Wojciech Styburski założył firmę konsultingową i z powodzeniem zaczął pomagać rolnikom w okolicy. Informacja szybko się rozeszła - przybyli nowi klienci, a on zatrudniał coraz więcej pracowników.

Trzeba budować grupy producenckie

- Wcześnie zdałem sobie sprawę, że rolnicy powinni się integrować w większe grupy producentów, mówi Styburski. - W przeciwnym razie „zintegrują” nas duże, często międzynarodowe firmy – mleczarnie, producenci mięsa, producenci pasz i tak dalej. A wtedy nie będziemy mieli wiele do powiedzenia.

Styburski uważał, że jest dobrze przygotowany i ma odpowiednie kwalifikacje, aby to zmienić. W 2016 r. połączył swoje kompetencje z Jarosławem Walczakiem, który również doradzał rolnikom i wspólnie założyli wyjątkową w Polsce firmę doradczą - Agrointegracja - która pomaga zakładać i prowadzić grupy producenckie. Obecnie współpracują z 82 takimi grupami, w większości zajmującymi się produkcją mleka i hodowlą trzody chlewnej, a ich firma zatrudnia obecnie 27 osób.

Bardzo ważną kwestią w przypadku takich grup jest zakwalifikowanie się do specjalnej dopłaty UE, która jest dystrybuowana za pośrednictwem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i jest wypłacana w ciągu pięciu lat działalności grupy producenckiej. W pierwszym roku jest to 10 procent obrotów członka grupy, jednak maksymalnie 100 000 euro. Następnie w malejącej skali do 6 procent w piątym roku.

Wymagania są bardzo surowe, podobnie jak kontrole. Grupa producencka, która musi mieć co najmniej pięciu członków, działa jako spółdzielnia. Kupuje produkt od swoich członków, sprzedaje go, a następnie płaci im pieniądze.

- Grupa musi realizować kilka celów – między innymi dostosowywać jakość swoich produktów do wymagań rynku, wspólnie organizować sprzedaż, chronić dobrostan zwierząt, działać na rzecz ochrony środowiska i alternatywnych źródeł energii – mówi Styburski. Może podać wiele przykładów grup producenckich, które nie osiągnęły tych celów i zostały rozwiązane.

Stres cieplny zjada Twoje zyski? Weź udział w bezpłatnym webinarze "Farmera"!

Potrzeba doradztwa w rolnictwie

Oczywiście nie chodzi tylko o unijne pieniądze. - Pomagamy także w dziedzinie zdrowia zwierząt i doboru genetycznego, a także doboru paszy – mówi Styburski.

Wspomina o często ukrytych chorobach, takich jak PRRS u świń oraz IBR i BVD u bydła. Jeśli nie zostaną wyeliminowane, farma nigdy nie osiągnie dobrych wyników.

- Chodzi też o preparaty ziołowe, odpowiednie suplementy mineralne, odpowiednie bakterie w paszy, które nie zawierają GMO oraz ograniczenie lub całkowite wyeliminowanie nadużywanych dziś w Polsce antybiotyków – dodaje Styburski.

Mówi, że takie grupy często stawiają sobie nierealne i kosztowne, niemożliwe do osiągnięcia cele, takie jak na przykład zakup drogich maszyn czy budowa własnych zakładów mięsnych czy mleczarni. - Zamiast tego uczymy ich osiągania doskonałych wyników przy stosunkowo niewielkich nakładach – podkreśla Styburski.

I podaje przykład: grupa producencka hodowców bydła mlecznego już w pierwszym roku współpracy z Agrointegracją zwiększyła swoje obroty o 16 proc., a pozyskiwanie mleka z jednej krowy o 8 proc.

Podaje też inny przykład:

- Holenderscy lub duńscy producenci trzody chlewnej mają średnio 32 prosięta od lochy, podczas gdy u nas w Polsce jest to około 20. Dopóki nie osiągniemy poziomu duńskiego i holenderskiego, nie będziemy konkurencyjni, a wieprzowina z Holandii i Danii będzie konkurować na naszym własnym rynku – mówi Styburski – Już dziś 40 procent prosiąt na tucz jest importowane z Danii.

Własne gospodarstwo poletkiem doświadczalnym

Swoje własne gospodarstwo o powierzchni 60 hektarów Wojciech Stuburski wykorzystuje trochę jako poletko doświadczalne, gdzie testuje swoje pomysły, zanim zarekomenduje je innym. Dziś ma 100 tuczników oraz 80 sztuk bydła rasy limusine, które żywi się wyłącznie kiszonką z ekologicznych międzyplonów z własnych pól – roślin strączkowych i traw. Dają one tak duże plony jak kukurydza, a zawartość białka w suchej masie wynosi 20 proc. W ten sposób udało się Styburskiemu obniżyć koszty paszy o 35 procent i zwiększyć dobowy przyrost masy krów do dwóch kilogramów.

- Karmienie bydła to niezwykle udany eksperyment, który jest wypadkową mojej wiedzy w dziedzinie nauki i biznesu oraz praktycznych doświadczeń – mówi Styburski. - Dziś z tych doświadczeń korzystają także inni rolnicy.

Wojciech Styburski nie zaniedbuje też swojej rodzinnej miejscowości. Niemal każde gospodarstwo w okolicy jest zaangażowane w któryś z jego projektów. Działa również w miejscowej straży pożarnej oraz w radzie parafialnej.

Część swoich pól wykorzystuje ekologicznie, nie tylko na paszę, ale także pod inne uprawy, takie jak buraki, gryka, pszenica, orkisz i słonecznik. Z części zbiorów robi własne przetwory warzywne. Wkrótce zostanie uruchomione centrum sprzedaży własnych produktów, a w pobliskim Jarocinie planuje się również otwarcie restauracji.

Potrzeba też działalności pozarolniczej

Wojciech Styburski wcześnie zdał sobie sprawę, że życie na polskiej wsi to nie tylko produkcja, ale także jakość życia. Oznacza to m.in. dodatkowe możliwości pracy i dostęp do usług takich jak żłobek czy salon fryzjerski. Dlatego również pomaga w zakładaniu małych firm. Dziewczyna w pobliskiej miejscowości ukończyła studia fizjoterapii i rehabilitacji i nie mogła znaleźć pracy.

- Pomogliśmy jej kupić łóżka ortopedyczne, których ludzie potrzebują w okresach np. rehabilitacji. Wydzierżawia je teraz i biznes idzie świetnie, mówi Styburski.

Patrząc na jego działalność, można zastanawiać się, skąd na to wszystko bierze czas i energię. - Realizuję swoją pasję. Wtedy można pracować bardzo dużo, nie męcząc się – mówi. – To przyciąga także inne osoby takie jak ja.

82 grupy producenckie, które współtworzył i dziś pomaga prowadzić, rozsiane po niemal całej Polsce, widzi tylko jako początek.

Jego wizją jest polskie rolnictwo, które jest wydajne i konkurencyjne, przyjazne dla środowiska, dbające o glebę i zwierzęta oraz wykorzystujące swój ogromny potencjał.

Gospodarstwo Wojciecha Styburskiego

Powierzchnia użytków rolnych: 60 ha (50 własnych i 10 dzierżawionych)
Liczba pracowników: 1 na stałe i kilku w sezonie.
Roczny obrót: 980 000 zł
Produkcja: trzoda chlewna, żywiec i kilka roślin uprawnych.