Konkurs „Sposób na Sukces”, organizowany przez Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie, skończył 20 lat. 

Więcej: Konkurs „Sposób na Sukces” ma 20 lat

Na zakończenie prezentacji laureatów, z którymi przeprowadziłam rozmowy zamieszczone w okolicznościowej publikacji CDR w Brwinowie „Dwudziestolecie ogólnopolskiego konkursu <Sposób na Sukces>”, firma nagrodzona niedawno.

 

Alnea Sp.z o.o. ze Stawigudy w XX edycji konkursu „Sposób na Sukces” zajęła I miejsce w kategorii rodzinnej za rozszerzenie działalności edukacyjnej firmy w zakresie popularyzacji nowych technologii i patentów polskiej myśli technologicznej.

 

 * Jesteście Państwo młodym laureatem, trudno więc rozmawiać o zmianach, jakie dokonały się w Państwa firmie po odebraniu nagrody w konkursie „Sposób na Sukces”. Mogę jednak zapytać o to, skąd pomysł, aby siedzibę firmy, która zajmuje się automatyzacją i robotyzacją, umieścić nie tylko w stolicy, ale i w podolsztyńskiej Stawigudzie.

Krzysztof Kamiński, prezes spółki Alnea: - Warmia i Mazury to moja równorzędna z Warszawą mała ojczyzna. Mój ojciec prowadził kiedyś zakład w Stawigudzie, miał tam pomieszczenia. Było więc dostępne od ręki miejsce na prowadzenie działalności. I tam właśnie jedenaście lat temu umieściliśmy nasz zakład.

* Zakład, który – mam nadzieję – trafił na właściwy czas i rozwija się wspaniale.

- Mieliśmy w pewnym okresie tyle zamówień, że rozbudowaliśmy się bardzo, a nawet za bardzo. Nie byliśmy na to organizacyjnie przygotowani i musieliśmy się cofnąć i zmniejszyć zatrudnienie. Wtedy mieliśmy już około czterdziestu pracowników, teraz mamy dwudziestu siedmiu. Nauczeni tym doświadczeniem planujemy rozwój ustandaryzowany, czyli wdrażamy pewne standardy pracy, kierowania projektami, standardy zarządzania, rozliczania, wynagradzania i premiowania ludzi.  Realizujemy to drugi rok, a wszystko po to, aby firma w perspektywie trzech, maksymalnie pięciu lat weszła na poziom firmy średniej, czyli zatrudniała powyżej 50 pracowników. Wiemy, że to się uda, kiedy poukładamy się na nowo – nie możemy już dłużej być taką firmą stricte rodzinną, zarządzaną na zasadzie pokazywania palcem, kto co ma zrobić. Potrzebne jest wdrożenie standardów pracy, aby każdy wiedział, co do niego należy i że będzie za to rozliczony.

* Czy fakt, że firma zajmująca się automatyzacją i robotyzacją działa w Stawigudzie, to rzeczywiście ułatwienie? Rozumiem, że lokal to dużo, ale czy ma Pan zaplecze w postaci pracowników?

- Wcześniej taka lokalizacja dawała pewne bonusy – np. staże były finansowane przez urząd pracy. Ludzie szukali zatrudnienia, było łatwiej o pracowników. Teraz się to zaciera. Jak się okazuje, ludzie stali się bardziej mobilni. Nie wiem – może pozbawieni przez COVID możliwości podróży teraz sobie to rekompensują. Poza tym praca zdalna stała się bardziej dostępna. Zaczynają się wyrównywać pensje, co powoduje, że teraz już tego bonusa nie ma. Ale to jest bardzo świeże zjawisko, które może za chwilę znów się zmienić.

* Zamówień nie zabraknie?

- Mamy podpisany kontrakt, który będziemy realizować przez najbliższy rok. Musieliśmy powiedzieć innemu klientowi, że przez najbliższe trzy miesiące nie możemy się zająć jego projektem. Klient postanowił poczekać. Zaczyna się bardzo duże ssanie na rynku automatyki, robotyki. To też efekt presji pracowników na podwyżki pensji.

* Na czym polegało rozszerzenie działalności edukacyjnej firmy w zakresie popularyzacji nowych technologii i patentów polskiej myśli technologicznej?

– Razem z olsztyńskim kuratorem oświaty Krzysztofem Markiem Nowackim rozpoczęliśmy realizację programu „Laboratorium. Mój profil.” Chodziło o to, żeby dzieci z ostatnich klas szkoły podstawowej, na początek z powiatu olsztyńskiego i okolic, mogły zobaczyć różne miejsca pracy, między innymi w naszej firmie stanowisko robotyka, konstruktora, operatora obrabiarki numerycznej. Ten program był bardzo dobrze przyjęty, postanowiliśmy więc z roku na rok rozszerzać go o kolejne powiaty. W 2019 roku program objął już całe województwo warmińsko-mazurskie. Kilka tysięcy dzieci pojechało w różne miejsca, do różnych zakładów pracy. Byłem pomysłodawcą, a później współorganizatorem tego programu. Działanie, które rozpoczęło się od naszej firmy i branży, rozrosło się, bo okazało się bardzo potrzebne. Dołączyły do nas Warmińsko-Mazurska Specjalna Strefa Ekonomiczna i wydawnictwo Grupa WM, wydawca Gazety Olsztyńskiej – wspólnie zapraszaliśmy na pokazy „Przywitaj się z robotem”, podczas których można było obejrzeć pokazy robotów, przygotowane przez firmy z branży przemysłowej. Z wydawnictwem Grupa WM organizujemy konferencje cykliczne „Automatyzacja i Robotyzacja Przemysłu”, które mają na celu szkolenie i edukację menedżerów w zakresie najnowszych technologii i wdrażania innowacji. Stworzyliśmy też Demonstratora Przemysłu 4.0, który obejmował integrację zaawansowanych technologii, robotów i maszyn w jednym, automatycznym ciągu produkcyjnym. Bo automatyzacja to przyszłość i rozwój, obecnie szansa wielu firm.

* A skąd u Pana wziął się pomysł na prowadzenie właśnie takiej działalności? Czy to może firma nie tylko prowadzona rodzinnie, ale i przejęta po ojcu?

- Nie, to był totalny przypadek. Przez dziesięć lat pracowałem jako pracobiorca, np. jako inżynier procesu, w takich firmach jak Michelin, w grupie Fiata, przy produkcji maszyn żniwnych, byłem kierownikiem malarni, byłem kierownikiem utrzymania ruchu na stalowni w hucie Warszawa. Przez 10 lat doświadczyłem bardzo różnych rzeczy, to mi dało ustawienie techniczne i organizacyjne, także zrozumienie koncernów. W 2008-2009 roku był moment kryzysu, a w 2010 straciłem pracę. Przypadek sprawił, że dostałem wtedy małe zlecenie na urządzenie nawet nie automatyczne, a półautomatyczne. W 2012 trafiło się większe urządzenie, zrobotyzowane – i nagle okazało się, że jest w tym potencjał. I tak oto zaczynaliśmy w garażu, a teraz podpowiadamy innym, jak unowocześniać produkcję przemysłową i pomagamy to zrealizować.

* Dziękuję za rozmowę.