"Unia Europejska snuła imperialne plany, ale już upadła. Bez huku, bo była i jest jedynie iluzją, która po prostu prysła" - donosił kilka miesięcy temu brytyjski dziennik „The Telegraph”. Najpierw padła koncepcja, dobra na czas dobrobytu. Teraz rozpada się to, co na jej bazie zbudowano. Dobrze mają się wciąż unijne elity i biurokracja, której obsesje deformują rzeczywistość. Diagnoza Brytyjczyków opiera się niestety próbie czasu.

Wspólnota we wspólnocie

Autorzy artykułu w „The Telegraph” określają Unię mianem „nieudanej federacji rozdartej walką o władzę, trawionej próżnością biurokracji i obawami przed wolnością państw członkowskich”. „Dla francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona UE to narzędzie wyborcze i sposób na podtrzymanie w obywatelach iluzji dawnej świetności państwa. Dla Berlina – narzędzie do osiągnięcia kontynentalnej dominacji” – czytamy we wspomnianym opracowaniu. Krytyczne momenty pokazują jednak, że projekt Zjednoczonej Europy poległ, bo nigdy nie wyszedł poza wspólne interesy państw potrzebujących po wojnie węgla i stali. Poległ, ale trwa dopóki tym interesom jeszcze jakoś służy.

Jak analizują autorzy, Europa nie potrafi zająć wspólnego stanowiska w najważniejszych sprawach międzynarodowych, jak np. Chiny i Rosja. Swoje bezpieczeństwo opiera wyłącznie na sile militarnej USA, ale nie zabiega o dobre stosunki z tym gwarantem pokoju. Spowolnienie gospodarcze, które w UE obserwujemy, będzie postępowało, bo koncepcja aktywnej interwencji w gospodarkę nie sprawdza się – wyrokuje „The Telegraph”.

Pandemia dowiodła, że w sytuacjach kryzysowych, wspólnota we Wspólnocie przestaje istnieć. Obnażyła indolencję biurokratycznego molocha - Bruksela nie była zdolna do skutecznych działań w sytuacji nadzwyczajnej. Dlatego państwa członkowskie zakwestionowały jej prawa do stanowienia w tej kwestii. Wewnętrzne spory między Brukselą a krajami Środkowej Europy (tj. Polską i Węgrami) dowodzą, że ideologia, na której oparto UE straciła na atrakcyjności, stała się za to obowiązującym dogmatem – diagnozuje brytyjski dziennik. Elity UE zamiast pracować nad nowym formatem współpracy, który zapewniłby Unii przetrwanie, rzucają pomysły ściślejszej federacji i kolejne oderwane od rzeczywistości wyzwania, które dowieść mają cywilizacyjnej wyższości Unii nad resztą świata.

W sieci nieżyciowych praw

Artykuł w brytyjskim dzienniku ukazał się przed kryzysem energetycznym i paliwowym, zanim galopować zaczęła inflacja, ceny rosnąć jak szalone, a Zachód i Wschód stanęły na krawędzi wojny. Diagnoza postawiona UE w brytyjskim dzienniku wciąż się jednak niestety potwierdza.

Europejskie narody u progu zimy stanęły przed groźbą wyłączeń prądu, braku gazu i węgla. Ceny nawozów sztucznych poszybowały do niebotycznych poziomów, które pod znakiem zapytania stawiały możliwość dalszej efektywnej uprawy pól. Ceny żywności (i nie tylko) dramatycznie wzrosły.

Naukowcy przypomnieli elitom swoje ostrzeżenia, że prowadzona „na hura” polityka odejścia od paliw kopalnych oderwana jest od realiów, bo energii ze słońca i wiatru nigdy Europie nie wystarczy. Ale choć niemieckie kopalnie ruszyły z wydobyciem pełną parą, nijak nie miało to wpływu na wdrażanie pakietu „Fit for 55”, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Choć eksperci biją na alarm, że Zielony Ład zagraża konkurencyjności europejskiego rolnictwa, ale też utrzymaniu bezpieczeństwa żywnościowego kontynentu, a wreszcie bytowi milionów rolników – Bruksela pozostaje głucha na argumenty. Elity wygłaszają wciąż te same slogany, nie mając odpowiedzi na istotne pytania. Tryby biurokracji popychają zaś do życia nieprzystające do życia prawa.

Jednocześnie po raz kolejny byliśmy świadkami, jak machina unijnej biurokracji nie radzi sobie w kryzysowej sytuacji. Po raz kolejny wspólnota we Wspólnocie jakby przestała obowiązywać. Ciężar walki z kryzysem spoczął na rządach krajowych, którym Bruksela tego zadania wcale nie ułatwia. Świetnym tego dowodem jest sytuacja choćby w rolnictwie. No bo jak długo trwają już na unijnym szczeblu zabiegi o ratowanie produkcji trzody w UE? Co przyniosły interwencje w sprawie drastycznych podwyżek cen nawozów? Ile wskórały rządy krajowe czy organizacje rolnicze, usiłujące nawet nie weryfikować, ale choćby odsunąć w czasie moment wdrażania nowej WPR?

Autorzy artykułu w brytyjskim dzienniku nazwali UE: „bajką Disneya schwytaną w sieć biurokratycznych przepisów”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że te sieci nazbyt krępują dziś ręce także zwykłym obywatelom Zjednoczonej Europy.