Inflacja w Polsce galopuje, a jedzenie drożeje w dramatycznym tempie. Nie inaczej jest w przypadku pieczywa, za które już dziś musimy płacić dużo więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Niestety, branża piekarnicza nie ma dobrych wieści na najbliższą przyszłość. Może być jeszcze drożej. I to o wiele.

- Jeśli sytuacja makroekonomiczna w kraju nie ulegnie poprawie (...), można się spodziewać, że na jesieni cena chleba będzie oscylowała nawet w okolicach 30 złotych za bochenek, albo - z dnia na dzień - zabraknie pieczywa na półkach sklepowych - ostrzega Jacek Górecki, Prezes Stowarzyszenia Producentów Pieczywa, w rozmowie z portalem dlahandlu.pl.

Po pierwsze, oczywiście z powodu rosnących cen pszenicy. Jak tłumaczy w rozmowie z serwisem Krzysztof Gwiazda, Prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego, stanowi ona aż 80 proc. kosztów produkcji mąki.

- Po drugie zaś rosną także inne koszty, takie jak energia i transport - dodaje Jacek Górecki.

Piekarniom grozi bankructwo

Nieco ostrożniejsza, ale też nie napawająca optymizmem w przewidywaniach, co do przyszłej ceny chleba, jest Monika Piątkowska, szefowa Izby Zbożowo-Paszowej. Głos w tej sprawie zabrała w ostatnich dniach na antenie Polsat News: - Ceny chleba idą i jeszcze pójdą w górę – stwierdziła w wywiadzie. - Nie jest to związane wyłącznie z cenami zboża, które wzrosły po agresji Rosji na Ukrainę, ale też cenami surowców energetycznych, pracy, transportu. Chleb może być po 10 złotych lub nawet droższy – powiedziała.

Zdaniem Piątkowskiej, dziś średnia cena chleba w piekarniach to 5 złotych, więc oznacza to wzrost o 100 procent. Prezeska Izby Zbożowo-Paszowej zaznaczyła, że nie odnosi się do cen w dyskontach. - Mówimy o piekarniach. Wiem, że w dużych sieciach handlowych są inne możliwości, ale też nie chcę wchodzić w to, co taki bochenek zawiera… Wiele piekarni w Polsce to rodzime, rodzinne firmy z ponad stuletnimi tradycjami. Dziś grozi im bankructwo – mówiła.

Nie rolnik winny, ale to on właśnie oberwie

- Dlaczego ten chleb jest taki drogi? - pyta sprzedawczynię w jednej z warszawskich piekarni starsza pani. - No co, sucho jest, zboże nie rośnie, rolnicy muszą to sobie odbić na kieszeniach klientów - stwierdziła sprzedawczyni. 

- Bez przesady, przecież ten chleb to z mąki z zeszłego roku, bo u nas przecież jeszcze żniw nie było - włączył się w dyskusję inny klient piekarni. - Naciągają ludzi z tym drogim zbożem i tyle. Kułakom to nigdy dość pieniędzy - dodał. 

- No właśnie, tylko narzekają, że wjeżdża do nas tanie zboże z Ukrainy i że oni nie mają komu sprzedać swojego. Wszystko by blokowali, a jak dla mnie to niech wjeżdża jak najwięcej - przynajmniej będzie taniej w sklepie - stwierdził kolejny kolejkowicz.

Opisana wyżej rozmowa to autentyczna sytuacja, której mimowolnym świadkiem była autorka.

Ręce opadają, prawda?

Zrozumieć rolnika

Zdaniem Stanisława Kacperczyka, prezesa Polskiego Związku Producentów Roślin Zbożowych, cena mąki w chlebie to tylko od 8 do maksymalnie 12% kosztów jego wytworzenia. - Dane, jakie w tym powyższym przypadku podają publicznie młynarze czy piekarze, nie są do końca prawdziwe - uważa szef PZPRZ. W jego ocenie, stanowią one - znany zresztą od lat - swego rodzaju element "wybielania siebie i napuszczania społeczeństwa na rolników".

- Tym, którzy się oburzają na obecnie stosunkowo wysokie ceny zbytu ziarna, pragnę zwrócić uwagę, że w relacji do kosztów produkcji, jakie ponosimy, i tak są one niskie. (...) Relatywny wpływ cen ziarna na cenę pieczywa jest zdecydowanie mniejszy, niż tych związanych z jego przerobem i produkcją finalnych wyrobów - zaznacza Prezes Kacperczyk.

Sytuacja rolników nie jest wesoła

Związek opublikował w minionym tygodniu stanowisko dotyczące bieżących problemów związanych z produkcją rolną i bezpieczeństwem żywnościowym naszego kraju.

- Nasza możliwość zabezpieczenia potrzeb żywnościowych kraju nie jest bezwarunkowa - zaznacza w nim na wstępie PZPRZ.

W ocenie Związku, są bowiem sytuacje, które mogą tym bezpieczeństwem zachwiać, a jedną z nich jest brak opłacalności produkcji rolniczej. 

 - Jej brak powoduje, że producent musi ograniczać zakupy środków produkcji,  a to w efekcie prowadzi do zmniejszenia plonów i ograniczania ich jakości. Tym samym na rynek zaczyna docierać coraz mniej towarów a ceny rosną. Takie niebezpieczne zmiany cen środków produkcji mają miejsce w tym sezonie, w szczególności dotyczyły one cen nawozów, ale nie tylko. Wzrosły ceny paliw, gazu, oleju opałowego oraz części do maszyn. Wzrosły one kilkakrotnie, co jest sytuacją dotychczas niespotykaną. Co prawda w tym samym czasie wzrosły też ceny zbóż i rzepaku, jednak wzrost ten nie był na tyle duży, żeby te ceny zrównoważyć, a poza tym większość producentów nie skorzystała na wzrostach cen zbytu ziarna czy nasion rzepaku, bo sprzedała je zaraz po żniwach, kiedy były one jeszcze stosunkowo niskie. Tym samym nasze zyski zostały bardzo silnie ograniczone - wylicza w stanowisku Prezes Kacperczyk.

- Tym nie mniej wielu producentów i tak zdecydowało się na wiosnę na zakupy drogich nawozów, licząc na to, że ceny zbóż czy rzepaku, jakie ukształtują się po żniwach przynajmniej w części zrekompensowane zostaną przez odpowiednio wysokie ceny zbytu. Bardzo na to liczą, bo wydali na zakupy kwoty, których zrównoważenie, przy niskim poziomie cen zbytu nawet przy proponowanych przez rząd dopłatach nie będzie możliwe - dodaje.

Ceny zbóż i rzepaku spadają

Tymczasem, jak obserwujemy ostatnio, ceny zbóż i rzepaku mocno spadają, co też zauważa PZPRZ w swoim stanowisku.

- Sytuacja potęgowana jest przez fakt przesyłania ziarna ukraińskiego przez nasz kraj do dalszego eksportu. (...) Ziarno to w pewnej części może zostawać w naszym kraju. Jest to wysoce niekorzystne dla nas, bo burzy równowagę rynkową, która nieuchronnie może doprowadzić do upadku części gospodarstw - podkreśla Stanisław Kacperczyk.

- Nasz Związek z całą mocą wspiera naszych braci Ukraińców w dążeniu do utrzymania niepodległości i dlatego też wspiera próby pomocy im poprzez transport ziarna przez nasze terytorium. Jednak pragniemy przestrzec przed sytuacją, w której pomoc ta będzie realizowana w sposób, w którym nie uwzględnimy niebezpieczeństw związanych z pozostawaniem części ziarna eksportowanego przez Polskę na naszym rynku, co mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której producenci nie będą mogli osiągnąć choćby minimalnej opłacalności. Producenci nie będą mieli pieniędzy na kontynuowanie produkcji i mogą bankrutować. Tym samym samowystarczalność żywnościowa naszego kraju zostanie dramatycznie ograniczona  - prorokuje szef PZPRZ.

 

oprac. na podst.: dlahandlu.pl, Polsat News, stanowisko PZPRZ