedury, a norma traciła ważność. Jeśli nie zarejestrowalibyśmy tych ciągników, nie można byłoby zrobić tego później. A my nie mamy możliwości sprzedać tych ciągników poza UE, w Rosji czy na Ukrainie. Zachodnie firmy mają od lat budowane sieci sprzedaży, wywieźli ciągniki  i sprzedają jako nowe, a my musimy sprzedawać jako używane na rynku polskim. Ciągnik zarejestrowany, jeśli nawet nie ma żadnej motogodziny, jest traktowany przez agencję jako używany i w ramach PROW nie można go dofinansować. Ciągniki te wypadły z rynku.

 

·         Co pewien czas słychać o zainteresowaniu rządu wspieraniem firmy Ursus. Czy tłumaczył Pan ten mechanizm i te trudności komuś z rządu i dlaczego nikt nie interweniował?

- Wielokrotnie zwracaliśmy się do ministra rolnictwa i do premiera z prośbą o interwencję, ale przemysł maszyn rolniczych jest traktowany po macoszemu. Nie jest przedmiotem żadnego planu zrównoważonego rozwoju, nie ma programu resortowego. Ursus nastawił się na autobusy elektryczne i stąd jesteśmy beneficjentem programów rządowych, ale jeśli chodzi o strefę agro, to jest to całkowicie zapomniane. Wielokrotnie zwracaliśmy się do rządu wskazując na problem z wypłatą środków dostępnych z PROW, do Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rolnictwa. Zawsze słyszeliśmy, że wszystko będzie dobrze, a jak widać nic nie postępuje. Mamy połowę 2018 roku, połowę perspektywy unijnej, a w naszym działaniu tylko płatności na  8 proc. dostępnej kwoty zostały wykorzystane i trafiły do rolników. Największym skandalem jest to, że rolnicy zgłosili chęć wydania pieniędzy. To nie jest tak, że oni te pieniądze chcą od kogoś dostać. Oni chcą wydać ze swoich pieniędzy drugie tyle, ile jest unijnej dotacji. Oznacza to, że nierealizowanie inwestycji psuje wskaźniki, ale i nie pozwala na dwadzieścia parę miliardów złotych inwestycji. Rolnicy zgłosili tym samym chęć wpłaty VAT-u do budżetu. Chcą wydać pieniądze, aby rozwijać swoje gospodarstwa, i nie mogą tego zrobić, to skandaliczna i kuriozalna sytuacja. Agencja i urzędnicy uniemożliwiają rolnikom inwestowanie. Z punktu widzenia producenta najważniejsza jest regularność. Jeśli nie jesteśmy w stanie zaplanować produkcji, nie jesteśmy w stanie działać efektywnie.

* Dziękuję za rozmowę.

Więcej o tych problemach: Rynek maszyn rolniczych obszarem nieuczciwej walki?