• 23 lutego br. tona kukurydzy warta była około tysiąca złotych, a kilka godzin później, gdy Rosja zaatakowała Ukrainę jej cena wzrosła w Polsce do 1500 zł. Teraz krajowej nie chcą nawet po 1300?
  • Tą z Ukrainy można kupić na granicy za tysiąc, czyli za tyle ile w lutym br. Z transportem w głąb kraju wychodzi drożej, bo koszty jej przewiezienia bardzo poszły w górę. Mimo tego rynek jakby nabrał powietrza i ci co kupują towar próbują zbijać ceny krajowego ziarna.
  • Kto ma pieniądze i magazyny wygrywa. Kto musi sprzedać traci. Odwieczne prawa rynku znowu przypomniały o sobie producentom zbóż. Niestety, ale wygląda na to, że odegrają te prawa ogromną rolę w żniwa.

Żaden z rynków nie został w ostatnich miesiącach aż tak dobrze rozpracowany, jak zbożowy. Wiemy, że Ukraina żywiła świat, jakie ilości poszczególnych gatunków zbóż rosły na jej polach, jak zmniejszyła się jego światowa podaż w związku z wojną i w końcu o ile wzrosły jego ceny. Wraz z kolejnymi dniami heroicznej obrony Ukraińców przed Rosjanami nadciągały kolejne informacje z nim związane, wcześniej nie dyskutowane, tak jakby świat nie wierzył w to, że Ukraina będzie długo stawiała opór brutalnej napaści. Blokada portów Morza Czarnego przez które Ukraina eksportowała ziarno w różne kierunki otworzyła kolejną dyskusję, a mianowicie o konieczności pomocy jej w sprzedaży zbóż. My, jako sąsiedzi mieliśmy i nadal mamy odegrać w tej sprawie kluczową rolę. I to zaczęło niepokoić producentów zbóż nad Wisłą. Z dnia na dzień stanęliśmy przed zadaniem, którego wykonać się nie da, a dlaczego nie jest to możliwe, napisano wiele. Nawet Joe Biden, prezydent Stanów Zjednoczonych wie, że na Ukrainie tory są szersze od tych w Polsce, a nasza infrastruktura, także ta portowa nie jest w stanie udźwignąć tego zadania. Gdyby jej możliwości były inne, być może nie doszło by do tak dużych zakłóceń na naszym rynku zbóż. W związku z tym, nie jest także możliwa kontrola tranzytu ziarna przez Polskę.

Gdy rozpoczynała się dyskusja o konieczności pomocy w eksporcie ukraińskiego zboża mówiono ogólnie o potrzebie wywiezienia z Ukrainy 20 mln t ziarna. Kolejne dni przynosiły w tej sprawie dokładniejsze informacje. Okazało się, że chodzi przede wszystkim o ziarno kukurydzy. Następnie Unia Europejska zniosła bariery celny w imporcie i to ziarno zaczęło zalewać nasz rynek. Niekontrolowany jego przywóz do naszego kraju sprawił, że mało kto jest zainteresowany krajowymi jego zasobami, a ceny poszły w dół.

Jeden z dużych producentów kukurydzy powiedział mi wprost, że pomaganie Ukrainie ma swoje gospodarcze granice. – Wiesz, jak pomagasz tonącemu, to w pierwszej kolejności musisz dbać o swoje bezpieczeństwo, bo w innym przypadku – mówił – pójdziesz razem z nim pod wodę. – Ukraina jest topielcem – dodał – który nas ciągnie ze sobą na dno.

To przykład niezwykle dobitny, bo zestawia dobroć ludzkiego serca w pomaganiu potrzebującym i pragmatyzm opłacalności produkcji rolnej sprowadzający się do przetrwania.

Sytuacja na rynku kukurydzy pozostaje daleka od normalnej, a na niej tracą przede wszystkim hodowcy zwierząt, narzekają także producenci zbóż, bo po wzroście cen ziarna rynek odpowiedział spadkami cen. Magazyny w Polsce pękają w szwach od ukraińskiej kukurydzy. O tej sytuacji był informowany przez rolników Janusz Wojciechowski, podczas spotkania do którego doszło 18 czerwca br. w Warszawie. Komisarz ma także świadomość tego, że ukraińskie ziarno zamiast zmierzać do dalekich destynacji zostaje w naszym kraju.

Dlatego też producenci kukurydzy podnoszą sens pomocy Ukrainie, jaką niesie Polska w związku z eksportem. – Pomoc Ukrainie jest bezdyskusyjna, bo dobrze wiemy, że Rosja, jak dojdzie do Bugu, to się na nim nie zatrzyma, bo nigdy się nie zatrzymywała – powiedział Janusz Wojciechowski podczas wspomnianego spotkania.

To, że import kukurydzy pogarsza opłacalność produkcji w naszym kraju nie jest dla nikogo niczym nowym. Dyskusja o otwarciu ukraińskiego rynku na Europę toczyła się już przed wojną, a o tym, jakie będą tego skutki, Polscy rolnicy zdawali sobie z tego sprawę. Teraz, po raz kolejny tego doświadczają.

Nie chcę przez to powiedzieć, że ukraińskim rolnikom nie powinniśmy pomagać. Dobitną odpowiedź na to pytanie dał powyżej cytowany unijny komisarz ds. rolnictwa. Jednakże szybko trzeba znaleźć takie sposoby pomagania, które nie zakłócą opłacalności produkcji zbóż w naszym kraju. Czy minister rolnictwa ma pomysł, co powinien zrobić? A może jego pełnomocnik ds. rozwoju współpracy z Ukrainą już wie, jak Polska powinna wyjść z tej opresji? Czas płynie, na eksport zbóż z Ukrainy naciska Ameryka, która chce wybudować u nas zbożowe magazyny, o czym także mówił amerykański prezydent. Szkoda tylko, że propozycje rozwiązania tej trudnej sytuacji płyną z Brukseli i Waszyngtonu, a nasz rząd skupia się na ich komentowaniu. Niestety, ale tak to wygląda, brakuje nam długofalowego planu, tak jakbyśmy liczyli na to, że wojna u naszych zachodnich sąsiadów zakończy się z dnia na dzień. A może my nie wiemy czegoś, o czym wiedzą politycy? Myślę, że najmniej w tej sprawie potrzeba kolejnych spekulacji.