• Nadal trwa dyskusja o tranzycie zboża z Ukrainy, choć o jego szczegółach nie wiemy wiele. Pojawiają się kolejne hasła i życzenia. 
  • Wiemy za to, jakie jego ilości wjechały do Polski ze wschodu i jak one wpływają na nasz rynek i którzy producenci mogą obawiać się tego, co przyniesie im przyszłość. 
  • Słyszymy, że w wielu ludzi na świecie dotknie głód w związku z wojną na wschodzie, czego nie negujemy, i że grozi nam powtórka z Arabskiej Wiosny. Dlatego też sprawdzamy, co dzieje się w Egipcie i pytamy, czy mieszkańcy północnej Afryki zapukają do bram Europy?
  • A co tam panie w polityce? Niektórzy jej czynni uczestnicy opowiadają banialuki o sytuacji na rynku zbóż. 

Miniony tydzień przyniósł kolejne informacje o sytuacji na rynku zbóż w kontekście wojny w Ukrainie. Na te najważniejsze z nich zwracamy państwa uwagę i komentujemy je. 

Rosjanie kradną jak kradli

Rosyjskie siły inwazyjne ukradły kilkaset tysięcy ton zboża z okupowanej przez nie Ukrainy. Potwierdzone są fakty, że w sumie z obwodów zaporoskiego, chersońskiego, donieckiego i ługańskiego wywieziono łącznie kilkaset tysięcy ton zboża, ale ile dokładnie – żadne liczby nie padają. Oczywiście podanie dokładnych ilość skradzionych przez Rosjan nie możliwe, o czym przekonali się dziennikarze brytyjskiej BBC. Informują, że jest coraz więcej dowodów na to, że siły rosyjskie na okupowanych obszarach Ukrainy systematycznie kradną zboże i inne produkty od lokalnych rolników. Dziennikarze BBC rozmawiali z rolnikami i analizowali zdjęcia satelitarne i dane dotyczące wysyłki, aby śledzić, dokąd trafia skradzione zboże. Dziennikarze BBC kontaktowali się z ponad 200 rolnikami, których ziemia znajduje się obecnie na terytorium okupowanym przez Rosję.

Jeden z farmerów powiedział im, że ciężarówki do przewozu zboża zostały mu również skradzione, a kilka z nich miało zamontowane lokalizatory GPS. Na podstawie tej technologii można było je śledzić. Z danych GPS wynika, że ciężarówki zatrzymały się na Krymie, okupowanym przez Rosję od 2014 r. i stamtąd zboże ruszyło w dalszą drogę. – Najpierw zabierają zboże na anektowany Krym, skąd przewożą je do portów w Kerczu lub Sewastopola, a następnie ładują je na rosyjskie statki i płyną z nim do Cieśniny Kerczeńskiej – mówił BBC Andrij Klymenko, ekspert Instytutu Morza Czarnego w Kijowie, który regularnie monitoruje ruchy statków wokół Krymu. Według niego, tam, w cieśninie kerczeńskiej (między Krymem a Rosją), przenoszą ukraińskie zboże z małych statków na masowce, gdzie mieszane jest ono z ziarnem z Rosji. – Statki często kierowały się wówczas do Syrii lub Turcji – informuje rozmówca. Turcy zapewniają, że monitorują sprawę, a turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu powiedział, że zbadał roszczenia dotyczące ukraińskiego zboża wysyłanego do Turcji i jak dotąd nie znalazł żadnych dowodów. Oświadczył, że widzieli, że portem wyjścia statków i miejscem pochodzenia towarów jest Rosja. I po sprawie?

Amerykanie i Ukraińcy wskazują konkretne statki, które prawdopodobnie przewoziły skradzione ukraińskie zboże za granicę. Wykorzystując dane z wywiadu Lloyd's List Intelligence, BBC od kwietnia śledzi te statki podczas ich przemieszczania się między Krymem a portami w Turcji i Syrii. Udowodnili, że kradzież zbóż trwa od dawna. Twierdzą, że statki stosowały to, co specjaliści morscy określiliby jako „zwodnicze” praktyki żeglarskie – wyłączają pokładowe urządzenia śledzące podczas wpływania na Morze Czarne lub gdy poruszają się po cieśninie kerczeńskiej. Niestety, mimo tego, że znane są nazwy konkretnych statków, ich właściciele milczą po tym, jak dostali zapytania od dziennikarzy. Zapewne także Turcy znają ten proceder, tym bardziej, że nie trudno jest podrobić eksportowe certyfikaty. Czy dlatego Jens Stoltenberg ogłosił podczas ostatniego dnia szczytu NATO, który odbywał się w Madrycie, że Turcja zaangażuje się w eksport ukraińskiego zboża?

A co się dzieje u nas?

My nie musimy śledzić ukraińskiej kukurydzy wjeżdżającej do naszego kraju za pośrednictwem technologii satelitarnych, bo mamy Krajową Administrację Skarbową. Ona wie wszystko, a zapewnia o tym Rafał Mładanowicz, pełnomocnik ministra rolnictwa ds. rozwoju współpracy z Ukrainą. W wywiadzie którego udzielił Małgorzacie Tyszce podał kilka liczb. Pełnomocnik poinformował, że od 24 lutego, czyli od wybuchu wojny, do 6 czerwca 2022 r przywieziono do Polski z Ukrainy 520 tys. t kukurydzy, wobec ok. 1 tys. t w analogicznym okresie minionego roku. Ponieważ premier naszego kraju lubuje się w przeliczaniu wzrostu wydatków budżetowych na cele publiczne na procenty, pozwoliłem sobie przeliczyć wzrost importu kukurydzy na nie. Import wzrósł 52 000% (pięćdziesiąt dwa tysiące procent). W sprawie pszenicy rolnicy nie biją na alarm, bo i nie ma o co. Trafiło do nas 528 t tego ziarna, wobec 1,4 tys. t w analogicznym okresie 2021 r. Wprawdzie pełnomocnik mówi o tranzycie, jednakże nie wiele z tego można wywnioskować. Podkreśla, że mamy trzy rodzaje tranzytu, pierwszy to, gdy państwem docelowym jest Polska, drugi, gdy państwem docelowym rozładunku jest kraj UE, a trzeci, kiedy jest nim tzw. kraj trzeci, poza unijny. Czy te dane są weryfikowane krzyżowo, tzn. z danymi pochodzącymi z punktu deklaracji jego dostawy? Nie wiem, czy tak jest, wiem, że rynek wspólnotowy jest jeden, a powstał on w zamyśle zniesienia barier w przepływie towarów i usług.

Rolników chciał uspokoić, a rządowi pomóc, tak wnioskuje, Waldemar Buda minister rozwoju i technologii. Zapytany przez państwowe radio o tranzyt zboża powiedział, że i tu cytat: „nie będzie zalewania rynku polskiego ukraińskim zbożem, Polska tylko pomaga w logistyce, jest pośrednikiem przesyłania ukraińskiego zboża na świat.” Zgadzam się z panem ministrem, że chcemy pomóc i powinniśmy pomagać, ale mam nieodparte wrażenie, że dał się łatwo zmanipulować rządowej propagandzie. Gdyby wysłuchał choć kilka wypowiedzi ministra rolnictwa, to zapewne dowiedziałby się, że temu zadaniu trudno sprostać i dlaczego tak jest. A gdyby zadał sonie choć odrobinę trudu i sprawdził, a przecież ma takie możliwości, to wiedziałby jakie podmioty w Polsce importowały kukurydzę i w jakim celu. Pan minister Buda, jak każdy w tym kraju, jest mocno zajęty swoimi sprawami, więc mógłbym mu wybaczyć tę niefrasobliwą wypowiedź, gdyby nie jeszcze jedno jego potknięcie. Tłumaczył w rządowym radiu, że zboże z Ukrainy, które będzie przejeżdżało przez Polskę, było zakontraktowane jeszcze przed wybuchem wojny i teraz musi to zboże trafić tam, gdzie je zakontraktowano, bo inaczej Ukrainie grożą kary za niewywiązanie się z kontraktów. Jeśli poprzednia wypowiedź to niefrasobliwość, to doprawy nie wiem, jak określić tę drugą? Nie będą poszukiwał odpowiedniego przymiotnika, jeśli pan minister poda rządy krajów, firmy czy też innych kontrahentów, którzy chcą karać, a może już ukarali rząd ukraiński lub podmioty z Ukrainy za zerwane umowy na dostawy zbóż!

Pan minister Buda mógł wiele dowiedzieć się o sytuacji na rynku zbóż, gdyby nie był tak bardzo zapracowany i wziąłby udział w Europejskim Forum Rolniczym, które odbyło się 30 czerwca br. w Warszawie, a które zostało zorganizowane pod przewodnictwem Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. Spotkałby tam nie tylko ministra rolnictwa, ale także szefów resortów z innych państw UE i także byłego komisarza UE ds. rolnictwa. Bezpośrednio od Artura Balazsa, byłego ministra rolnictwa dowiedziałby się także, że z tranzytem ziarna z Ukrainy nie radzimy sobie i że powinna tym zadaniem zając się Komisja Europejska. Czy za dużo wymagam od ministra rozwoju i technologii, członka Rady Ministrów? Lepiej będzie, jak skupi się on na swoich zadaniach i jak nie będzie więcej opowiadał banialuk.

Podczas wspomnianego wydarzenia dyskutowano także o tym, czy powtórzy się Arabska Wiosna? Czy niezadowolenie obywateli z warunków życiowych, bezrobocia i rosnących ceny żywności wywoła masową ich migracje do Europy? Opinię w tej sprawie przedstawił Artur Kulikowski, nasz redakcyjny kolega, który często podróżuje do Egiptu, gdzie nawet pomieszkuje. Dowiedźcie się nie od polityka, a od dziennikarza, co tam się dzieje i czy Egipcjanie czekają na ukraińską pszenicę?

Zapraszam Was na kolejny odcinek „Iwana w Dybach” z udziałem wspomnianego gościa specjalnego. Jest on o tranzycie, sytuacji na rynku zbóż i… kolejnej Arabskiej Wiośnie.