Horrendalne ceny, a do tego kłopoty z dostępnością – ten problem dotyczy dziś rolników, którzy muszą zaopatrzyć się w nawozy. Z tym samym problemem borykają się też gospodarstwa, którym do funkcjonowania potrzebny jest opał.

Ceny i dostępność nawozów

- Gdy firmy nawozowe wstrzymały produkcję, rolnicy mimo wysokich cen wykupili wszystko – przyznaje Marek Siniło, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej.

-Teraz czekamy na dostawy. Trudno jednak nie zauważyć, że spora część rolników z powodu cen ogranicza dawki, a będą i tacy, którzy z nawozów zrezygnują – zauważa podlaski samorządowiec.

Był właśnie na Podlasiu wicepremier Sasin, który obiecywał dopłaty do produkcji nawozów, ale na wiosnę. To miałoby powstrzymać spekulacje na rynku, na których rolnik traci – dodaje Marek Siniło.

- Z wiceministrem Lechem Kołakowskim rozmawialiśmy o możliwości wprowadzenia „państwowej”, maksymalnej ceny na nawozy, ale czy to możliwe w warunkach rynkowych?

- Rolnicy płaczą i płacą, o ile w ogóle mają co kupować. W przypadku potasu i nawozów wieloskładnikowych sytuacja na rynku jest bowiem tragiczna – mówi Roman Włodarz, prezes Śląskiej Izby Rolniczej.

- To z pewnością zemści się na plonach rzepaku. A jeśli do wiosny problemów z nawozami nie uda się rozwiązać, to nie będziemy mieli co zbierać. Na wystawie rolniczej w Częstochowie minister Kowalczyk zapewniał, że trwają już prace nad rozwiązaniem, które pozwoli obniżyć ceny nawozu do 3,5 tysiąca. Nikt jednak nie wie, na czym te rozwiązania maja polegać. Póki co, zapowiedzi rządu spowodowały kolejne podwyżki cen – stwierdza Włodarz.

Byle nie dopłaty do nawozów

Z naszych rozmów wynika, że rolnicy o kolejnych dopłatach do zakupu nawozów nie chcą już słyszeć. To pokazuje, jakim fiaskiem okazało się wcześniejsze wsparcie w tej formie.

Dostępność nawozów katastrofalna, a ceny zaporowe – uważa Bronisław Węglewski, prezes Izby Rolniczej Województwa Łódzkiego.

- Jestem jednak przeciwny jakimkolwiek dopłatom dla rolników, dopóki rząd nie weźmie pod uwagę faktu, że 20 proc. gruntów nie jest uprawiana przez ich właścicieli, a przez dzierżawców. Lepiej już, by państwo wsparło producentów nawozów, by ci obniżyli ceny, a jednocześnie rząd ustalił ceny maksymalne na nawozy, by zapobiec spekulacjom.

Zdaniem Romana Włodarza, wszelkie programy pomocowe skazane są na porażkę, póki w polskim prawie nie zagości definicja „aktywnego rolnika”, raz na zawsze nie zostanie rozwiązana kwestia „rolników z Marszałkowskiej” i nie nastąpi powiązanie wsparcia z faktyczna produkcja rolniczą.

- Bądźmy szczerzy, od 2004 r. nie było i nie ma woli politycznej, by tę sprawę definitywnie załatwić. Problem tymczasem wraca jak bumerang, szczególnie w sytuacjach kryzysowych, jak obecnie – mówi Roman Włodarz.

- Coś trzeba w tym temacie postanowić, a o kompromis trudno. Jeśli nie ma porozumienia, to może: dopłaty obszarowe dla właściciela, a reszta dla użytkownika? To byłoby jakieś rozwiązanie – sugeruje Marek Siniło.

Co z opałem?

Rolników w równym stopniu jak wszystkich obywateli, dotykają także problemy z zaopatrzeniem w opał.

- Z ogrzewaniem domów rolnicy sobie poradzą – uważa Bronisław Węglewski.

Wielu ma własne lasy, więc sięgnie po te rezerwy. A jeśli nie, kupią drewno u leśniczego - dodaje.

Podobnego zdania jest Marek Siniło. -Lasów u nas dostatek, więc bez węgla przetrwamy – mówi podlaski samorządowiec.

Jak jednak zauważa Roman Włodarz, problem wysokich cen i niedostatków opału dotyka mocno niektóre sektory produkcji. Na wystawie w Częstochowie Włodarz rozmawiał z producentami kwiatów i rolnikami uprawiającymi warzywa pod szkłem. - Dla nich sezon grzewczy za miesiąc rusza – mówi śląski działacz rolniczy.

Jak się dowiedział, miał węglowy teoretycznie do Polski dociera, ale problemem jest cena i dystrybucja. Miał kupić jest trudno, a już nie sposób w cenie, która pozwalałaby utrzymać opłacalność produkcji. Gospodarstwa ogrodnicze znalazły się w sytuacji tragicznej.