Farmer: Jak Pan Minister podsumuje 2014 rok w rolnictwie? Jak na sytuację rolników wpłynęło rosyjskie embargo?

 

W rolnictwie nie pamiętam dobrego roku, a moja pamięć sięga już 50 lat. Każdy rok ma jakieś złe strony, dobrze jednak, że trochę inaczej o rolnictwie i pracy rolników myślą konsumenci, którzy ten ubiegły rok powinni zaliczyć jako dobry. Po raz pierwszy od dziesięcioleci mieli tańszą żywność i większy wybór. Natomiast dla rolników był to rzeczywiście trudny rok. Był to rok, który zaczął się wysokimi cenami na wszystkich rynkach i dużą nadzieją na dalszy dynamiczny rozwój – stąd w pierwszym półroczu mieliśmy przyrost pogłowia trzody chlewnej i znaczący wzrost produkcji mleka oraz drobiu, a także sprzyjające warunki klimatyczne, co sprawiło, że wzrost produkcji owoców i warzyw sięgnął 15 proc., a wzrost produkcji zbóż ponad 11 proc. Generalnie pierwsze półrocze 2014 r. zapowiadało się dobrze. Pierwszym sygnałem nadchodzących trudności było ujawnienie ASF, a później rosyjskie embargo, najpierw nałożone na Litwę, a później na Polskę i całą Unię Europejską. Tu trzeba podkreślić, że UE zachowała się w sprawie ASF wobec Polski lojalnie i zgodnie z wytycznymi światowej organizacji zdrowia upominała się od Rosji regionalizacji, a więc uznania Uni Europejskiej i należących do niej państw, a także części tych państw, jako autonomicznych regionów produkcyjnych. Niestety, Rosja chciała uznać za region całe państwo polskie, na co pozostali członkowie UE nie wyrazili zgody. Dlatego eksport wieprzowiny na teren Rosji od marca 2014 roku był bardzo ograniczony, w wyniku czego na rynkach europejskich pojawiła się pewna nadwyżka i nadwyżkę tę było widać również w Polsce. Dodatkowo do rosyjskiego embarga dołączyły kolejne państwa, które również obawiały się przeniesienia afrykańskiego pomoru świń na swoje terytorium, z tym że te ograniczenia dotyczyły głównie Litwy i Polski, więc niektóre państwa europejskie mogły kontynuować eksport wieprzowiny.

Na początku roku wraz z wzrostem produkcji wieprzowiny, mleka i drobiu, rósł również eksport na rynek rosyjski. Warto przypomnieć, że sektor mleczarski w pierwszej połowie 2014 r. zanotował aż 70-proc. wzrost eksportu w stosunku do tego samego okresu w roku 2013. W sektorze owocowo-warzywnym był to wzrost prawie 30 procentowy. Spowodowało to rozbudzenie nadziei producentów i eksporterów, że mimo wysokich plonów przychody również będą wysokie ze względu na bliski i łatwo dostępny rynek. Oczywiście działania polityczne, konflikt rosyjsko-ukraiński, w który aktywnie włączyła się Unia Europejska i sankcje gospodarcze nałożone na Rosje poskutkowały decyzją Putina o embargu na większość produktów rolno-spożywczych z Unii Europejskiej, co spowodowało, że kilka procent eksportu UE musiało zacząć szukać zbytu na innych rynkach. Niestety, o ile w przypadku UE było to tylko nieco ponad 2 proc., o tyle w przypadku Polski było to już 6,2 proc. i dla polskich producentów okazało się to bardziej odczuwalne. Niemniej warto zauważyć, że dynamika eksportu za pierwsze 3 kwartały 2014 r., a więc również za sierpień i wrzesień, pokazuje, że utrzymamy dodatnią wartość eksportu. Szacuję, że w stosunku do roku 2013 wzrost eksportu w 2014 r. osiągnie co najmniej 3 proc. To dynamika znacznie mniejsza niż w 2013 r., który pod względem wzrostu eksportu był najlepszy w całym dziesięcioleciu.

Farmer: Jakie są prognozy dla rolnictwa na kolejny rok?

Sawicki:  Wszystko wskazuje na to, że na rynek rosyjski liczyć nie można. Natomiast jest duża szansa, m.in. pod warunkiem powstrzymania rozprzestrzeniania się ASF w Polsce, na odbiór naszej wieprzowiny przez kilka państw azjatyckich - przede wszystkim Singapur, Japonię, Chiny, Koreę Południową. Mamy również wiele otwartych rynków na produkty mleczarskie. Jeśli przetwórcy mleka, a także przedstawiciele branży mięsnej zechcą ze sobą współpracować, to rok 2015 może być dobry – zarówno dla nich, jak i dla rolników.

Farmer: Czy można zakładać wzrost eksportu produktów rolno-spożywczych zbliżony do roku ubiegłego?

Prognozowanie jest bardzo trudne. W roku 2014 r. na świecie znacząco wzrosła produkcja zbóż, a także ich zapasy. Wszyscy byli przekonani, że w grudniu nastąpią znaczące spadki cen pszenicy na świecie, a stało się zupełnie odwrotnie. Niestety, w sytuacji wielkiej globalnej konkurencji, a także oddziaływania kapitału spekulacyjnego nie są dostatecznie wykorzystywane instrumenty regulacji rynków rolnych, które daje Wspólna Polityka Rolna UE.

 

Farmer: Czy to oznacza, że w 2015 r. należy bać się ponownego zainteresowania spekulantów rynkami rolnymi?

Stała się rzecz dobra, że listopadowa rada ministrów rolnictwa i rybołówstwa stanowczym „nie” zablokowała przeniesienie środków z marginesu budżetu rolnego i rezerwy dopłat bezpośrednich na inne cele niż rolnicze.  Stad też WPR na rok 2016 dysponuje środkami rzędu 500 mln euro z tzw. rezerwy płatnościowej i jeszcze około 400 mln euro z marginesu. Czyli łącznie jest to około 1 mld euro, którym jesteśmy w stanie wspierać rolnictwo europejskie.

 

Farmer: Z czego wynika tak dramatycznie niska cena żywca wieprzowego na koniec 2014 r.?

To wynik niezorganizowania rolników i przetwórców z sektora mięsnego. Analizując ceny produktów gotowych asortymentów mięsnych oraz mleka można ze zdumieniem stwierdzić, że największy spadek ceny jaki miał miejsce, dotyczył jednego z produktów mlecznych, i wynosił zaledwie 5,5 proc. Natomiast produkty mięsne dla konsumenta staniały maksymalnie o 2 proc. W tym samym czasie ceny surowca spadły o 17, 22, a nawet 33 proc. W grudniu na spotkaniu w ministerstwie zapytałem grupę przetwórców mięsa, kto ukradł te pieniądze? Konsumenci zapłacili dużo, rolnicy dostali bardzo mało, a przetwórcy twierdzą, że mają niewielkie marże? Oskarżenie padło na sieci handlowe. Zapytałem więc, w jaki sposób przetwórcy rozmawiają z sieciami, czy mają przedstawicielstwo, czy każdy próbuje sam, oferując najniższe ceny? Warto odpowiedzieć na to pytanie. Funkcjonuje przekonanie, że to minister rolnictwa powinie prawnie uregulować relacje między handlem, przetwórca i rolnikiem. Jednak to przetwórcy powinni bardziej ze sobą współpracować w ramach budowy wspólnych platform sprzedażowych, zwiększając siłę nacisku na sieci handlowe. Są od tego specjaliści i mogą pomóc. Pytanie jednak, czy sektor przetwórczy tego chce? Niestety, mam przekonanie, że sektor oczekuje, że zrobi się to nie przez jego organizację, a nakazem prawnym. Jednak 25 lat temu wolą większości społeczeństwa pozbyliśmy się systemu, który tak to regulował. Ja jako minister rolnictwa mogę zaoferować dofinansowanie do tworzenia grup producentów, mogę zaoferować dofinansowanie do tworzenia organizacji producenckich, a także szkolenia z marketingu, organizowania się czy tworzenia wspólnej oferty sprzedażowej. Niestety, mam wrażenie, że ciągle tkwimy w przekonaniu, że wystarczy jeden protest i Agencja Rynku Rolnego wykupi nadwyżki lub dopłaci do ceny. Dzisiaj ci organizatorzy protestów, którzy chcą przekazać takie myślenie rolnikom, zwyczajnie ich okłamują, bo wiedzą, że takich instrumentów stosować nie wolno.

Farmer: Jakie warunki musialyby zaistnieć, żeby producenci trzody mogli liczyć na pomoc de minimis?

Na pomoc de minimis mogą liczyć wszyscy rolnicy. Dla państwa jest określona pula środków pieniężnych. Niestety, w ubiegłym roku wykorzystaliśmy ją w maksymalnym stopniu, pomagając w pierwszej kolejności producentom warzyw i owoców. Obecnie rozpoczyna się nowy okres i dysponujemy nową pulą środków. Jednak nie jestem przekonany czy pomocą de minimis rozwiąże się problemy na rynku wieprzowiny. Wydaje mi się, że lepszą formułą jest lobbowanie na rzecz eksportu i prywatnego przechowywania, i to mogą zrobić eurodeputowani, wspierając ministra rolnictwa. Natomiast de minimis powinno być ostatnią deską ratunku, stosowaną, gdy inne instrumenty zawiodą. Rynek trzody chlewnej w Polsce jest rynkiem specyficznym, gdyż mimo trudnej sytuacji, mimo ASF, w 2014 po raz pierwszy od kilkunastu lat zanotowaliśmy wzrost pogłowia trzody chlewnej – tego realnego, wyprodukowanego w Polsce. Jednocześnie uruchamiamy nowy PROW, w którym są dwa działania wspierające hodowców trzody chlewnej. Są to inwestycje w budynki inwentarskie – do 500 tys. zł na gospodarstwo, oraz na prosięta i lochy do 900 tys. zł. Jest też inny instrument. Każde rolnik może otrzymać do 300 tys. zł na przetwarzanie we własnym gospodarstwie. To konkretny instrument. W centrum doradztwa rolniczego w Radomiu są projekty urządzeń, a za 300 tys. zł można uruchomić małą masarnię, która obsłuży 10 średnich gospodarstw. Wydaje mi się, że to może być sposób na produkcję lepszej jakości wędlin, bez konserwantów i dodatków, a więc na zwiększenie dochodów gospodarstw. Ja wskazuję takie rozwiązania rolnikom, ale nie mogę za nich podjąć decyzji czy warto z nich skorzystać. Nie sądzę, że dobrym pomysłem w rywalizacji z Niemcami czy Duńczykami będzie ściganie się w przemysłowej produkcji trzody. Takiego poziomu uprzemysłowienia chowu my raczej nie osiągniemy. Naszą szansą jest zwiększenie produkcji, jednak nie w systemach przemysłowych, ale produktów podwyższonej jakości, m.in. przetworzonych w gospodarstwach. Na początku z myślą o rynkach lokalnych, z perspektywą eksportu na rynki zagraniczne.

Farmer: Czy pod wpływem embarga udało się pozyskać nowe rynki zbytu?

Na wołowinę został otwarty rynek Japonii, Singapuru, Meksyku. Warto też podkreślić, że w tej chwili na polską wołowinę otwarte są wszystkie kraje arabskie. My pozwoleń na eksport do tych krajów nie utraciliśmy, ale jestem ciekaw jak szybko wrócimy na te rynki.  Otworzyliśmy również rynek Singapuru, Kanady i wszystko wskazuje, że również USA na eksport naszych jabłek. Część producentów i eksporterów jest aktywna i jeździ na targi międzynarodowe, a część czeka. Wciąż brakuje wspólnego działania, co naraża nas na ciągłe problemy w warunkach nadprodukcji.

 

Farmer: Kiedy rolnicy zaczną korzystać z PROW 2014-2020?

Oczekuję, że II i III kwartał 2015 r. będzie okresem naborów w wielu działaniach, a nie tylko kilku. Wiele działań ma charakter powtórzeniowy więc nie ma powodów akredytacji działań czy wymyślania nowych procedur i nie powinno być przeszkód w szybkim znowieniu naborów. Tym, czym powinniśmy się cieszyć, jest fakt, że PROW 2014-2020, z budżetem 13,5 mld euro, jest nadal największym w UE i został zaakceptowany przez KE jako jeden z trzech pierwszych. Jestem przekonany, że w marcu będziemy mieli gotowych 90 proc. rozporządzeń dotyczących nowego PROW-u.

Farmer: Z jakimi działaniami w ramach PROW wiąże Pan największe nadzieje?

Jest ich kilka. W szczególności inwestycje w małych gospodarstwach. Szczególnie będę pilnować by preferować zespołowy zakup maszyn i urządzeń. 60 tys. zł na gospodarstwo (do 10 ha) teoretycznie nie jest olbrzymią sumą, ale jeśli porozumie się 10-20 gospodarstw to powstanie poważna kwota na inwestycje. Najważniejsza jest wola wspólnego działania i to co mnie najbardziej interesuje to skłonność do przetwarzania produktów. Moim zdaniem małe gospodarstwa nie powinny próbować konkurować z gospodarstwami towarowymi. Ich szansą jest dotarcie do konsumentów poszukujących produktów o podwyższonej jakości.