• Wzrost cen producenckich w marcu jest najwyższy od ponad 25 lat. Inflacja producencka wzrosła z 15,9% do 20%. Wzrost kosztów produkcji to efekt lockdownu w Chinach i wyższych kosztów energii od wybuchu wojny w Ukrainie.
  • Wysokie ceny energii i środków do produkcji mocno dają się we znaki rolnikom.
  •  W długim okresie nie ulega wątpliwości, że odejście od Europejskiego Zielonego Ładu, a w rolnictwie od strategii „Od pola do stołu” jest mimo wszystko niezasadne – uważa prof. Stanisław Kowalczyk ze Szkoły Głównej Handlowej.
  • Komisja Europejska uruchomiła plan pomocy dla europejskich rolników. Kraje członkowskie mogą na jedno gospodarstwo przeznaczyć nie więcej niż 35 tys. euro. Jak te środki zostaną zagospodarowane u nas?

 Pandemia COVID-19 spowodowała „szok teraźniejszości” i „lęk o przyszłość”. Gospodarki światowe nie wyszły jeszcze z kryzysu, a obecnie doskwiera im rosyjska agresja na Ukrainę.

– Na szczęście pandemia nie miała dla nas dużych konsekwencji, jak to przewidywano w 2020 r. Pamiętamy wszyscy, jak stawały kolejne zakłady przemysłu rolno-spożywczego w związku z przypadkami chorobowymi wśród pracowników. Pandemia ostatecznie nie spowodowała dużych zmian w bezpieczeństwie żywnościowym. Część produktów zniknęła na początku z półek sklepowych, jednak system zaopatrzenia był na tyle wydolny, że szybo uzupełnił ich braki – mówi prof. Stanisław Kowalczyk z Instytutu Rynków i Konkurencji w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Rynek zbóż pod presja wojny

Po pandemii, która de facto jeszcze trwa, wybuchała wojna w Ukrainie z powodu rosyjskiej agresji. W niej biorą udział dwa kraje surowcowe, które dostarczają znaczne ilości surowców na światowy rynek. Zarówno Rosja, jak i Ukraina są bardzo dużymi eksporterami pszenicy, Limitowanie jej eksportu wywołało wzrost cen nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Ceny zbóż na paryskiej giełdzie podniosły się o jedną czwartą. Te same procesy widzimy na amerykańskiej giełdzie w Chicago, czy też na giełdzie mlecznej w Nowej Zelandii. Jeśli popatrzmy na dynamikę tych cen w dłuższej perspektywie, to widać, że ceny produktów rolnych wzrosły o 70, 80 czy nawet ponad 100%. Obecnie ceny rzepaku są dwukrotnie wyższe w porównaniu z tymi sprzed roku. Masło podrożało o blisko 80%.

– Musimy mieć świadomość tego, że to przekłada się na dostępność ekonomiczną żywności, a ona jest jednym z podstawowych filarów bezpieczeństwa żywnościowego. Będzie ono nadal uzależnione od rozwoju sytuacji w Ukrainie – dodaje profesor ze Szkoły Głównej Handlowej.

Często podnosi się to, że Polska jest importerem zbóż z Ukrainy, co nie jest prawdą. Z tamtego kierunku sprowadzamy przede wszystkim kukurydzę na cele paszowe i głównie oleje roślinne oraz makuchy sojowe czy rzepakowe. Te produkty, czyli uboczne pochodzące z przetwórstwa roślin oleistych są wykorzystywane u nas do produkcji pasz dla zwierząt. Nasz rynek zbóż nie ucierpi, bo w Rosji i w Ukrainie kupowaliśmy kilkaset tysięcy ton zbóż, a eksportowaliśmy około 5 mln t. Za to dużym ryzykiem w związku z bezpieczeństwem żywnościowym objęty jest, jak wspomniałem, rynek roślin oleistych. W sumie importowaliśmy z Ukrainy około miliona ton olejów roślin, które u nas były wykorzystywane do produkcji różnego rodzaju żywności.

Niepokojący wzrost cen

Energia drożała zanim rozpoczął się rosyjski napad na Ukraińców. Jednak obecnie widać wyraźnie, że w związku z tym co się  za naszą wschodnią granicą przekłada się na jej ceny.

– Spójrzmy na rynek ropy. W ciągu ostatnich dwóch, trzech lat sytuacja na tym rynku uległa diametralnej zmianie. Na początku 2020 r., gdy wchodziliśmy w pandemię COVID-19 ceny ropy zaczęły gwałtownie spadać z uwagi na ograniczenia w transporcie, a jej cena wynosiła poniżej 30 dolarów za baryłkę. Rok późnej, bo na początku 2021 r. ta cena podskoczyła do 60 dolarów, a obecnie jest to 100 dolarów za baryłkę. Prognozy ekspertów wskazują na kolejne wzrosty cen ropy i wskazują one, że jej cena w połowie br. wyniesie nawet 150 dolarów. Czy utrzyma się ona długo, nie wiadomo, jednakże mówi się o tym, że cena tego surowca nie spadnie do końca br. poniżej 100 dolarów za baryłkę – analizuje prof. Stanisław Kowalczyk.

To oznacza, że mamy zupełnie inny koszt energii, w tym oczywiście m.in. transportu i w konsekwencji produkcji żywności. Taka sytuacja odbije się na cenie produktów finalnych wytwarzanych z produktów rolnych. Rosnące ceny żywności są czynnikiem inflacjogennym, jednak nie w pierwszej kolejności, o jej wzroście decydują ceny energii, w tym paliw.

Co z kosztami produkcji, jak pomóc?

Rolnicy z niepokojem patrzą na rosnące koszty produkcji i zastanawiają się, co ich czeka? Jak w tej sytuacji powinno się im pomagać, co powinien zrobić rząd – pytamy profesora.

– Mamy klasyczny problem ekonomii krótkiego i długiego okresu. W długim okresie nie ulega wątpliwości, że odejście od Europejskiego Zielonego Ładu, a w rolnictwie od strategii „Od pola do stołu” jest mimo wszystko niezasadne. Musimy uwzględniać w produkcji rolnej wymogi środowiskowe, jednak dzisiaj mamy problem krótkiego okresu. Obecnie zastanawiamy się, na ile to co dzieje się w Ukrainie, wpłynie na sytuację w produkcji rolnej w Europie, bo rynek jest mocno zglobalizowany, dlatego musimy ważyć to co dzieje się u nas pod katem globalnym – przyznaje naukowiec ze Szkoły Głównej Handlowej.

– Jeżeli dziś są kłopoty rolników w zachowaniu płynności finansowej to wsparcie powinno być adresowane punktowo do nich już dziś. Generalnie każdy ekonomista powie, że powinno inwestować się w innowacje i nowe technologie zmieniając także strukturę rolną. Dziś jednak mamy inną sytuację i powinno się ratować bieżącą produkcję, żeby nie doszło do załamania bezpieczeństwa żywnościowego. Nie możemy sobie pozwolić na to, że żywności może zabraknąć albo, że będzie ona niedostępna dla określonych grup społecznych, tych mniej zamożnych. Nie jest moim celem straszenie kogokolwiek, ale w planowaniu przyszłości powinniśmy uwzględniać wiele zmiennych, na które dziś nie mamy żadnego wpływu.

Cały wywiad z prof. dr hab. Stanisławem Kowalczykiem można obejrzeć w materiale filmowy.