Gdy w szkodę wejdzie żubr – mówi się trudno i wnioskuje o odszkodowanie. Rolnicy gospodarujący w puszczańskim sąsiedztwie przyzwyczaili się do takich niedogodności. Żubra straszyć nie wolno, bo jest pod ścisłą ochroną. Żubry podchodzą też do gospodarstw, jednak nie rozszarpują psów na oczach właścicieli i nie zjadają owiec czy cieląt na pastwiskach. Wilki robią to coraz częściej, ale cieszą się taką samą ścisłą ochroną.

Rolnicy z różnych stron kraju od co najmniej 5 lat alarmowali, że populacja wilków zanadto się rozmnożyła i za chwilę mogą stać się poważnym zagrożeniem. Również na naszych łamach pojawiały się doniesienia o kolejnych atakach wilczych watah i zagryzionych zwierzętach gospodarskich. Pisaliśmy również o niepokoju mieszkańców wsi, gdzie wilki zapuszczają się coraz bliżej domostw i nic nie robią sobie z obecności ludzi.

„Problemy z wilkami wykroczyły już poza granice bieszczadzkich gospodarstw utrzymujących bydło, konie, owce czy kozy” – zauważa Podkarpacka Izba Rolnicza w opublikowanym niedawno artykule pt. „Covid na czterech łapach”. Porównanie do siejącego obecnie strach wirusa wydaje się tu zupełnie na miejscu, w kontekście rosnących szkód, jakie wyrządzają drapieżniki i rosnących obaw mieszkańców terenów wiejskich. Samorządowcy zauważają w nim, że przyszło nam żyć „w czasach, kiedy bajka „O Czerwonym Kapturku” staje się rzeczywistością, w której jednak bohaterski myśliwy nie rozwiąże problemu. Ta konkluzja również jest uzasadniona, gdy z jednej strony mamy doniesienia o ataku wilków na pracujących w lesie drwali, a z drugiej deklarację Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która zapowiada, że bez względu na wszystko „wilk jest i pozostanie gatunkiem ściśle chronionym”.

PIR alarmuje, iż od 2014 roku do 2019 roku populacja wilków na Podkarpaciu według danych GUS wzrosła prawie trzykrotnie. W ciągu trzech lat suma odszkodowań wypłacanych przez Skarb Państwa za czynione przez wilki spustoszenia w stadach wzrosła o 100%, gdy tymczasem liczba gospodarstw hodujących zwierzęta i liczebność stad systematycznie spada. To ekonomiczne koszty ochrony wilków w Polsce, do których doliczyć trzeba jeszcze koszty rolników ponoszone na obronę zwierząt gospodarskich. Trudno nie dostrzec jednak również kosztów psychologicznych i społecznych. Atakiem na pracujących przy wycince w lesie pilarzy, wilki symbolicznie „przekroczyły Rubikon” – uważają rolnicy z Podkarpacia. Gdy przekroczył go Juliusz Cezar od dalszej walki nie było już odwrotu. A jak mieszkańcy wsi mają bronić się przed wilkami, które pozostają pod ścisłą ochroną, a nie czują już strachu przed ludźmi?

Być może chroniąc populację drapieżnika zabrnęliśmy w ślepy zaułek. Byliśmy świadkami, jak latami ignorowano głosy przyrodników i myśliwych, którzy ostrzegali, że ścisła ochrona wilków ma swoją cenę. Bo nie niepokojone przez ludzi drapieżniki zatracą instynkt, który kazał im wcześniej omijać ludzkie domostwa. Bo przebywanie w bliskim sąsiedztwie człowieka prowadzić będzie do krzyżowania z psami i stopniowego zanikania czystej rasowo populacji zwierząt. „W 2015 roku wydano decyzję na odstrzał 1 hybrydy (krzyżówka wilka szarego z psem), w 2018 – 17 hybryd, a w 2018 – 22 hybryd” – dane te przytaczają we wspomnianym na wstępie artykule podkarpaccy samorządowcy.

Problemy z wilkami w ciągu minionej dekady przekroczyły granice słabo zaludnionych rejonów podgórskich. Nie są również jedynie problemami polskich rolników, bo borykają się już z nimi mieszkańcy wielu krajów Unii Europejskiej, gdzie populacje drapieżników cieszą się pełną ochroną. I niestety, ich władze podobnie jak nasze pozostają bezradne i bezczynne.

Według danych niemieckiego Wolf Documentation and Advice Center (DBBW) w latach 2000-2019 u naszych zachodnich sąsiadów zarejestrowano łącznie 2.973 ataki wilków na zwierzęta gospodarskie. Z każdym atakiem w 2019 roku umierało średnio 3,6 pasących się zwierząt, a w ostatnich latach ataków przybywało. Gdy lokalne władze wymogły decyzje o likwidacji kilku problematycznych osobników, zaraz rząd federalny otrzymał reprymendę z Brukseli. W ub.r. Dyrekcja Generalna ds. Środowiska UE oficjalnie wyraziła wątpliwości, czy wilk jest nadal odpowiednio chroniony w Niemczech - zażądała wyczerpujących raportów i zaostrzenia przepisów. Bruksela pozostała też głucha na apele organizacji zrzeszających hodowców i górali z rejonu Karpat, którzy już kilka lat temu domagali się możliwości obrony przed wilkami, trzebiącymi stada. Bez tego wypas staje się niemożliwy i nieopłacalny.

W starej dziecięcej zabawie gąski bały się wracać do zagrody, bo za płotem czaił się wilk. Dla kilku pokoleń Polaków zabawa ta była historycznym elementem folkloru, a jakiekolwiek zagrożenie ze strony wilków wydawało się czystą abstrakcją. Czy dla kolejnych pokoleń zabawa znów nabierze waloru aktualności, bo biegnące do domu gąski będą już wiedziały, dlaczego nie chcą wpaść w łapy złego wilka?