26maja 2013 r. weszła w życie ustawa z 8 marca 2013 r. o zmianie ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, wprowadzająca wymóg uzyskiwania zgody ministra rolnictwa na każdorazowe przekształcenie gruntów rolnych klas I-III na cele nierolnicze i nieleśne.

I już doczekała się nowelizacji, przywracającej poprzedni stan prawny.

Wydawało się, że problem jest marginalny: od maja ubiegłego roku do chwili obecnej samorządy złożyły tylko 42 wnioski o wyłączenie z produkcji rolniczej gruntów o powierzchni do 0,5 ha, wymagane po ostatniej nowelizacji ustawy o ochronie gruntów.

BEZ PLANÓW ZAGOSPODAROWANIA

Wymóg występowania do ministra o zgodę na odrolnienie nawet niewielkich działek miał być zachętą dla gmin do uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Okazał się przeszkodą inwestycyjną: wprowadzone utrudnienie administracyjne "przyniosło bardzo negatywne skutki dla planowanych inwestycji budowlanych na tych terenach" - uznali posłowie PSL i przygotowali projekt znoszący ten wymóg.

Zdaniem niektórych posłów, byłaby to jednak zbyt daleko idąca zmiana. W trakcie prac nad projektem posłowie skłonni byli przyjąć jego zmienioną łagodniejszą wersję: przekształcenia za zgodą ministra nie wymagałyby tylko grunty leżące przy drogach albo między zabudowanymi działkami graniczącymi z drogą. - Te ograniczenia wiążą się z tzw. zasadą dobrego sąsiedztwa, czyli dotyczyć to będzie działek, które graniczą z drogą publiczną, oraz działek, które znajdują się między działkami zabudowanymi wyłącznie budynkami o charakterze nierolniczym - mówił poseł Henryk Kowalczyk.

Podczas drugiego czytania wpłynęła jednak kolejna poprawka. Wnioskodawcy zaproponowali, aby uzyskania zgody ministra właściwego do spraw rozwoju wsi wymagało przeznaczenie na cele nierolnicze i nieleśne gruntów rolnych stanowiących użytki rolne klas I-III, jeśli ich obszar projektowany do takiego przeznaczenia przekracza 0,5 ha - co stanowiło powrót do punktu wyjścia. I to dwukrotny, bo i do stanu sprzed maja 2013 r., i do projektu nowelizacji, od którego zaczęto prace.

I właśnie w takim brzmieniu Sejm ostatecznie przyjął nowelizację.

BEZ OCHRONY, BEZ PROBLEMÓW

- Ograniczona liberalizacja ochrony gruntów rolnych uzgodniona w czasie posiedzenia podkomisji i komisji rolnictwa pozwalała na uproszczenie procesu budownictwa, w tym mieszkaniowego, na zasadzie sąsiedztwa - poseł Henryk Kowalczyk sprzeciwiał się przed głosowaniem przyjęciu tak radykalnego rozwiązania. - To było uzgodnione, tu był konsensus. Niestety, w niewyjaśnionych okolicznościach klub PSL wrzuca poprawkę całkowicie wywracającą uzgodniony zapis, likwidując wszelkie ograniczenia, tym samym szeroko otwiera bramę dla inwestycji, dla budowania nieograniczonej liczby wiatraków.

Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke uznał taką ocenę za błędną. Nowelizacja ma ułatwić budownictwo na wsi - przekonywał. -- Jednocześnie każda decyzja o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu jest poprzedzana analizą i trzeba będzie spełnić kilka warunków jednocześnie, łącznie, w zależności od tego, jaką inwestycję będziemy realizować. Te warunki dotyczą przede wszystkim dostępu do drogi publicznej, dostępu do infrastruktury komunalnej, a także kwestii związanych z architekturą. Nie ma żadnych zagrożeń, jeśli chodzi o możliwość realizowania innych inwestycji, o których pan wspomniał, chociażby w postaci wiatraków. Jest to pod ścisłą kontrolą, wynikającą z ustawy o planowaniu przestrzennym.

Sprawa ma jeszcze jeden aspekt: finansowy. Za wyłączenia są pobierane opłaty.

-- Co roku te opłaty stanowią w przybliżeniu od 80 do 100 mln zł i są o 40 proc. mniejsze niż były wtedy, kiedy były włączone także grunty rolne w granicach miast. Środki pochodzące z opłat stanowią przychód budżetów województw i są przeznaczane na remonty dróg gminnych - mówił w Sejmie wiceminister Plocke.