Prawda jest taka, że obecna nasza sytuacja makroekonomiczna nie pozwala na podjęcie procedury prowadzącej do przyjęcia euro. By w ogóle było można zacząć myśleć o takim procesie, to nasza gospodarka musi spełniać tzw. kryteria gospodarcze konwergencji, które służą do oceny, czy państwo członkowskie jest gotowe do przyjęcia euro i czy jego wejście do strefy euro nie narazi na ryzyka gospodarcze państw ją tworzących jak i naszego kraju. Polska obecnie ani nie spełnia tychże kryteriów, ani nie są podejmowane właściwe działania fiskalne, by opanować rosnącą inflację, która degraduje ekonomiczny status Polaków oraz przedsiębiorstw, wypracowany przez nich w ostatnich dwóch dekadach.

Stopy procentowe Glapińskiego  

Zaskoczenie, a dokładniej szok, jaki wywołał za pierwszym razem, i następnie za każdym razem wywołuje ten sam stan, wystąpienie prezesa Narodowego Banku Polski prof. Adama Glapińskiego spowodowało, że mało kto słucha – na poważanie – jego analiz polityki monetarnej i sytuacji gospodarczej. Ostatnia jego wypowiedź (podczas konferencji prasowej, dzień po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej), a dokładniej zdanie „Dzisiaj się straszy, że wungla panie nie będzie na zimę, wszyscy zmarzniemy” (zwłaszcza wyraz „wungla” zamiast „węgla”) jest – by dotrzymać stylu i formy prezesa Glapińskiego – z kategorii żenującego żartu prowadzącego, a o braku szacunku dla odbiorców skutków decyzji jego i całej Rady Polityki Pieniężnej nie wspominając. W efekcie rynek nie słucha tego, co on mówi (chyba, że dla rozrywki), ale niestety boleśnie ekonomicznie odczuwa jego słowa. 

Cokolwiek by prof. Glapiński nie powiedział, twierdząc, że stopy procentowe zostały podniesione we właściwym momencie, to eksperci wiedzą swoje. Było to za późno, a Polacy oraz firmy skutki tego opóźnienia czują i będą jeszcze długo odczuwać. Niestety, jest to rodzaj przykrego i gorzkiego doświadczenia.

Nie byłoby tak źle (uwzględniając pandemię SARS-Cov-2, wojnę na Ukrainie oraz kryzys energetyczny), gdyby finanse państwa nie zostały zepchnięte przez rząd Zjednoczonej Prawicy, pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego, do swoistego systemu rządowych chwilówek w postaci rozmaitych funduszy (głównie Fundusz Przeciwdziałania COVID-19), będących całkowicie poza kontrolą parlamentu oraz gdyby nie zostało przeprowadzone luzowanie ilościowego, czyli skupu przez Narodowy Bank Polski rządowych obligacji (a faktycznie wydrukowanie pustego pieniądza w ilości 145 mld zł). 

Grzech zaniechania, czyli braku odpowiednio wcześniej przemyślanej reakcji Rady Polityki Pieniężnej, na czele której stoi prof. Adam Glapiński, doprowadził do stanu poważnych negatywnych skutków makro, jak np. głęboko ujemnych stóp procentowych oraz stagflacji z perspektywą recesji. W przeszłości mieliśmy dziurę budżetową Bauca, a dziś mamy stopy Glapińskiego.

Prezes pomógł jak nikt inny

Stopy procentowe, dwucyfrowa inflacja, stagflacja oraz potencjalna recesja oraz ich skutki będą z nami długo, w każdym razie dłużej, niż przedstawia to prezes Adam Glapiński i dłużej niż będzie trwać jego kadencja jako szefa NBP (która kończy się 21 czerwca 2028 roku). 

Wysokie raty kredytów już obniżyły popyt, a będzie gorzej. Polacy mają już dość tego stanu, bo drożyzna, czyli inflacja – jak widzą – zwyczajnie okrada ich ze zgromadzonego dorobku, a ci którzy go nie mają pozbawiła ona ich poczucia stabilności, pewności, bezpieczeństwa i przewidywalności. Im dłużej ten straszny stan będzie się utrzymywał, tym będzie on bardziej oddziaływał na wyobraźnię Polaków i będzie pogłębiał negatywną ocenę sytuacji oraz obniżał zaufanie do organów odpowiadających za politykę fiskalną i monetarną w naszym kraju. Będziemy więc, jako naród szukać ratunku, jak to już w przeszłości poczyniliśmy wielokrotnie przy okazji innych kryzysów.

Prawdą jest, że w całej strefie euro występuje zjawisko ujemnych stóp procentowych. Przy inflacji 9,1% stopy procentowe, ustalane przez Europejski Bank Centralny (EBC), wynoszą 1,25%. Należy jednak podkreślić, że o ile stopy są jednakowe dla wszystkich państw z walutą euro, to inflacja jest inna w każdym w nich. Dla nas, a szczególnie dla naszych rolników i przetwórców rolno-spożywczych, ze względu na wielkość naszej gospodarki i powiązania handlowe, ważne są dane o inflacji (ale także inne dane) dla Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Włoch. W tych krajach jest ona o blisko połowę, a w przypadku Francji, dwu i półkrotnie niższa. Kolejną różnicą jest, że to, że w tych krajach inflacja bazowa jest duża niższa niż w Polsce.

Obniżająca się wartość złotówki, wysokie stopy procentowe, stagflacja, rosnące ceny, które z jednocyfrowych zmieniły się na dwucyfrowe, a dwu na trzycyfrowe, pogłębiają warunki skrajne. Im dłużej będzie źle, tym będzie gorzej dla postrzegania polskiej waluty przez Polaków. 

Choć nie spełniamy warunków przyjęcia do euro, to wychodzenie gospodarki z kryzysu, które z pewnoście będzie bolesne, to ten doskwierający ból pomoże przełamywać u Polaków mentalne blokady i opór przed zmianą waluty ze złotówki na euro. Innymi słowy nie będzie nam tak bardzo szkoda zrezygnować ze złotówki, jak to jest obecnie, bo będziemy mieli świadomi utraconych korzyści oraz ogromu poniesionej straty swojego ekonomicznego statusu, który mozolnie budowaliśmy przez ostatnie dwadzieścia lat. Tego nie doświadczają i nie doświadczą Europejczycy będący w strefie euro, co nie znaczy, że nie ma w niej problemów.

Poza tym dużo bardziej zadłużone gospodarki jak Francja. Hiszpania, Portugalia, Włochy radzą sobie obecnie o wiele lepiej mimo ich zadłużenia niż Polska, której dług publiczny w stosunku do PKB, na koniec pierwszego kwartału tego roku, wyniósł 52,1%. Gdyby jednak doliczyć to, co rząd wyprowadził poza budżet, to wartość ta przekroczyłaby konstytucyjną granicę trzech piątych progu zadłużenia.

Polityka wyprowadzania długu poza budżet, proinflacyjna, degraduje finanse i status ekonomiczny Polaków. Jest ścieżką, która – jak to zostało napisane wyżej – doprowadzi do nieemocjonalnego i pragmatycznego odrzucenia przez nas w przyszłości złotówki i przyjęcia euro. Dlaczego? Bo za te 10-15 lat, gdy będzie już można o tym pomyśleć, będzie już inne społeczeństwo z inną mentalnością, doświadczeniem i postrzeganiem pozycji Polski w Unii Europejskiej oraz szerzej na świecie.

Chichotem historii będzie to, że referendum w sprawie euro oraz jego pozytywny wynik na „tak” będzie ubocznym i niezamierzonym sukcesem, czy też dokładniej, konsekwencją patologicznej polityki fiskalnej i monetarnej, których symbolem jest obecnie i będzie prof. Adam Glapiński, premier Mateusz Morawiecki oraz cała Zjednoczona Prawica, tak jak symbolem patologicznych przemian gospodarczych jest plan przejścia od socjalizmu do kapitalizmu przygotowany i wdrożony na początku lat 90-ych przez prof. Leszka Balcerowicza.