- Rolnicy są bardzo mocno zaniepokojeni sytuacją na rynku nawozów. Idzie wiosna, za chwilę musimy wychodzić w pole, a sytuacja jest bardziej niż niestabilna – mówi Mateusz Kołodziejczyk ze Związku Młodzieży Wiejskiej i Krajowej Rady Młodych Rolników, rolnik z województwa świętokrzyskiego.

Ceny nawozów są za wysokie. Uprawa na granicy opłacalności

- Dziś za tonę pszenicy jesteśmy w stanie zakupić jedynie 300 kg nawozu przy zużyciu na hektar ponad pół tony. To są koszty na progu opłacalności. Jeśli sytuacja się nie zmieni, będziemy musieli ograniczać zużycie nawozów, co będzie skutkować obniżeniem jakości produkcji i plonowania. To z kolei zagraża naszemu bezpieczeństwu żywnościowemu. Premier zapowiadał wsparcie producentów nawozów sztucznych. Z naszego punktu widzenia dobrym rozwiązaniem były dopłaty, które otrzymywaliśmy w ubiegłym roku. One oczywiście nie rekompensowały nam kosztów podwyżek, ale dawały nam pewną poduszkę, bezpieczeństwo finansowe, a to na pewno ułatwiało produkcję – dodaje.

Wsparcie dla producentów nawozów

Minister obiecywał już wcześniej podjęcie tematu nawozów poprzez wsparcie ich producentów. Rolnicy widzą w tym szansę na obniżenie lub choćby ustabilizowanie cen nawozów. Tym razem jednak nie padły żadne konkrety.

- Nie zdeklaruję w sposób jasny i precyzyjny obniżek cen nawozów – komentuje minister Henryk Kowalczyk. - Chociaż cena gazu rzeczywiście spadła i wydawałoby się to logiczne, jednak rok 2022 był rokiem dużych wahań cen, nie tylko gazu. Znacząco wzrosły koszty produkcji.

Kowalczyk zaznacza wpływ rynków zagranicznych na ceny zbóż

Wicepremier odniósł się też do zarzutów rolników mówiących o tym, że wstrzymując się ze sprzedażą zbóż stracili na tym. - Musimy wziąć pod uwagę korekty cenowe, to co się dzieje na rynkach. To nie jest tak, że sami te ceny ustalamy. Ktoś tu powiedział – straciłem na rzepaku 80 tysięcy. Proponowałbym inaczej sformułować to zdanie – gdybym sprzedał wcześniej rzepak, zarobiłbym na nim 80 tysięcy. Łatwo przyzwyczajamy się do wysokich cen, ale to nie jest coś co jest dane na zawsze. Musimy zrozumieć, że największy wpływ na te ceny mają rynki zagraniczne – mówi.

Rolnicy zwracają uwagę, że jak do tej pory reakcja rządu kończy się na obietnicach.

- To pokazuje, że i Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Henryk Kowalczyk i cały rząd Prawa i Sprawiedliwości utracił kontrolę nad tym co dzieje się w państwie i co dzieje się na naszych rynkach – dodaje Kołodziejczyk. Stąd te wszystkie strajki.

One mają sens, bo to pokazuje wzburzenie rolników. Jesteśmy w takim momencie, że chyba tylko to może zadziałać na partię rządzącą i może ich pobudzić do podjęcia dialogu z rolnikami. To jest jedyna forma przez którą rolnicy mogą zaapelować do rządu i wyrazić swoje niezadowolenie z obecnej sytuacji - komentuje.