Wicepremier Kowalczyk był pytany przez dziennikarzy w kuluarach 29. edycji forum gospodarczego Welconomy o wpływ wojny wywołanej przez Rosję na Ukrainie na sektor rolnictwa.

Wzrost cen gazu, paliw - to spowodowało wzrost cen nawozów, a co za tym idzie żywności. Już mamy skutki w postaci znacznego wzrostu cen zbóż, pasz, a w następstwie pójdą za tym najpewniej dalsze wzrosty cen produktów pochodzenia zwierzęcego. Bardzo wyraźnie widać więc, że wojna na Ukrainie odciska znaczące piętno na rolnictwie. Gdy do tego weźmiemy pod uwagę, że kraje Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu nie otrzymają zbóż z Ukrainy i tam nastąpi niedożywienie, czy głód, to te skutki mogą być jeszcze dużo gorsze. Mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie - powiedział Kowalczyk.

Uspokoił, że Polska produkuje wystarczającą ilość żywności dla siebie, dla tych którzy przybyli z Ukrainy, a także znaczną część żywności eksportuje.

- Polska w ubiegłym roku wyeksportowała żywności za prawie 40 mld dolarów. Mamy bardzo duży margines bezpieczeństwa, jeżeli chodzi o żywność. Tu się nie obawiamy. Obawiamy się skutków wzrostu cen nośników energii, a co za tym idzie żywności. W Polsce i całej UE żywności nie powinno zabraknąć - wskazał Kowalczyk.

Polska pomaga w eksporcie zbóż z Ukrainy

Podkreślił, że Polska pomaga w udrożnieniu przejść granicznych, ale Ukraina potrzebuje eksportować, wywozić 4-5 mln ton zboża miesięcznie. Problemem w tym zakresie jest m.in. inny rozstaw torów w Polsce i na Ukrainie.

- Liczę na to, że UE, która zadeklarowała pomoc koordynacyjną, bo taką obiecała 12 maja Komisja Europejska, przejdzie do konkretów. Czekam na takie konkretny, a nie tylko na słowa. Potrzebna jest precyzyjna pomoc. Potrzebne są mobilne urządzenia przeładowujące zboże, kontenery. Przydadzą się naczepy samochodowe, wagony kolejowe przystosowane do wywozu zbóż. My nie jesteśmy w stanie w kilka tygodni przystosować naszych zasobów do takich potrzeb przewozu zbóż - mówił minister Kowalczyk.