PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Społeczne koszty euro

Autor: Krzysztof Świątek

Dodano: 09-09-2009 17:09

Tagi:

Jednym z największych mitów związanych z wchodzeniem Polski do strefy euro jest przekonanie, że będzie się to wiązało ze znaczącym wzrostem cen. Doświadczenia innych krajów tego nie potwierdzają. Z drugiej strony konieczność ograniczenia deficytu sektora publicznego czy inflacji może przejściowo uderzyć w pracowników słabo wykwalifikowanych i ludzi najuboższych.



Projekt współfinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego

Powszechna stała się opinia, że konieczność przeliczenia cen ze złotówek na euro musi skutkować podwyżkami związanymi z zaokrąglaniem cen w górę przez sprzedawców oraz usługodawców. Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w rzeczywistości krajów, które proces zmiany waluty mają już za sobą. W Grecji i Słowenii ceny konsumpcyjne ogółem spadły w pierwszym miesiącu po wprowadzeniu euro, a wzrost cen żywności wyniósł odpowiednio 0,9 i 1,5 proc. Podobnie było u naszego południowego sąsiada – Słowacji, która przyjęła europejską walutę 1 stycznia 2009 roku. Dane tamtejszego urzędu statystycznego pokazały, że ceny w styczniu, w porównaniu z grudniem 2008 roku, wzrosły o 0,7 proc. Najbardziej, bo o 1,8 proc. podrożały usługi w ochronie zdrowia. O 1,7 proc. wzrosły ceny wody, prądu i gazu, z kolei żywności i napojów bezalkoholowych - o 0,9 proc. Usługi w hotelach, restauracjach i kawiarniach zdrożały zaledwie o 0,6 proc.
- Podobnie było w Hiszpanii, gdzie występowało zaniepokojenie w związku z zaokrąglaniem cen w górę przy przeliczaniu z pesety hiszpańskiej na euro. Okazało się, że jest troszkę drożej niż przed zmianą waluty, ale nie nastąpiły dramatyczne ruchy cenowe – zaznacza profesor Alfred Janc z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. - Przykłady Grecji czy Słowenii wskazują na niewielkie wzrosty cen dotyczące konkretnych segmentów, takich jak żywność, hotelarstwo i usługi restauracyjne, a nie całego rynku.

Ceny nie będą szaleć
Aby przekonać się, że 1,5 proc. wzrost cen jest de facto nieodczuwalny warto posłużyć się przykładem. Jeżeli w danym gospodarstwie domowym na jedzenie wydaje się miesięcznie 1000 zł, a ceny żywności po wejściu do strefy euro wzrosną o 1,5 proc. to taka rodzina zapłaci nie 1000 zł a 1015 zł, czyli zaledwie 15 zł miesięcznie więcej.

Warto podkreślić, że w celu ochrony nas, konsumentów, wszyscy sprzedawcy i usługodawcy będą mieli obowiązek podawania przez dłuższy czas cen zarówno w euro jak i w złotówkach. Pole do nadużyć będzie więc mocno zawężone. Jeżeli Polacy często podróżujący na Słowację mieli wrażenie, że w kraju naszego południowego sąsiada teraz podrożało, to wynikało to z innego powodu – po prostu znacząco osłabił się kurs złotego wobec euro. - To, że z kolei Słowacy teraz przechodzą przez naszą granicę, by skorzystać z nieco niższych cen artykułów spożywczych czy alkoholu jest zjawiskiem chwilowym. Za moment podniesienie akcyzy na alkohol czy papierosy w Polsce spowoduje, że będziemy cenowo na tym samym poziomie – wyjaśnia profesor Janc.

Reasumując: umiarkowany wzrost cen żywności nie powinien dotknąć nawet grup najuboższych, a więc wielodzietnych rodzin czy osób korzystających ze świadczeń i pomocy społecznej. Przeliczać będziemy jednak nie tylko ceny towarów i usług, ale także nasze pensje, emerytury i zasiłki. I to może być moment trudny, ale absolutnie nie z powodu nieuczciwości przy przeliczaniu.

- Polacy otrzymają w euro równowartość tego, co dostawali w złotówkach, tylko wówczas będą mieli bezpośrednie porównanie, że tuż obok ich sąsiedzi za Odrą czy za Bałtykiem mają portfele znacznie lepiej wyposażone w to euro, mimo że ceny pozostają zbliżone. A nie należy zapominać, że ceny u nas już znacznie zbliżyły się do poziomu europejskiego – zwraca uwagę profesor Janc. - Jeszcze kilka lat temu Niemcy masowo przyjeżdżali do Polski i całe rejony przygraniczne żyły np. ze sprzedaży paliwa i innych towarów. A w tej chwili już mamy ceny zachodnie i przestało się to Niemcom opłacać. Płacimy ceny europejskie, mimo że w złotych. Pewne szoki mamy za sobą. Mitem jest więc przekonanie, że dopiero coś się zmieni jak wejdziemy do strefy euro. Niektóre dolegliwości już odczuwamy. Przykra może być świadomość, że będziemy mieli euro w portfelach bardzo mało, a ceny podobne jak na zachodzie.

Kto odczuje najbardziej
To w jakim stopniu grupy najwrażliwsze społecznie, a więc ludzie ubożsi, pracownicy nisko wykwalifikowani, osoby korzystające z zasiłków i innych świadczeń wypłacanych przez państwo odczują skutki wprowadzania w Polsce euro zależy w dużej mierze od strategii jaką przyjmie rząd. Jedno jest jednak pewne – będą to skutki przejściowe i występujące w okresie dostosowywania się Polski do tzw. kryteriów konwergencji, a więc związanych z odpowiednio niskim poziomem inflacji, wahań kursu złotego czy ograniczeniem deficytu sektora publicznego poniżej 3 proc. PKB. Spełnienie wymogów fiskalnych, z którymi Polska może mieć duże problemy, można osiągnąć zwiększając podatki lub redukując wydatki publiczne.

- Jeśli dostosowanie odbywa się głównie poprzez wzrost podatków, a taką metodę zastosowano m.in. we Włoszech i w Grecji, to większość kosztów ponoszą zazwyczaj grupy zamożniejsze - właściciele kapitału i pracownicy wysoko wykwalifikowani, podczas gdy obciążenie kosztami dostosowania grup uboższych, czyli pracowników nisko wykwalifikowanych i odbiorców transferów społecznych pozostaje odpowiednio mniejsze – wskazuje profesor Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych.
W tym wypadku dużo zależy od tego, które podatki decyduje się podnosić rząd. Jeśli zmiany będą dotyczyć podatku dochodowego i np. pozostawi się bez zmian najniższą 18-proc. stawkę, a obok 32-proc. wprowadzi dodatkową 40-proc. to 8-proc. podwyżkę obciążeń fiskalnych odczują wyłącznie osoby o wyższych dochodach. Gdy jednak rząd wybierze podniesienie podatków pośrednich, takich jak VAT czy akcyza na paliwo, wówczas koszty takiej operacji dotkną najmocniej tych, którzy największy procent swego dochodu przeznaczają na konsumpcję, czyli najuboższych.

W sytuacji, gdy rząd w celu ograniczenia deficytu wybiera redukcję wydatków, a tak stało się w Hiszpanii, wówczas koszty takiej operacji mogą w większym stopniu dotknąć grup społecznie najsłabszych. - Grupą, która może być wtedy poszkodowana są głównie odbiorcy transferów społecznych, a także - w przypadku ograniczenia dynamiki płac sektora publicznego - pracownicy nisko wykwalifikowani – wskazuje prof. Orłowski. - Warto jednak zauważyć, że redukcja wydatków na transfery społeczne może w znacznej mierze odbywać się poprzez eliminację „wycieków”, czyli wypływu środków z tego tytułu do grup zamożniejszych.
Czy istnieje ryzyko, że w Polsce grupy najsłabsze odczują skutki operacji wprowadzenia euro?

Profesor Janc: - Na pewno tak. Jeżeli obecna ekipa rządząca chce spełnić kryteria konwergencji, a w ostatnich miesiącach widzimy jak dramatycznie rozłazi się budżet, to będzie musiała i już szuka źródeł oszczędności. Nie jesteśmy państwem dobrobytu i nie mamy innych kieszeni, z których można by dokładać jak w tej głównej zabraknie.
Jego zdaniem jednym z mitów, którego autorstwo należy przypisać rządowi Donalda Tuska, była próba przekonania Polaków, że możliwe jest szybkie przyjęcie europejskiej waluty.

- Kryzys już do nas pukał i to był niedobry czas, by podbijać nastroje inwestorów. I za chwilę to się zemściło, bo wiadomo, że zła wiadomość, iż jednak nie można euro wprowadzić w podanym przez rząd terminie, negatywnie rzutuje na nastawienie zagranicznych przedsiębiorców – mówi prof. Janc. – Teraz, wobec konieczności zwiększenia deficytu sektora publicznego, jesteśmy przywoływani do porządku przez Unię Europejską. Po prostu wskaźniki są kiepskie. I dziś mówi się już najwcześniej o roku 2014, 2015 jeżeli chodzi o datę wprowadzenia europejskiej waluty. A otwartym pozostaje pytanie z czym wyjdziemy po roku 2009, bo wysoki poziom wzrostu gospodarczego bardzo szybko został zredukowany praktycznie do zera.

Czy wzrosną płace
Zdaniem profesora Orłowskiego na wprowadzeniu euro w dłuższej perspektywie skorzystają pracownicy, zarówno wysoko jak i nisko wykwalifikowani. - Zyskają dzięki większemu popytowi na pracę oraz szybszemu wzrostowi płac, zarówno realnych, w związku z wyższą wydajnością pracy, jak – jeszcze szybszemu – wzrostowi płac wyrażonych w euro, zwiększającemu ich siłę nabywczą w odniesieniu do dóbr importowanych – uważa.
- Nie jestem taki przekonany – ripostuje jednak prof. Janc. – Pytanie jakich miejsc pracy będzie więcej i za jakie pieniądze? Nie widzę tutaj żadnego przełożenia przy pomocy euro. Nawet trudniejsze obecnie warunki w różnych krajach, do których wyjechali za pracą Polacy, nie skłaniają ich dziś do powrotu. Oni na tyle już skorzystali i na tyle ugruntowali swoje pozycje, niezależnie w jakich zawodach, że przeczekają, bo nasza rzeczywistość nie zachęca ich do powrotu.
Jaskrawe dysproporcje w dochodach Polaków i np. Hiszpanów czy Włochów mogą mieć też aspekt pozytywny – ponieważ łatwiej będzie się porównywać do innych krajów, np. patrząc ile dana korporacja płaci za tę samą pracę, to łatwiej też będzie presją płacową wymusić wzrost pensji.

- To prawda, bo trudniej będzie Polakom udowadniać, że muszą być w gorszej sytuacji – przyznaje prof. Janc. - Oczywiście sektora budżetowego, biorąc pod uwagę ostre kryteria, może dotyczyć pytanie: czy z próżnego można nalać? Ale np. pracownicy sektora bankowego czy innych przedsiębiorstw bardzo zyskownych albo oddziałów korporacji zachodnich będą mogli łatwiej przekonać zarządy, że należą im się pensje porównywalne do kolegów z Europy Zachodniej.
Faktem jest, że za operację wymiany waluty będziemy musieli zapłacić. I nie chodzi tylko o koszt zmiany systemów w urzędach statystycznych, bankach i firmach.
- Za koszt całej operacji, m. in. za druk banknotów i monet oraz politykę informacyjną rządu będziemy musieli zapłacić. Na jesieni 2008 roku szacunki Narodowego Banku Polskiego mówiły o kwocie ok. 2,7 mld zł, łącznie z wydatkami administracji publicznej – podaje dr Mariusz Andrzejewski, były wiceminister finansów. - To oczywiście dużo. A polityka informacyjna jest na złym poziomie, bo nie można tworzyć obrazu jak z bajki. Trzeba ludzi przekonywać podając jednak wszystkie za i przeciw.

Z raportu NBP opublikowanego w marcu 2009 roku wynika, że koszty poniesione przez bank centralny wyniosą ok. 1,7 mld zł i obejmą m. in. zaprojektowanie i dystrybucję banknotów i monet, dostosowanie systemów informatycznych i systemów płatności, szkolenia pracowników oraz przechowywanie i niszczenie wycofywanych z obiegu złotówek. Do tego trzeba doliczyć ok. 1 mld zł po stronie administracji publicznej. W tym wypadku chodzi przede wszystkim o przygotowanie i przeprowadzenie ogólnokrajowej kampanii informacyjnej, a także dostosowanie systemów informatycznych.

Koszty wprowadzenia euro dla sektora bankowego NBP szacuje na 1,2 – 3,5 mld zł. W przypadku przedsiębiorstw niefinansowych będą zależeć w dużej mierze od wielkości firm. W tych zatrudniających do 10 pracowników nie powinny przekroczyć 3,9 proc., a w zatrudniających powyżej 200 osób – jedynie 0,2 proc. rocznego obrotu.
Jedno jest pewne - data wejścia do strefy euro powinna zostać poprzedzona analizami ekonomistów, a nie działaniami polityków pod publiczkę.
- Polacy są gotowi do poświęceń – przekonany jest prof. Janc. - Nawet udowodnienie, że poniesiemy określone koszty, że przeliczenie dochodów spowoduje, iż w Europie będą się zastanawiali jak jesteśmy w stanie przeżyć za 300 euro przez cały miesiąc np. z zasiłku czy emerytury, wcale nie musi Polaków zniechęcać. Trzeba im jednak pokazać, że w dłuższym okresie jednak dojdzie do zrównania dochodów i cała operacja przyniesie korzyści.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (3)

  • Rolnik z Wielkopolski 2012-01-23 21:10:17
    Ty profesorku o nazwisku Janc co Złoty Polski ci śmierdzi, brzydzisz się są naszą historyczna polską walutą. Tak jak już wszystko poza chłopem polskim i jego własnymi nieruchomościami obcym zostało za darmo rozdane to Ty jeszcze mieszasz ludziom w głowach aby pozbyć się naszej narodowej waluty. Taki to jesteś patriota. Nie łudź się to nadzieją i nie próbuj przekonywać i nie nawracaj do historii z lat 1700 -ch. Bo już to przerabialiśmy w tych czasach utratą całkowitą suwerenności.

  • kazik 2011-12-07 11:20:16
    To artykuł z 2009 r. czytaj ze zrozumieniem
  • bauer1970 2011-12-07 11:18:17
    Panie redaktorze , nikt ale to nikt chyba o zdrowych zmysłach nie mysli o przejściu na ...banktutującą walutę .Waluta ta za parę miesięcuy do góra 2 lat przestanie istnieć. Po co więc ten arykuł.Może aby mieszać ludziom w głowach ?
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.174.51.80
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.