Konkurs „Sposób na Sukces”, organizowany przez Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie, skończył 20 lat.

Więcej: Konkurs „Sposób na Sukces” ma 20 lat

Poniżej kolejna rozmowa zamieszczona w okolicznościowej publikacji CDR w Brwinowie „Dwudziestolecie ogólnopolskiego konkursu <Sposób na Sukces>”.

 

Tadeusz Protasiewicz  w XIII edycji konkursu „Sposób na Sukces” otrzymał wyróżnienie za produkcję wędlin wytwarzanych według tradycyjnych receptur i metod w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej, prowadzonej we własnym Zakładzie Przetwórstwa Mięsnego.

* Czy te lata, które upłynęły od otrzymania nagrody w konkursie „Sposób na Sukces”, to długi okres? Jak wiele może się zmienić w ciągu ośmiu lat w takiej działalności, jaką Pan prowadzi?

- Zmieniło się dużo, choć cały czas robimy to samo: wędliny według tradycyjnych receptur. W 2010 roku zaczęliśmy wytwarzanie wędlin we własnym gospodarstwie rolniczym. Nasze gospodarstwo było typowe: krowy, świnie, bydło, uprawa zboża i kukurydzy. Dołączenie do tego wytwarzania wędlin w ramach działalności MOL oznaczało możliwość wytwarzania niewielkiej ilości wędlin i sprzedaży ich tylko w najbliższej okolicy. Teraz mamy już zakład zatwierdzony – to oznacza, że weterynaria wydała nam pozwolenie na handel wędlinami w całej Unii Europejskiej.

 

* Wykorzystuje Pan tę możliwość?

- Tak, ponieważ mieszkamy 400 metrów od granicy z Litwą i tuż przy krańcu województwa. Jako MOL nie miałem więc zbyt wielu możliwości sprzedaży wędlin. Teraz przyjeżdżają klienci z Litwy, sprzedajemy też do odległych miast, dystrybuujemy nasze wyroby do sklepów w całym kraju. Zatwierdzenie zakładu pozwala nam też zwiększyć produkcję: jako MOL mogliśmy produkować 500 kg tygodniowo, teraz możemy 5 ton. Produkujemy 3 tony. Niestety problemem jest surowiec, bo jesteśmy na terenie objętym ASF. Mięso w związku z tym – pomimo produkcji tradycyjnej i wpisu na ministerialną listę produktów tradycyjnych – możemy kupować w całym kraju, bo mięsa w naszym regionie by nie było, nie wystarczyłoby go. Wszystkie wyroby robimy z mięsa polskiego.

 

* Jak trudne było spełnienie warunków do zatwierdzenia zakładu?

- Musieliśmy wykazać realizację wszystkich norm i wymagań, tak jak wszystkie duże firmy produkujące wędliny. Musiałem na przykład zrobić w magazynach elektroniczny pomiar temperatur, z pamięcią. Przy kontroli zakładu jest to sprawdzane. Nadzór jest więc ciągły.

 

* A co przez te lata działo się z budynkami, maszynami?

- Rozbudowujemy się. Mamy teraz w planie drugi budynek, nieco dalej od gospodarstwa. Chcemy zwiększyć produkcję i wzbogacić asortyment: robić kaszanki, salcesony. Ze względu na temperaturę w chłodniach wymaga to osobnych pomieszczeń, bo te wyroby mają różną temperaturę przechowywania.

 

* Czy korzystał Pan ze środków unijnych przy tworzeniu działalności?

- Dostaliśmy dotację z PROW na stworzenie jednego miejsca pracy właśnie na przetwórstwo, z działania „Przetwórstwo i marketing produktów rolnych”.

 

 * A jak zmieniły się problemy, z którymi musiał się Pan uporać wtedy i teraz?

- Na początku było nam trudno działać, bo ludzie nie znali naszych wędlin. Trzeba było ich przekonać i przyzwyczaić. Teraz klienci nas już znają, ale problemem są sieciówki – mają zaskakujące wymagania dotyczące promocji, upustów cen. To nam się nie opłaca, coś takiego może być dobre dla tych, którzy nie przestrzegają przy produkcji tak surowych reguł, jak nasze.

 

* Czy nie myśli Pan w związku z tym o zajmowaniu się handlem? Kiedyś miał Pan swoje sklepy.

- Miałem dwa sklepy, w Krakowie i Warszawie. Sklepy te prowadziły moje córki, teraz mają rodziny i nie mogą już tak pracować. Zresztą w sklepie trzeba byłoby wprowadzić też inne produkty, inaczej taka sprzedaż się nie opłaca. Mamy teraz w zakładzie osobę, która zajmuje się marketingiem i ona organizuje nam sprzedaż. Idzie to coraz lepiej. Nasze przetwory kupują restauracje, szkoły, przedszkola. Zwiększenie produkcji pozwoli nam zwiększyć przychody. Problem w tym, że przygotowując np. przetwory w słoikach trzeba zrobić badania surowca – kosztują one tyle samo, bez względu na rozmiar produkcji. Jeśli zakład zrobi 30-50 ton przetworów i zapłaci za badanie, nie odczuje tego tak, jak ja przy mniejszej produkcji. Dlatego właśnie musimy się rozbudować. Ten planowany nowy budynek będzie dużo większy. Muszę powiedzieć, że w tym roku przekazałem działalność synowi. To on jest teraz właścicielem zakładu. Na szczęście chce to robić i dlatego właśnie rozbudowujemy się. W nowym budynku będziemy mieli hurtownię. Chcielibyśmy robić tam też parówki jagnięce. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się skorzystać z dotacji w ramach PROW. To będzie duże przedsięwzięcie, ma w nie wejść też uczelnia – Uniwersytet Wrocławski. Tam zajmują się sposobami na wykorzystanie wełny. Opracowali sposób użycia wełny do zatrzymania wilgoci w glebie, a to dziś duży problem przy suszach i spadku poziomu wód gruntowych. Ważne też, żeby zasilić ziemię w gospodarstwie prowadzonym ekologicznie. Będą więc dwie korzyści w jednym: nie trzeba będzie płacić za utylizację, a ziemia podziękuje za to zwiększeniem plonu.

 

* Czy wyróżnienie w konkursie „Sposób na Sukces” pomogło Panu w prowadzonej działalności?

- Jeździłem potem na różne wyjazdy szkoleniowe dla laureatów – gdzieś coś się podejrzało, zobaczyło. Wykorzystałem też fakt bycia nagrodzonym do marketingu – jak w sklepie się powiedziało, że było się nagrodzonym w konkursie, to inaczej patrzyli i chętniej przyjmowali wyroby.

* Dziękuję za rozmowę.