P.o. dyrektora Biura Podlaskiej Izby Rolniczej Bogumiła Roszczyk-Parzych, która wzięła udział w posiedzeniu sejmowej KRiRW stwierdziła, że PIR otrzymała informację, że redukcja dzików leży w gestii samorządu.

- Jaka jest ostatnia interpretacja ministra środowiska i reakcja na wystąpienie Podlaskiej Izby Rolniczej, że czas i pora zrobić porządek z dzikami? – pytała Bogumiła Roszczyk-Parzych. - Pytaliśmy, dlaczego dzisiaj ciągle obarcza się nakazami i zakazami rolników? Natomiast ciężar obowiązków, które leżą po stronie państwa, niekoniecznie bierze się na siebie; mam tu na uwadze dziki. Na naszą propozycję, żeby rozpocząć redukcję dzików, skierowane zostało do nas pismo (informacja), że leży to oczywiście w gestii samorządu. Sejmik powinien podjąć uchwałę i ewentualnie wziąć ciężar na swoje barki. Z czym to się wiąże? Otóż gdy uchwała zostanie podjęta, to trzeba ją wykonać. Kto ma wykonać uchwałę? Sejmik nie ma przełożenia na koła łowieckie, nie może im rozkazać podjęcia się tego zadania. Tu potrzebne są pieniądze. Trzeba wyasygnować pieniądze z budżetu państwa i wykonać swoją pracę również w tym zakresie.

Jak dodała przedstawicielka PIR, na terenie strefy buforowej planowy odstrzał dzików został wykonany w połowie.

- Chcę powiedzieć, że na obszarze, który był objęty strefą buforową, koła łowieckie wykonały plany odstrzału w granicach 50 proc. Choćby dlatego już jest nadwyżka dzików. Wiemy, że akurat ten wektor zagrożenia jest bardzo znaczący (to jest ponad 60 proc. czy 70 proc.), więc to najwyższy czas i pora, żeby do tematu powrócić już z konkretnymi decyzjami.

P.o. głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski uznał jednak depopulację dzików za zbędną, a nawet szkodliwą:

- Tutaj mamy do czynienia z sytuacją, w której średnia populacja dzika w terenie objętym ograniczeniami, czyli w strefie objętej ograniczeniami, wynosi około 0,87 dzika na km². My dla celów statystycznych i możliwości popełnienia pewnego błędu statystycznego, który zawsze w takich przypadkach występuje, dodajemy 30 proc. Jeżeli z danych Lasów Państwowych lub Polskiego Związku Łowieckiego wynika, że na tym terenie populacja wynosi x i gęstość tej populacji wynosi, tak jak w tym przypadku – 0,87, to my i tak, oceniając sytuację, dodajemy do tego 30 proc.

Mamy odnośnie dzików kilka naukowych ekspertyz, dokonywanych przez specjalistów w zakresie zarówno biologii dzika, jak i specjalistów w zakresie afrykańskiego pomoru świń. Wszyscy ci specjaliści mówią wyraźnie, że masowa depopulacja dzików nie przyniosła nigdy żadnego konkretnego efektu w zakresie zwalczania jakiejkolwiek choroby u dzików.

Powodem jest przede wszystkim migracja zwierząt. 

- Na terenie, gdzie de facto nie mamy żadnych naturalnych barier, depopulacja w kilku powiatach spowoduje nagły napływ dzików na to miejsce, dlatego że nie pozbawiamy dzików bazy pokarmowej, tylko tak naprawdę depopulujemy dziki - tłumaczył Krzysztof Jażdżewski. - Poza tym jeśli jest baza pokarmowa, wystarczająca dla dzików, to ponieważ nie ma szans wystrzelania wszystkich dzików co do jednego, to lochy będą rodzić więcej prosiąt lub nawet będą rodzić częściej. Pojawi nam się zatem kolejne pokolenie, nadal wrażliwe na dany czynnik wirusowy, a dzików będzie więcej. A zatem naszym celem jest utrzymanie w tamtym regionie populacji dzika, która nie przekracza dwóch sztuk na km². Liczymy to już w stosunku do obwodów łowieckich, nawet nie w stosunku do obszarów gmin czy powiatów. Nowe rozporządzenie ministra zakłada, że tylko polowania na dziki odbywają się za pozwoleniem; zdjęliśmy już restrykcje w stosunku do innych zwierząt łownych w kwestiach uzyskiwania pozwoleń na indywidualne polowania. Natomiast oczywiście jest zakaz odławiania dzików i polowania muszą być kontrolowane w kontekście utrzymania niskiej populacji dzika. Niska populacja dzika, ale jednocześnie dająca gwarancję, że dziki będą na tamtym terenie korzystać z bazy pokarmowej, spowoduje, iż nie będą napływać nam nowe dziki z innych terenów. Jeżeli na Białorusi starają się dokonać pełnej depopulacji dzików – co jest niemożliwe i to każdy specjalista z zakresu biologii dzikiej fauny państwu powie – to przynajmniej tyle z tego będzie, że jeśli po naszej stronie są jakiekolwiek dziki, to będą przechodzić na stronę białoruską, a nie odwrotnie. Dlatego też nie ma w tej chwili żadnych podstaw naukowych, aby dokonywać całkowitej depopulacji dzików na terenie objętym ograniczeniami. Natomiast są opinie naukowe, które mówią, że owszem przy populacji dzika w liczbie 10 sztuk na km² wirus będzie się przemieszczał w danej populacji bezproblemowo, ponieważ jest to już takie zagęszczenie zwierząt, że dziki kontaktują się ze sobą. Jest zakaz karmienia dzików na danym terenie. Nie ma takich miejsc, gdzie one by się gromadziły. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych wskazań do dokonywania depopulacji, bo depopulacja niczego korzystnego nie przyniesie.

Ten sam problem poruszył poseł Zbigniew Babalski (PiS), odnosząc się do doświadczeń Warmińsko- Mazurskiej Izby Rolniczej, ale domagając się rozwiązań dla całego kraju:

- Ludzi pod strzelbami mamy w Polsce 112 tys. Ile liczy pogłowie dzika w Polsce? 200 tys.? Odstrzały są wykonywane w 30 proc., do 60 proc., w zależności od regionu. O tym mówią myśliwi, Polski Związek Łowiecki. Ta zwierzyna jest własnością państwa. Polski Związek Łowiecki dostał ją do zarządzania, ale to jest majątek państwa. Państwo powinno wyegzekwować od ludzi, którzy mają to powiedzmy w dzierżawie czy w wynajmie i zarządzają majątkiem, żeby dobrze nim gospodarzyli. Jak to jest, bo tego nie rozumiem, że u nas się płaci za dziczyznę 4 euro, a Niemcy sprzedają na swoim rynku przetworzone mięso z dziczyzny za 30–40 euro za kilogram? Może już czas najwyższy – powtarzam, przy tej bardzo trudnej sytuacji, jaka się wytworzyła dla hodowców trzody – kompleksowo zająć się sprawą, a nie znowu badać Podlasie, część Mazowsza czy Lubelszczyzny?

Poruszono również sprawę budowy płotu oddzielającego od Białorusi. Pełnomocnik Stowarzyszenia Hodowców Trzody Chlewnej „Podlasie” Agnieszka Zięzio-Koralewska uznała, że ten sposób zabezpieczenia mógłby być przydatny, zwłaszcza że potwierdza to Litwa.

- Proszę również nam powiedzieć, czym się kierujemy, nie występując o środki na zabezpieczenie wschodniej granicy czy też na jej grodzenie? – pytała. - Czym kieruje się Litwa, która w lutym wystąpiła z takim wnioskiem i wydaje się, że zyskała zapewnienie, iż będą na ten cel środki?

P.o. głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski wyjaśnił:

- Litwa zgłosiła wniosek o płot w 2013 r., a potem w 2014 r. Za każdym razem dostawała odmowę z Komisji. Komisja nie przewiduje budowy żadnego ogrodzenia na granicy z Białorusią z prostej przyczyny. Po pierwsze, taki płot – jeśli już wydamy pieniądze na jego budowę – jeszcze trzeba utrzymać; a za późniejsze utrzymanie płotu już nikt nie zapłaci. W Polsce oprócz aspektów technicznych, związanych z budową płotu, mamy do czynienia z problemem terenu, na którym płot miałby powstać, ponieważ na terenach bagiennych takiego płotu po prostu nie da się postawić; już nie mówię o kwestiach, związanych ze środowiskiem, a dzik w takim terenie będzie się i tak przemieszczał. Płot musiałby być wystarczająco mocny, żeby np. nie przepuszczać łosia, żubra czy innych gatunków zwierząt i wtedy mielibyśmy dodatkowo problemy środowiskowe.

Zapytaliśmy w Ministerstwie Środowiska, jak  zrealizowano plany odstrzału dzików? Czy rozważa się możliwość zwiększenia odstrzału?

„Dane dotyczące realizacji planów łowieckich posiada Polski Związek Łowiecki. Co do zwiększenia odstrzału dzików - w roku gospodarczym 2014-2015 planuje się zwiększenia odstrzału dzików o 30 proc. w miejscach, gdzie jest to możliwe” – odpowiedziało ministerstwo, dodając, że nie zatwierdza ani nie nadzoruje realizacji planów łowieckich.

Poinformowano też, że prace nad projektem rozporządzenia w sprawie szacowania szkód wyrządzonych przez niektóre gatunki zwierząt objętych ochroną gatunkową zostały zawieszone.