Prima aprilis - uważaj, bo się pomylisz! Tego dnia niejedna psota, czai się zza płota...

Tak więc wyjaśniamy - tekst o tym, że szykuje się waloryzacja dopłat bezpośrednich, był tylko żartem, spreparowanym na okoliczność 1 kwietnia!

Owszem, Komisja Europejska zdecydowała się 23 marca br. m.in. przekazać dodatkowe 500 mln euro na wsparcie unijnych rolników (z czego Polska ma otrzymać blisko 45 mln euro):

ale niestety, nie przygotowuje żadnych dodatkowych przepisów, dzięki którym, w ramach przyznanej pomocy z rezerwy kryzysowej UE - państwa członkowskie mogłyby zwaloryzować należne rolnikom dopłaty bezpośrednie o wskaźnik inflacji danego kraju. 

Nie wykluczamy, że gdzieś na świecie żyje sobie jakiś Jean Batista Morano, ale z pewnością nie przygotowuje, w ramach prac DG BUDGET, żadnych dokumentów w omawianym temacie, a tym bardziej próżno ich szukać w Dzienniku Urzędowym UE.

Kredyt na zakup maszyn od Credit Agricole

Nie istnieje też Instytut Rozważań Rynkowych (wraz z jego ekspertem dr Jarosławem Miziołkiem), choć przyznajemy - może by się nawet przydała taka jednostka, jako wsparcie dla rolniczych problemów.

Miło nam, że "poznaliście się" Państwo na naszym żarcie. Czytelnik Rolnik roślinny skomentował:

- O losie będę bogaty!! Tylko szkoda że dziś 1 KWIETNIA i kolejny artykuł po "herbacie z prądem" lecz przyznam, że kolega z redakcji od 500+ miał mocniejszą :)

Od autorki: następnym razem przygotuję mocniejsze "wsparcie"....

Czytelnik Wiktor napisał:

- Dobre, sprawiedliwe, potrzebne. Ale to tylko żart.

No właśnie, fakt pozostaje bowiem faktem - dopłaty unijne są postrzegane przez rolników, jako najważniejszy czynnik sprzyjający rozwojowi gospodarstw rolnych w naszym kraju, i niestety, ekonomika gospodarstwa rolnego w większości przypadków nie zamyka się bez dopłat. Tymczasem, o czym przekonuje się na co dzień większość gospodarzy, rosnąca w ostatnim czasie inflacja powoduje, że ich wartość jest coraz niższa i w coraz mniejszym stopniu rolnicy odczuwają poziom unijnego wsparcia.

- Poziom dopłat bezpośrednich, przy obecnych relacjach cenowych (koszty produkcji, jak i poziom cen za płody rolne), zaczyna przypominać jałmużnę, o którą muszą wnioskować rolnicy - napisał do redakcji farmer.pl Tomasz Cichoń, rolnik z Ostrożnicy w woj. opolskim, pow. Kędzierzyn – Koźle. Pan Tomasz pełni funkcję delegata Opolskiej Izby Rolniczej z gminy Pawłowiczki.

- Kwota średniego wsparcia na 1 ha gruntów (800 – 900 zł) jeszcze około 1,5 roku temu była równowarta wartości mniej więcej 1,3 - 1,5 tony pszenicy ozimej, a patrząc po stronie kosztowej około 0,8 - 0,9 tony saletry amonowej. W chwili obecnej, te same dopłaty, mają równowartość 0,5 – 0,6 tony pszenicy, a już całkiem krytycznie wygląda to po stronie kosztowej, gdzie dopłaty do 1 ha, to teraz równowartość około 0,2 tony saletry! - wylicza rolnik.

- Pomijając fakt, że mimo, iż wzrosły ceny za pszenicę, rzepak itp., ale korelacja z cenami za np. nawozy, drastycznie się pogorszyła, to kwoty dopłat o które wnioskujemy obecnie, ale i stawki proponowane w nowej perspektywie, są po prostu śmieszne. Ten temat wypływa coraz częściej w rozmowach z rolnikami i śmiem twierdzić, że jeśli w tej kwestii się nic nie zmieni, to znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że nie będą wnioskować o "dopłaty – ochłapy"! Patrząc na to, jakie musimy spełniać obowiązki (o proponowanych w nowej perspektywie lepiej nawet nie wspominać), narażać się na kontrole itp., aby otrzymywać „marne grosze”, to sam mocno się zaczynam zastanawiać czy gra jest warta świeczki - przyznaje Pan Tomasz.

- Nie twierdzę, że ochrona klimatu, gleby, dobrostan zwierząt itp., to nie są ważne sprawy. Wręcz przeciwnie. Jednak wymagają one od nas poniesienia kosztów (pomijając już ww. fakt, że tragicznie pogorszyła się korelacja cen dochodów do kosztów, na naszą niekorzyść), które przy obecnym i przyszłym poziomie dopłat, nie są w żaden możliwy sposób rekompensowane. Chodzi tylko o to, że jako rolnicy domagamy się podjęcia tego tematu i podniesienia poziomu dopłat bezpośrednich przy obecnych realiach. Mając na uwadze obecną sytuację geopolityczną, rosnące ceny żywności, brak importu zbóż ze spichlerza świata (Rosja, Ukraina), warto by także było zmienić lub zrezygnować z pewnych obowiązków, które przewidziane są w nowej perspektywie unijnej (Europejski Zielony Ład itp.). Uważam i na pewno nie jestem w tym odosobniony, iż aby zachować bezpieczeństwo żywnościowe Europy, trzeba pozwolić rolnikom produkować żywność, a nie przeszkadzać – ekoschematami i innymi „fantazjami” urzędników zza biurka - napisał rolnik z woj. opolskiego.

I trudno mu nie przyznać racji....