Fermy zwierząt futerkowych wydają się niektórym politykom tak obrzydliwe, że proponują zakaz hodowli zwierząt na futra. A dlaczego tylko tych? Dlaczego nie zakazać tuczu fermowego świń, drobiu czy bydła? Czy w tych fermach zwierzęta mniej cierpią, czy one mniej śmierdzą, a ich sąsiedzi mają lżejsze życie?

Dlaczego, atakując sposób prowadzenia hodowli zwierząt futerkowych, politycy domagają się nie poprawienia ewentualnych błędów popełnianych w tej hodowli (albo tylko przez niektórych hodowców, których zresztą jako politycy powinni umieć znaleźć i pociągnąć do odpowiedzialności, jeśli rzeczywiście naruszyli prawo i stworzone przez tych polityków przepisy), a zakazu prowadzenia pewnego rodzaju działalności gospodarczej – i to wszystko w wyczulonej na wolność gospodarczą Europie?

Jarosław Iwaszkiewicz - jeden z największych polskich pisarzy powojennych, którego warto czytać, nawet jeśli niektórzy wiedzą o nim tylko to, że rzekomo kazał się pochować w mundurze górnika – poczynił w swoich dziennikach ciekawą obserwację, wykorzystaną potem literacko w powieści „Sława i chwała”. Uciekając z Warszawy jesienią 1939 roku zapisał: „W Wyszogrodzie wielki targ. Niemcy kupujący masło całymi kilami. Jarzyny, owoce, nabiał, drób. Tutaj czytamy pierwsze rozporządzenia władz niemieckich. Oba bardzo dziwne. Jedno, że – z powodu epidemii tyfusu – nie wolno spożywać w stanie surowym mięsa, jarzyn, owoców i surowych jaj kaczych. (...) Drugie rozporządzenie jeszcze dziwniejsze: zakaz bolesnego wiązania drobiu przy sprzedaży na targach! Warszawa jest bombardowana wraz z kobietami i dziećmi, a tu "nie wiązać drobiu za nogi, bo to boli". Czy to nie całe Niemcy w tym rozporządzeniu?”

Bezsprzecznie pięknie i łatwo jest walczyć o dobro pięknych, milutkich i mięciutkich futerkowców, ale warto też trochę się rozejrzeć i dostrzec chociażby  sposób prowadzenia lub kończenia prowadzenia innych hodowli - np. w związku z ASF. Czy humanitarne było np. zabijanie ciężarnych loch tylko dlatego, że kilka kilometrów dalej znaleziono u dzika wirusy ASF? Albo niszczenie z tego samego powodu rodzinnej hodowli prowadzonej od kilkudziesięciu lat – opierającej się na własnych prosiętach?

W jakiej sytuacji są dziś ci rolnicy, którym zakazano drobnej hodowli świń? Czym się zajmują?

Czy świnie musimy chować w przemysłowych tuczarniach i takim tuczarniom stwarzać lepsze warunki funkcjonowania, likwidując – pod pozorem potrzeby zapewnienia lepszej bioasekuracji, choć jej skutecznego sposobu tak naprawdę nie znamy – małe hodowle? A to robimy.

Czy musimy jeść jaja i drób hodowany w fermach, a likwidować małe przydomowe hodowle? A to już zrobiliśmy.

Czy fermy zwierząt futerkowych są szczególnie złe?

Niektórzy twierdzą, że jedzenie jest koniecznością, a noszenie futer – już nie. Czyżby? A może tak dieta bezmięsna? Przecież jest zdrowa – a na pewno zdrowsza niż chodzenie w sztucznych tworzywach i ich masowe wytwarzanie. Hitlerowi służyła, Stalin też lubił orzeszki. A może chociaż propagujmy modę na niejedzenie fermowych świnek czy picie mleka od fermowych krów? I czy skórzane buciki też zdejmiemy? Dlaczego skóra z odartym włosem jest już nie tak trefna, jak futro? Kto wnika w to, jak została wyhodowana skórzana teczka?

Koniecznością człowieka – jego powinnością i obowiązkiem -  jest bycie człowiekiem, także wobec zwierząt. Wszystkich. Humanitarne traktowanie istot żyjących. Wszystkich.

Hodowanie futerkowych człowieczeństwa nie wyklucza – o ile jest prowadzone w ludzki sposób.

„Bycie porządnym” odnosi się jednakowo do wszystkich hodowli prowadzonych przez człowieka.

I o to warto zabiegać, bez chodzenia na łatwiznę w postaci ronienia łez nad cierpiącymi futerkowymi, wtedy gdy podobnie cierpią inne zwierzęta w dużo liczniejszych hodowlach fermowych. Też ładne i miłe, a często podobno nawet bardziej inteligentne od futerkowych.

Przy okazji tych ferm też cierpią ich sąsiedzi, a także zmuszani do rezygnacji z działalności – choć ambitniejsi w dbałości o humanitarne prowadzenie hodowli od swoich wielkoprzemysłowych kolegów - drobni hodowcy.

A fermowe hodowle są propagowane, wręcz stawiane za wzór jako jedyny sposób na wyżywienie rosnącej liczby ludzkości. Czyżby? Przy tylu bezrobotnych?

Humanitarne traktowanie jest również obowiązkiem, jaki mają wobec ludzi politycy, tworzący im warunki życia w ogóle, a prowadzenia działalności w szczególności.

Wątek ludzki – podobnie jak autorzy przypomnianego humanitarnego zakazu wiązania nóg drobiu – pomijamy jednak przy wprowadzaniu kolejnych zakazów hodowli dla polskich rolników.

Że już nie wspomnę o potrzebie okazania zrozumienia wobec konsumentów - zmuszanych do spożywania masowej produkcji, ani zdrowej, ani smacznej, a tylko taniej, czy wobec chorych na choroby odżywieniowe i alergie – już tak powszechne, jak fermy, czy wreszcie wobec kobiet, które zwyczajnie lubią piękne futra – a jest ich wciąż niemało, mimo wysokich cen i nachalnej propagandy zohydzającej.

„Porządny człowiek” ma wiele do zrobienia, aby potwierdzić swoje człowieczeństwo, pomagając i organizując życie drugiemu człowiekowi i zależnym od ludzi zwierzętom.

Obowiązki te rosną wraz z pozycją.

Zamknięcie ferm zwierząt futerkowych to tyle, co nic.

Nie można żałować róż, gdy podpala się lasy.