PAP: Panie ministrze parlament zakończył prace nad nowelizacją Prawa łowieckiego, prezydent ją podpisał. Czy po sprawie Puszczy Białowieskiej ugasił pan drugi pożar?

Henryk Kowalczyk: Przez ostatnie lata, pożar z Prawem łowieckim był nie tyle gaszony, co trochę wzniecany. Pierwszy poruszył temat Trybunał Konstytucyjny, który uznał część przepisów Prawa łowieckiego za niekonstytucyjne. W 2014 roku Trybunał dał wówczas 18 miesięcy na zmianę przepisów, sprawa nie została rozwiązana, dlatego na mnie jako na ministrze środowiska spoczywał ten obowiązek. Pożar powstał też z tego powodu, że wielu interesariuszy chciało wprowadzić do nowych przepisów swoje pomysły. To co się działo przez ostatni rok i teraz w Sejmie, to była próba skanalizowania tej dyskusji, próba wypracowania kompromisu, wysłuchania wszystkich stron. Postulaty rolników, myśliwych i ekologów były często całkowicie sprzeczne ze sobą. Trzeba było znaleźć złoty środek.

PAP: I udało się go znaleźć?

H.K.: Kiedy obejmowałem stanowisko ministra, a także podczas prac nad ustawą w parlamencie mówiłem, że na koniec nie wszystkie strony będą do końca zadowolone. Ale na tym polega kompromis.

PAP: Porównując projekt ustawy, który ponad 1,5 roku temu trafił do Sejmu z ustawą, którą podpisał prezydent, można znaleźć istotne różnice. W podpisanej ustawie znalazło się wiele postulatów strony społecznej, ekologów, które wcześniej nie miały szans się w niej znaleźć. Jak pan ocenia gotową ustawę?

H.K.: Rzeczywiście wiele propozycji strony społecznej znalazło się w nowym prawie. To dobrze, niektóre z nich były warte uwzględnienia. Dla mnie osobiście, ważną kwestią, którą będzie regulować nowe prawo, to zabezpieczenie rolników w kwestii szacowania i wypłat odszkodowań za szkody łowieckie. Do tej pory robili to sami myśliwi, co generowało pewne konflikty. Teraz w proces szacowania będą włączeni rolnicy, myśliwi i przedstawiciel gminy. Ważnym elementem ustawy są też zmiany strukturalne, jakie dotkną Polski Związek Łowiecki, na które oczekiwali myśliwi na niższych szczeblach.

PAP: Przedstawiciele PZŁ podczas prac w parlamencie mówili o zamachu na demokrację i samorządność związku. Będzie pan np. powoływał i odwoływał Łowczego Krajowego.

H.K.: System, jaki został zaproponowany w ustawie, był uzgadniany z myśliwymi. Kiedy spotkałem się z myśliwymi wskazywali wprost, że przy "starym" reżimie prawnym trudno było wprowadzić np. mechanizmy kontrolne, czy demokracji w związku. Myśliwi, którzy płacili składki, nie mieli też wpływu i kontroli, na co wydawane są ich pieniądze.

PAP:W zeszłym roku minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel w jednym z wywiadów mówił wprost o konieczności rozwiązania PZŁ, co miało związek - jego zdaniem - z nieskutecznym odstrzałem dzików w związku z afrykańskim pomorem świń (ASF). Czy rzeczywiście myśliwi nieskutecznie redukowali populację dzika?

H.K.: Ja nie byłem tak radykalny jak minister Jurgiel, ale rzeczywiście problem był. W poprzedniej ustawie nie było np. możliwości, by wypowiedzieć umowę dzierżawy kołom łowieckim, jeżeli nie realizowały planów łowieckich. Wielokrotnie słyszałem od mieszkańców, jak i samych myśliwych skargi, że mimo negatywnej opinii wójtów co do wykonania planu łowieckiego przez dane koło, umowa dzierżawy była im nadal przedłużana. Była to jedna z przeszkód w realizacji zaleceń dotyczących walki z ASF, mam nadzieję, że po zmianie przepisów to się zmieni.

PAP: W ustawie znalazły się też przepisy dotyczące: zakazu udziału osób niepełnoletnich w polowaniu, a także konieczności przeprowadzania przez myśliwych posiadających broń okresowych badań lekarskich. To dobre rozwiązania?

H.K.: Zakaz udziału dzieci w polowaniach był najbardziej dyskutowany i wzbudza kontrowersje. Decyzję o wprowadzeniu takiego zakazu podjął parlament. W rekomendacjach zmian, jakie przedstawiliśmy, takiej propozycji nie było. To była decyzja posłów i senatorów, szanuję ją. Co do badań, uważam że dotychczasowe wyłączenie myśliwych z takich badań nie było dobre. Lepiej żeby istniało takie zabezpieczenie.