• Rolnicy donoszą nam o nieuczciwych praktykach handlowych na targowiskach
  • Producenci rolni skarżą się na brak nadzoru polskich inspekcji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności na targach i bazarach.
  • Każdy może sprzedawać owoce i warzywa pod dowolnym szyldem, a wręcz jako produkty z własnego gospodarstwa – donoszą rolnicy.

Na targowiskach rządzą handlarze, dla których prawdziwy rolnik z własnymi produktami stanowi niepożądaną konkurencję. Rolnicy nie mają szans w tej konkurencji, mimo że oferują produkty wyższej jakości. Konsumenci są zaś oszukiwani, bo nikt nie kontroluje sprzedawanej żywności. Takie wnioski płyną z rozmów z rolnikami, którzy zadzwonili, by poskarżyć się naszej redakcji.

– Rosyjskie ogórki zalewające polskie sklepy, to wynik braku nadzoru polskich inspekcji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo żywności. Ten problem dotyczy jednak całej żywności w handlu detalicznym, także na polskich targowiskach – mówi Andrzej Wizner, rolnik z powiatu cieszyńskiego na Śląsku. – Nikt nie kontroluje tego, co sprzedawane jest na targach. Wiem, co mówię, bo sam handluję na targu w pobliskim mieście – zapewnia.

Jak opowiada, hoduje kury na wolnym wybiegu i postanowił sam sprzedawać jaja na rynku. Oferuje ceryfikowany produkt wysokiej jakości, więc miał nadzieję otrzymywać za niego adekwatną cenę. Wszak klienci poszukują obecnie takich jaj.

–  Płacę za certyfikat, ciężko pracuje i ponoszę duże koszty, żeby móc zaoferować klientom zdrowe i wysokiej jakości jaja – wylicza producent. – Cóż z tego, skoro dookoła mnie na targu stoją handlarze, którzy jajka bez oznaczeń kupują na fermach przemysłowych, a sprzedają jako jaja wiejskie z własnej zagrody. Płacą za jajo 50 gr, a sprzedają po złotówce i mają czysty zysk bez żadnych kosztów. Jak mam z nimi konkurować, jak zarobić przy moich kosztach produkcji? – pyta rolnik.

Targi i bazary: gdzie są inspekcje jakości?

–  Stoję na rynku już długo i nigdy nie widziałem tam żadnej inspekcji, która skontrolowałaby pochodzenie czy jakość produktów. A ja w gospodarstwie co chwila mam jakieś kontrole. Interweniowałem już w tej sprawie u dwóch posłów z mojego regionu i w Inspekcji Weterynarii, ale żadnego odzewu się doczekałem. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego służby nic nie robią i pozwalają na oszukiwanie konsumentów i niszczenie prawdziwych rolników? – pyta oburzony producent.

Handel na targowisku a interesy rolników

W podobnym tonie swoje doświadczenia z handlu na targowisku opisuje rolnik z woj. łódzkiego.

– Mam gospodarstwo pod Łodzią i chciałem sprzedawać swoje jabłka i warzywa w mieście – opowiada rolnik z powiatu brzezińskiego. – Okazało się, że handlem w hali owocowo-warzywnej rządzą właściwie trzy rodziny. Sprzedają pod szyldem swoich gospodarstw, ale towar w całości biorą z rynku hurtowego, bo z rolnictwem to oni niewiele mają wspólnego.To zwykli handlarze, którzy ziemię oddali w dzierżawę.

Marokańskie ziemniaki i egipska pietruszka

– Wciskają klientom marokańskie ziemniaki jako polskie wczesne, egipską pietruszkę i holenderską marchewką, a jabłka mają zawsze "niepryskane z własnych sadów". Oni jednak mają kilkadziesiąt stoisk i stać ich na to, żeby wykończyć każdą konkurencję, a co dopiero jednego naiwnego rolnika jak ja – twierdzi nasz rozmówca.

Kto kontroluje polskie targowiska?

Jak mówi rolnik spod Łodzi, nikogo nie obchodzi to, co się dzieje na targowiskach. Świadczy o tym fakt, że w ciągu roku swej bytności na rynku nigdy żadnej kontroli z żadnej inspekcji nie widział.

– Rząd twierdzi, że nowa unijna polityka rolna jest szansą dla małych i średnich polskich gospodarstw. Przekonują do rolnictwa ekologicznego, do małego przetwórstwa i handlu detalicznego. A prawda jest taka, że rolnik nie ma szans, by sprzedać swoje produkty na targu za uczciwą cenę, bo inspekcje śpią, a zarabiają handlarze – mówi Andrzej Wizner.