Nawałnica połączona z silnym gradobiciem przeszła przez powiat łódzki-wschodni 6 czerwca br. Gradowe kule miały średnicę 5cm i choć spadały z nieba niespełna kwadrans, siekły tak gęsto, że spowodowały olbrzymie zniszczenia w uprawach. Spore straty odnotowano również w budynkach i wyposażeniu gospodarstw. Wichura zrywała dachy, grad dziurawił ich poszycie, niszczył maszyny. Najbardziej ucierpiały gminy Brójce, Rzgów i Koluszki.
„W gminach tych niezwłocznie powołano komisje do oszacowania strat. Na dzień dzisiejszy rolnicy dysponują już zatwierdzonymi przez wojewodę protokołami wskazującymi skale zniszczeń w konkretnym gospodarstwie. Straty w uprawach niejednokrotnie sięgają 70%.” – napisali we wrześniu delegaci Powiatowej Izby Rolniczej do Zarządu Izby Rolniczej Województwa Łódzkiego, prosząc o pomoc w uzyskaniu przez gospodarzy z powiatu łódzkiego dostępu do specjalnych funduszy uruchomionych przez rząd.
We wniosku skarżą się: „Rolnicy z powiatu łódzkiego-wschodniego, którzy ucierpieli w wyniku gradobicia w czerwcu 2017r. nie mogą skorzystać z pomocy przewidzianej w uchwale Rady Ministrów nr 129/2017 z dnia 28 sierpnia br. dla poszkodowanych przez nawałnice, ponieważ uchwała ta umożliwia ubieganie się o pomoc finansową jedynie rolnikom, którzy ponieśli szkody w gospodarstwach rolnych lub działach specjalnych produkcji rolnej spowodowane wystąpieniem huraganu, gradu lub deszczu nawalnego, w sierpniu br. Taka konstrukcja treści uchwały jest dla wielu rolników niezrozumiała i może być odczytywana jako działanie dyskryminujące.”
Delegaci powiatowi zwrócili się zatem do Zarządu IRWŁ o wystąpienie do Ministra Rolnictwa z wnioskiem o podjęcie inicjatywy, mającej na celu uruchomienie analogicznych działań pomocowych, jak w uchwale RM 129/2017, także dla rolników z powiatu łódzkiego-wschodniego, poszkodowanych w wyniku gradobicia w czerwcu 2017r.

Zarząd łódzkiej izby niezwłocznie skierował wniosek do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Krzysztofa Jurgiela, o podjęcie stosownej inicjatywy. Na odpowiedź resortu trzeba było poczekać do 6 października br. Samorządowcy dowiedzieli się z niej, że producenci poszkodowani w wyniku innych niż wymienione w uchwale, niekorzystnych zjawisk atmosferycznych, na specjalna pomoc rządową gwarantowana wspomniana uchwałą liczyć nie mogą. Resort rolnictwa wylicza w odpowiedzi szerego innych źródeł wsparcia poza wypłatami z ewentualnych polis ubezpieczeniowych rolników.
Są to:

-kredyty preferencyjne na wznowienie produkcji, jak i na odtworzenie środków trwałych,
- możliwość umorzenia w całości lub w części bieżących składek KRUS na wniosek poszkodowanego rolnika,
- ulgi, umorzenia lub odroczenia i rozłożenia na raty płatności z tytułu umów sprzedaży i dzierżawy nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, przyznawane na wniosek rolnika przez KOWR,
- ulgi w podatku rolnym, które na wniosek rolnika może przyznać lokalny samorząd.
Ministerstwo poinformowało również o możliwości udzielenia rolnikom z łódzkiego-wschodniego pomocy publicznej lub w ramach wsparcia „de minimis”, na podstawie przepisów rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 27 stycznia 2015 r. w sprawie szczegółowego zakresu i sposobów realizacji niektórych zadań Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (Dz. U. z 2015 r. poz. 187, z późn. zm.). Zgodnie z tym rozporządzeniem Agencja może udzielać pomocy producentom rolnych, w których gospodarstwach lub działach specjalnych produkcji rolnej powstały szkody w wysokości co najmniej 70 proc. danej uprawy. Pomoc na jedno gospodarstwo może mieć równowartość 15 tys. euro, przy czym, jeżeli straty powodują zmniejszenie dochodu z całego gospodarstwa rolnego powyżej 30 proc., to jest to pomoc publiczna udzielana na podstawie zgłoszenia do Komisji Europejskiej, a jeżeli straty w całym gospodarstwie nie przekraczają 30 proc., jest to pomoc udzielana w formie de minimis. Decyzja o uruchomieniu ww. pomocy jeszcze jednak nie zapadła.
Rolnicy z powiatu łódzkiego nie kryją rozczarowania rozstrzygnięciami resortu.
-Nie wystąpiły u nas żadne inne zjawiska atmosferyczne, niż te wymienione w rozporządzeniu. Mieliśmy taką samą nawałnicę jak na Pomorzu, a nawet gorszą, bo z gradobiciem – mówi z żalem gospodarz ze wsi Jeziorko w gminie Koluszki.-Jedyna odmienność zjawisk pogodowych polega na tym, że nasza nawałnica nie zmieściła się w podanym w rozporządzeniu terminie. U mnie grad wytłukł do gołej ziemi praktycznie wszystkie uprawy, podziurawił dach stodoły, obory i rynny na budynku mieszkalnym. Tymczasem nic od państwa nie dostanę tylko dlatego, że media nie narobiły dostatecznie wielkiego szumu wokół naszej nawałnicy. A czy my jesteśmy temu winni?