Szef resortu rolnictwa spotkał się w czwartek po południu w Łańcucie z mieszkańcami. Wcześniej wziął udział w zaimprowizowanym briefingu prasowym.

Zapytany o to, czy ukraińskie zboże zostaje na polskim rynku ocenił, że "trudno powiedzieć".

- W każdym razie, na wczorajszy dzień, z Ukrainy przybyło do nas około miliona ton zbóż, natomiast z Polski wyjechało w tym czasie 2,2 miliona - podał minister.

Dodał, że trudno stwierdzić, czy wyjechało całe ukraińskie, czy część została, "ale na pewno, jak widać bardzo wyraźnie, wyjechała znaczna część polskiego zboża".

Polscy rolnicy i ten eksport, który zwykle na wiosnę był dość znaczący z powodu (...) obawy przed skutkami wojny w Ukrainie, ten eksport polskich zbóż był wyhamowany. I teraz on następuje, więc widać bardzo wyraźnie, że te obawy, to wzbudzanie lęków, że to zboże ukraińskie zasypie polskie magazyny, absolutnie się nie sprawdza - podkreślił wicepremier.`

Przypomniał, że na początku żniw wskazywał, że takie budzenie "lęków i strachów" wśród rolników może służyć tylko wzbudzaniu niepokojów, albo też chęci zysku.

- Dlatego, że wtedy pośrednicy mogliby wykupować od rolników zboże po bardzo zaniżonych cenach. Na szczęście udało się tę sytuację opanować. Rolnicy postępują bardzo rozsądnie, nie wyprzedają zboża w sposób ani nagły, ani w panice. My możemy oferować bardzo przyzwoite ceny zbóż - podkreślił min. Kowalczyk.

Dla przykładu podał, że w środę Zamojskie Zakłady Zbożowe oferowały za pszenicę 1600 zł za tonę, "więc jest to dobra cena" - ocenił szef resortu rolnictwa.

Zaznaczył jednocześnie, że ceny te są skorelowane z giełdą zbożową Matif i ceny w Polsce nie odbiegają od cen światowych.

I to, że rolnicy przytrzymują trochę zboże, myślę, że jest to rozsądne zachowanie, również w kontekście wojny na Ukrainie, niższych plonów, ale też i suszy na świecie. W Polsce myślę, że plony z powodu suszy nie odbiegają od przeciętnej nawet są lekko powyżej przeciętnej - ocenił wicepremier.

Zwrócił uwagę, że susza w Polsce choć w tej chwili jest nawet bardzo odczuwalna, szczególnie przy obecnym upale, "to jednak już nie ma żadnego wpływu na plony zbóż".

- No może były w kilku miejscach w Polsce takie punktowe ogniska suszy, ale to nie da się porównać z taką suszą wielkoobszarową, jaka była w roku 2018 czy 2019, więc można powiedzieć jesteśmy bezpieczni żywnościowo. Plony są dobre, zbiory przebiegają prawidłowo i myślę, że tutaj w Polsce w tym zakresie nic nie grozi - przekonywał.

Minister odniósł się też do sytuacji na granicy w związku z transportem z Ukrainy towarów.

Zapytany o ewentualne problemy powiedział, że może są bardziej po stronie ukraińskiej, gdzie jest potrzeba, by odseparować różne rodzaje produktów, aby służby mogły sprawnie sprawdzać towary sprowadzane.

- W przypadku, kiedy nie ma tej separacji, to (...) jedne służby czekają, aż gdzieś tam, między tymi samochodami pojawi się ciężarówka z towarem na przykład podległym inspekcji weterynaryjnej, czy inspekcji ochrony roślin i nasiennictwa i tak dalej. Więc będzie to duży materiał do tego, aby usprawnić to przejście graniczne - ocenił wicepremier.

Dodał, że spotkał się w obecności wojewody podkarpackiej ze służbami rolnymi (m.in. Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa, Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Roślin i Nasiennictwa, Inspekcją Jakości Handlowej Artykułów).

- Mówiliśmy o różnego typu postępowaniach, też o problemach, które występują w związku ze wzmożonym ruchem granicznym. Takim problemem zgłaszanym przez te służby było wzmocnienie kadrowe. I to żeśmy ustalili z panią wojewodą i myślę, że takie wzmocnienie kadrowe tych służb będzie następowało - dodał.

Szef resortu rolnictwa przed spotkaniem z mieszkańcami w Łańcucie wziął udział w spotkaniach roboczych w urzędzie wojewódzkim, marszałkowskim, na przejściach granicznych w regionie, z przedstawicielami instytucji samorządowych i rządowych odpowiedzialnych za rolnictwo.