Wiele wskazuje na to, że indywidualni producenci gęsi i kaczek zrezygnują wkrótce z dalszej działalności. Decyzje takie wymusza na nich zarówno zła kondycja finansowa gospodarstw po pandemii i ptasiej grypie, jak i obecne uwarunkowania rynkowe, w których to potentaci oferują im warunki nie do przyjęcia. Takie wnioski płyną z rozmów z hodowcami drobiu z województwa łódzkiego i Wielkopolski, którzy zwrócili się do naszej redakcji.

-W czasie pandemii zakłady ubojowe oficjalnie wstrzymały działalność, żeby potem skorzystać z rządowej pomocy. "Po cichu" nadal jednak skupowały drób, tyle że po zaniżonej cenie. W efekcie my hodowcy traciliśmy nawet po 6zł na sztuce. W jednym rzucie stratny byłem 30 tys. zł. W dodatku zmuszano nas do przetrzymywania drobiu nawet o 2 tygodnie, a to ogromne koszty i straty – skarży się producent kaczek i gęsi z woj. łódzkiego.-Nam jednak ani dopłaty, ani żadne wsparcie się nie należy. Podatek od działów specjalnych za rok z góry trzeba było zapłacić.

-Wiosną pojawiła się jeszcze ptasia grypa, wskutek której wiele gospodarstw upadło, ale przede wszystkim wybito wiele stad zarodowych. W efekcie nie ma już prawie hodowli rolniczych, skąd można byłoby brać pisklaki do chowu – ubolewa inny hodowca z regionu łódzkiego.-Pisklaki oferują właściwie już tylko dwie duże firmy, które chcą przejąć ten rynek i zorganizować go na wzór tuczu kontraktowego trzody. Rolnik musi podpisać kontrakt, który dla mnie jest jak cyrograf z diabłem.

-Zgodnie z proponowaną mi umową, musiałbym wziąć od nich i pisklaki i paszę, a do tego zobowiązać się do odstawienia im tych kaczek czy gęsi. Tyle, że oferują za nie cenę za kilogram żywca na poziomie z ubiegłego roku, tymczasem pasza ze 120 zł zdrożała do 160 zł i szykują się kolejne podwyżki – wyjaśnia hodowca. -Jak zacząłem liczyć na kartce, to wyszło mi 3 tys. zysku z rzutu. A z czego mam zapłacić rachunki i raty? Chcą z rolnika zrobić niewolnika. I na taki los mam skazać swojego syna, któremu wkrótce zamierzałem przekazać gospodarstwo?

-Przedstawiciel wielkiej firmy tłumaczył mi, że mają podpisane umowy z wielkimi sieciami handlowymi z ustalonymi cenami, dlatego lepszej ceny rolnikom dać nie mogą – mówi z kolei rolnik z Wielkopolski. -Tyle, że w umowie przewiduje się kary dla dostawców, ale żadnych konsekwencji za złamanie ustaleń dla odbiorcy. Tymczasem rosną wszystkie koszty produkcji – energia, woda, paliwo. Kto przewidzi ile za miesiąc czy na wiosnę będzie kosztowało zboże?

-Podpisując taką umowę ryzykuję totalnym bankructwem, bo nikt dziś nie jest w stanie przewidzieć, ile będzie kosztowało odchowanie drobiu do sprzedaży – stwierdza nasz rozmówca. -Wszystko wskazuje na to, że potentaci chcą wykończyć indywidualne gospodarstwa i w całości przejąć ten rynek. I wygląda na to, że nikt im w tym nie przeszkodzi…