Choć wielu ekonomistów twierdzi, że stopy procentowe Narodowego Banku Polski na poziomie 7-8 procent, będą oznaczać złe wiadomości dla Polaków, to te na poziomie 10 proc. oznaczałyby tragedię. Tymczasem analitycy przewidują, że w czerwcu Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe między 75 a 100 punktów (czyli 0,75-1%). Na rynku jest zbieżność prognoz, które prowadzą do jednego wniosku – będzie źle. Jak więc w takich warunkach makroekonomicznych działać gospodarczo?

Przewidzieć kryzys nim on nastanie

Jak pisał św. Tomasz z Akwinu, powołując się na Arystotelesa, „Mały błąd popełniony na początku staje się wielki na końcu”. Innymi słowy architekt nie zaprojektuje domu, jeśli nie będzie miał w głowie jego dokładnego wyobrażenia, pisarz nie napisze książki, jeśli nie zna zakończenia i losu głównego bohatera, a generał nie zacznie wojny, jeśli nie będzie miał pewności, że ją wygra. Działanie wbrew tej zasadzie zawsze prowadzi do katastrofy. Historia zna tysiące przykładów upadku i katastrof, także w gospodarce. Taki sposób myślenia również sprawdza się w kryzysie ekonomicznym. Reasumując, należy przyjąć jako założenie wizję własnego upadku ze wszystkimi skutkami, bo to pozwoli na zidentyfikowanie własnych słabych stron i podjęcie odpowiednio wcześnie określonego działania zaradczego.

Każdy kryzys stwarza okazje

Z kolei Chińczycy, poza powyższym schematem myślowym, mają jeszcze jedną zasadę – każdy kryzys daje okazję. Dowodem tego jest chiński wyraz, oznaczający kryzys: składa się on z dwóch znaków: ryzyka, niebezpieczeństwa oraz drugiego oznaczającego okazję i sposobność. W praktyce więc są oni mistrzami w zamienianiu złych lub kryzysowych sytuacji na korzystne. Dowodów na to jest wiele.

Rosnące ceny generują inflację

Polskie media oraz profile społecznościowe są pełne analiz ekonomicznych co do przyszłości, przebiegu trendów oraz ich skutków. Gdyby się komuś chciało je zebrać i ze sobą porównać, to zauważy, że wiele z nich było oderwanych od realiów, bo opierały się na niepełnych danych lub błędnych założeniach, a eksperci w swych wnioskach, co do przebiegu procesu dość często podkreślali, że trudno powiedzieć, jak będzie. Niewiele można przewidzieć, ale już dziś rosnące ceny generują inflację, a to zagraża popytowi. Obniżony popyt uderzy w podaż, co odbije się negatywnie na produkcji itd. To żadna tajemna wiedza. Te procesy doskonale rozumieją wszyscy, którzy prowadzą jakąkolwiek działalność gospodarczą.

Od czego zależy inflacja w Polsce?

Oczywiście ocenę stanu sytuacji komplikuje fakt, że kryzys jest dynamiczny, a czynniki kryzysowe mają różne pochodzenie. Ale są dane, które są bezdyskusyjne. Jak podał Narodowy Bank Polski w kwietniu 2022 roku inflacja bazowa, po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła 7,7 proc. r/r. Wskaźnik CPI w analizowanym okresie wyniósł 12,4 proc. r/r. Miesiąc wcześniej było to odpowiednio 6,9 proc. oraz 11 proc.

Jeśli więc od CPI odejmiemy bazową, to otrzymamy 4,7 proc. inflacji o pochodzeniu zewnętrznym, w tym tę część związaną z agresją Rosji na Ukrainę. Na tę wartość składają się również zaburzenia w łańcuchach dostaw, ceny surowców energetycznych, ceny środków produkcji nie wytwarzanych w Polsce itd.

Putinflacja nie istnieje?

Nieprawdą jest zatem, że za wysoką inflację odpowiada przede wszystkim zbrodnicza wojna Władimira Putina, bo wskaźnik inflacji bazowej jasno pokazuje, że istota problemu ma źródła krajowe. Co ciekawe w tym tygodniu telewizja publiczna TVP w programie Wiadomości podała informację, że polska gospodarka jest odporna na agresję Rosji. Skoro jest odporna, to znaczy, że nie ma czegoś takiego jak putinflacja. Dane NBP są więc oczywiste i bezdyskusyjne i obalają rządowy mit.

Inflacja nie 12,4 a 14,4 procent

Różne są oceny tego, jak działa rządowa tarcza antyinflacyjna. Nie ma wątpliwości, że daje one ulgę w cenach, ale są rozbieżne poglądy na to, jak wyglądałaby inflacja, gdyby jej nie było. Obecnie wielu analityków wskutek analizy czynników inflacyjnych przyjmuje, że tarcza redukuje inflację o dwa punkty procentowe i zalecają dla oceny kosztowo-cenowej własnej produkcji oraz świadczonych usług posługiwać się taką wartością. Inaczej mówiąc ceny w kwietniu bieżącego roku w ujęciu rok do roku wzrosły o 14,4 procent, a nie 12,4 proc. jak podał GUS.

Co z oceną zdolności kredytowej?

Na początku marca tego roku Urząd Komisji Nadzoru Finansowego opublikował Stanowisko UKNF skierowane do Prezesów Zarządów Banków oraz Dyrektorów oddziałów instytucji kredytowych ws. działań mających na celu ograniczenie poziomu ryzyka kredytowego, w którym zalecił, by „w procesie oceny zdolności kredytowej wszystkie banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p.”. Tymczasem stopa referencyjna NBP w lutym była na poziomie 2,75 proc. Inaczej pisząc UKNF zalecił by za podstawę przyjąć niemal dwukrotność stopy procentowej (wzrost o 82 procent).

Co ciekawe pod koniec marca bieżącego roku rynek szacował (przyjmował za podstawę dla decyzji biznesowych) inflację na 18 proc., a stopy procentowe na 7 proc.

Algorytmem podanym przez UKNF podąża sektor bankowy. Ubiegający się o kredyty i pożyczki, obecnie usłyszą już w wielu bankach, że ich zdolność kredytowa jest oceniana na wyjściowej stawce 8 procent. Z kolei rynek w maju jako podstawę inflacji przyjął poziom 20 proc., a w przypadku stóp procentowych 9 proc.

Wyższe stopy procentowe hamują inflację?

Z poniższego wykresu na temat inflacji rocznej według Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) i uśrednionych stóp NBP w latach 1998-2004 i 2020-2021 oraz miesięcznie w 2022 roku widać dwojakie podejście do problemu. Wiele osób zapyta kto i kiedy miał rację? Oczywiście oba okresy różnią się w przyczynach problemów gospodarczych wywołujących wysoką inflację i wysokie stopy procentowe. Niemniej widać jednak, że znacznie wyższe stopy procentowe niż inflacja dawały skutek hamująco-zbijający wzrost cen, a różnica między obiema krzywymi wynosiła średnio 7-8 punktów procentowych (poza końcem inflacji).

Obecnie także różnica jest podobna, ale stopy poza wzrostem kosztów kredytów (wyższe raty) nie osłabiają trendu inflacyjnego. Jest to m.in. skutkiem monetyzacji budżetu, czyli drukowania pustego pieniądza poprzez mechanizm luzowania ilościowego (NBP wydrukował ponad 147 mld zł).

Widmo bankructw kredytobiorców

Dlatego wielu ekonomistów przeraża wizja dziesięcioprocentowych lub wyższych stóp procentowych, bo przy wysokiej inflacji (pompowanej przez bank centralny oraz rząd) rzędu osiemnastoprocentowej lub wyższej nie uda się osiągnąć celu inflacyjnego banku centralnego w przedziale 2,5-3,5 proc. Ta dysproporcja oraz odwrócenie zasady (wyższe stopy niż inflacja) w ocenie ekonomistów jest bardzo zła i przy takiej proinflacyjnej polityce rządu oraz pseudowalce banku centralnego z inflacją wystawia posiadaczy kredytów na wysokie ryzyko bankructwa.