Rada Polityki Pieniężnej (RPP) podniosła stopy procentowe o 0,75 punktu procentowego w skali rocznej: stopa referencyjna będzie wynosić 3,50%, stopa lombardowa 4,00%, stopa depozytowa 3,00%, stopa redyskonta weksli 3,55%, a stopa dyskontowa weksli 3,60% w skali rocznej. Te podwyżki nie cieszą, ale nie one są najgorsze. Projekcja inflacji i długości trwania jej poziomu dwucyfrowego wskazuje na duże kłopoty. Co to znaczy dla rolników i branży rolno-spożywczej?

Kryzys rozpędza się

Po decyzji Rady Polityki Pieniężnej (RPP) złotówka wobec głównych walut umocniła się. Inaczej pisząc rynek już wie, co myśli rada i jaki scenariusz został zrealizowany. Podwyżka o 0,75 punktu procentowego jest kompromisem między łagodnym podejściem (wzrost o 0,5 punktu), a ostrym (wzrost o 1 lub więcej punkt). Decyzja RPP dowodzi, że jest ona świadoma problemu, ale z drugiej strony wzrost o 1 punkt procentowy lub nawet więcej w świetle wojny w Ukrainie oraz przedstawionej w komunikacie projekcji inflacji, byłoby przyznaniem, że problem jest bardzo poważny. A tego Adam Glapiński prezes Narodowego Banku Polski, będący jednocześnie przewodniczącym Rady Polityki Pieniężnej, nie chce z wielu powodów, a wydaje się, że przeważają polityczne, bo podczas swojej konferencji prasowej wychwalał rząd Zjednoczonej Prawicy, zapewniając, że Polska lepszego nigdy nie miała.

Obraz obecnej sytuacji i przyszłości widać po przedstawionej projekcji inflacji. Otóż – jak napisano w komunikacie NBP – przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP oraz uwzględnieniu danych dostępnych do 7 marca 2022 roku roczna dynamika cen według znajdzie się z 50-procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 9,3-12,2% w 2022 roku (wobec 5,1–6,5% w projekcji z listopada 2021 r.), 7,0-11,0% w 2023 roku (wobec 2,7–4,6%) oraz 2,8-5,7% w 2024 roku.

Z kolei wzrost gospodarczy w ujęciu wskaźnika PKB – według NBP – znajdzie się również z 50- procentowym prawdopodobieństwem w przedziale 3,4-5,3% w 2022 roku (wobec 3,8-5,9% w projekcji z listopada 2021 r.), 1,9-4,1% w 2023 roku (wobec 3,8–6,1%) oraz 1,4-4,0% w 2024 roku.

Opracowanie własne na podstawie danych NBP
Opracowanie własne na podstawie danych NBP

Opracowanie własne na podstawie danych NBP
Opracowanie własne na podstawie danych NBP

Duże różnice w prognozach wskazują na braki w wiedzy i wizji tego, co się może wydarzyć. Są więc one zabezpieczeniem dla prezesa Glapińskiego, w tym sensie, żeby nie było, że nie mówił. Wszyscy wiedzą, co mówił wcześniej i szkoda miejsca na powtarzanie tych andronów. Obecnie prezes Glapiński definiuje siebie jako jastrzębia.

Pojawia się widmo recesji

Eksperci się zastanawiają jak zareaguje globalny rynek na wprowadzenie przez USA sankcji na rosyjskie surowce energetyczne. W świetle prognozy NBP należy przyjąć, że będą bodźcem inflacyjnym, czyli że wzrosną cen ropy, a tym samym ceny paliw na stacjach benzynowych. Tak też uważa prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, który wysoką inflację upatruje przede wszystkim w cenach surowców energetycznych.

Dla rolnictwa najważniejsze są ceny gazu, bo ten surowiec wykorzystywany jest w produkcji nawozów. Jeśli ich cena będzie wysoka, to wiadomym jest, że żywność również będzie droga. Glapiński nie ma wątpliwości, że wzrost cen żywności będzie ważnym bodźcem inflacyjnym.

Mimo takiej wizji zapewnia, że koniunktura w Polsce jest bardzo korzystna, wzrost gospodarczy szybko rośnie i są warunki do podwyższania wynagrodzeń oraz innych świadczeń. Według niego wzrost w pierwszym kwartale tego roku będzie w okolicach 7 procent, choć już w kolejnych będzie dużo niższy. Zapewnił także, że nie ma żadnych zjawisk kryzysowych i Polsce nie grozi recesja. Glapiński nie wykluczył jednak stagflacji i w jego ocenie „teoretycznie może się zdarzyć”.

Czeka nas dalszy wzrost stóp procentowych

Prezes Adam Glapiński nakreślił plan. Celem działań Rady Polityki Pieniężnej (RPP) będzie ograniczenie ryzyk podwyższających inflację. Określił to jako „priorytetowy cel”.  Dodał, że cała RPP jest za tym, by w krótkim czasie doprowadzić inflację do celu (czyli 2,5-3,5 procent) i podkreślił, że na czele banku centralnego „stoi jastrząb na czele jastrzębi” w Radzie Polityki Pieniężnej.

Należy spodziewać się szoków podażowych, które będą odzwierciedleniem inflacji. Prognozy dla stóp procentowych w przedziale 4-4,5 procent są nieaktualne i stopy będą wyższe. Ale nie powiedział o ile.

To jak należy patrzeć na przyszłość można znaleźć w rekomendacji „Stanowisko UKNF skierowane do Prezesów Zarządów Banków oraz Dyrektorów oddziałów instytucji kredytowych ws. działań mających na celu ograniczenie poziomu ryzyka kredytowego”. W tym dokumencie jest napisane, że „organ nadzoru zaleca, żeby w procesie oceny zdolności kredytowej wszystkie banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p.” Innymi słowy Komisja Nadzoru Finansowego zaleca bankom przyjmować w ocenie zdolności kredytowej podmiotów poziom pięciu procent. Tymczasem Rada Polityki Pieniężnej (RPP) ustaliło w marcu stopę referencyjną wielkości 3,5%. Widać więc ile jeszcze przed nami. O tyle wzrosną koszty kredytów i pozyskania kapitału na rozwój. I należy podkreślić realistycznie – poziom powyżej 5 procent nie jest abstrakcją, bo koniec lutego tego roku rynkowe stopy procentowe miały taką wartość, a obecnie jest już ponad 6 procent.

 Co nas czeka?

Na to pytanie można odpowiedzieć następująco, to zależy od tego, co sie będzie działo w Ukrainie. Nie ma wątpliwości, że agresja Rosji oddziałuje na polską gospodarkę. Rada Polityki Pieniężnej widzi w tym roku i następnym roku inflację dwucyfrową. Jej zbicie do poziomu celu nie będzie, ani proste, ani bezbolesne. Adam Glapiński podkreśla, że mimo tego inflację trzeba „zdusić”. Duszenie inflacji pociągnie za sobą spowolnienie wzrostu gospodarczego i jak widać z prognoz Rady Polityki Pieniężnej spadek będzie duży, przykładowo z 5,3% w 2022 roku do 1,9% w 2024. Redukcja w trzy lata w sumie o 3,4% to jest, jakby nie patrzeć, szok rozwojowy o wymiernych skutkach gospodarczych i budżetowych. Gdy weźmie się jeszcze pod uwagę rozdawniczą politykę rządu oraz wyprowadzenie poza budżet 300 mld zł, to określenie „problem” w rzeczywistości nie oddaje istoty i wagi sprawy.

W takich założeniach makroekonomicznych trudno cokolwiek planować. Produkcja żywności obecnie jest najbardziej wystawiona na niepewność. Jedyna pewność, to perspektywa wzrostu kosztów, której granicy nawet prezes Narodowego Banku Polskiego nie potrafi określić. Co gorsze Glapiński nie jest pewny, czy w 2024 roku uda się osiągnąć cel inflacyjny. Jeśli tego prezes banku centralnego też nie wie, to kto wie?

Rozsądnym wydaje się podążać według wytycznych KNF-u i już dziś dla kosztów (środków produkcji, kredytów) przyjąć założenie w ujęciu całego roku dla stopy referencyjnej poziom 5 procent, a inflację dwucyfrową 12 procent. Taka podstawa makro dla biznesu daje obecnie minimalne narzędzie do kalkulowania i planowania. Trzeba mieć świadomość, że próg pięciu procent zostanie osiągnięty w tym roku, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nie ma ich też prezes NBP Adam Glapiński. I najgorsze jest to, że nie jest koniec.