Rolnicy w Polsce mają coraz większe problemy z utrzymaniem produkcji i codziennym funkcjonowaniem gospodarstw – wynika z relacji tych, którzy dzwonią do naszej redakcji. Bez szybkich decyzji i interwencji rządu, wielu gospodarzy nie widzi szans na dalszą działalność.

Problemy z dostępnością paliwa dla gospodarstw

- Od trzech tygodni czekam na zamówione paliwo. Dziś zadzwoniłem do dostawcy i usłyszałem, że zlecenia zrealizować nie mogą – ubolewa jeden z naszych rozmówców z Mazowsza.

- Rolnicy zostali potraktowani jak klienci indywidualni i w większej ilości paliwa zakupić nie mogą. Jak mam wyjechać w pole? Gdzie zatankuję maszyny?

- Jeżdżę dostawczakiem po wsiach i skupuję zboże po 2-3 tony, żeby moje świnie miały co jeść. Firma, która miała dostarczać mi ziarno na paszę wycofała się. Syn jeździ po stacjach i prosi się o paliwo do ciągników. Z zakupu hurtowego nic nie wyszło, bo firmy paliwowe mają zakaz sprzedaży większych ilości – mówi z kolei Jan Konarzewski, producent trzody z woj. łódzkiego.

Kredyt Inwestycyjny – sprawdź ofertę Credit Agricole

Jednocześnie dodaje - Od kilku tygodni zamiast zajmować się pracą w polu i w chlewni, siedzimy z telefonami i dzwonimy gdzie się da, by ogarnąć zaopatrzenie dla gospodarstwa. Dłużej tak się nie da!

Ceny świń nie dogoniły kosztów produkcji?

- Problemu nie ma tylko ze zbytem świń, tyle że ubojnie udają, że nic się nie stało i choć grozi im przestój z powodu braku surowca z importu, oferują nam ceny sprzed miesiąca – mówi inny właściciel chlewni, Michał Miłorząb z woj. kujawsko-pomorskiego.

- Import duńskich warchlaków za chwilę się skończy, tymczasem znam polskich producentów prosiąt, którzy wyprzedają 14-kilogramowe prosiaki z fermy, bo nie mają ich dłużej czym karmić.

Obawa o nadmierny eksport zbóż

Rolnicy mówią o wzmożonym eksporcie polskiego zboża w sytuacji, gdy inne europejskie kraje wstrzymują wywóz żywności. Domagają się, by rząd zablokował eksport lub przynajmniej wprowadził ograniczenia, aby polscy hodowcy mogli uzupełnić zapasy paszy. Gospodarze żądają również zapewnienia dostaw paliwa rolniczego.

- Do tej pory pojęcia „bezpieczeństwa żywnościowego” czy „krótkich łańcuchów dostaw” były raczej pustymi frazesami, których nadużywano. W ciągu kilkunastu dni nabrały one jednak ogromnego znaczenia. Pora, by resort rolnictwa wziął się do pracy, by te zadania realizować. Jeżeli teraz rząd nie zareaguje, to rolnictwo nasze znajdzie się w poważnych tarapatach – komentuje Janusz Terka, znany rolniczy działacz i hodowca trzody spod Piotrkowa Trybunalskiego.

- Koszty produkcji są dziś takie, że bez jakichkolwiek gwarancji na zbyt płodów za uczciwą cenę, rolnicy nie mogą inwestować w dalszą produkcję. Nie mamy już oszczędności ani zapasów, by podejmować takie ryzyko.

- Pora też, by branża przetwórcza zweryfikowała swoje dotychczasowe działania i zaczęła współpracować z krajowymi dostawcami, by zaczęła myśleć i planować długofalowo - dodaje związkowiec.

- Dziś ważne jest wzajemne zaufanie, które trzeba odbudować, bo rolnicy je stracili - mówi Terka.