Menu

Konferencja Sady i Ogrody

20 listopada 2017  •  Warszawa  •  PGE Narodowy

20 listopada – w ramach III edycji konferencji „Sady i ogrody” na PGE Narodowym, która była imprezą towarzyszącą V edycji konferencji „Narodowe Wyzwania w Rolnictwie”, organizowanej przez „Farmera” i portal farmer.pl – redakcja serwisu SadyOgrody.pl poprowadziła cykl debat na temat rynku oraz uprawy owoców i warzyw. W imprezie udział wzięło ok. 200 osób.

III edycja konferencji „Sady i ogrody” rozpoczęła się od wystąpień czołowych postaci polskiego ogrodnictwa: prof. Małgorzaty Korbin, dyrektor Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, posła Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP oraz Witolda Boguty, prezesa Krajowego Związku Grup Plantatorów Owoców i Warzyw. Debatę zdominowały tematy związane z jednym z najpoważniejszych wyzwań stojących przed tym sektorem – rynkiem pracy. Zdaniem ekspertów, konkurencję w minionych latach wygrywaliśmy dzięki taniej sile roboczej i dostępności pracowników sezonowych z Ukrainy, ale ostatni sezon zbiorów pokazał, że powoli tracimy tę przewagę.

 Prof. dr hab. Małgorzata Korbin, dyrektor Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, swoje wystąpienie zaczęła od stwierdzenia, że kilkudziesięcioletnia historia polskiego powojennego ogrodnictwa to pasmo sukcesów, skutkujące wypracowaniem pozycji światowego lidera w produkcji owoców i warzyw wielu gatunków. Nie zabrakło optymistycznych haseł.

 – Polska jest liderem w produkcji owoców i warzyw wielu gatunków. Od kilku lat produkcja jabłek sięga 3-4 mln ton, co w porównaniu ze 100 tys. ton w okresie powojennym jest ogromnym skokiem. W produkcji jabłek zajmujemy pierwsze miejsce w Europie, a trzecie miejsce w świecie (po Chinach i USA). Jesteśmy też w grupie liderów w produkcji borówki, porzeczki czarnej, maliny, pieczarki, kapusty czy cebuli. Zawdzięczamy to wprowadzaniu na przestrzeni lat coraz to nowszych technologii; przejściu od małych sadów przydomowych do wielohektarowych gospodarstw, od przemiennie owocujących odmian, wysokopiennych roślin i dwupiętrowej gospodarki do wyspecjalizowanych, corocznie owocujących sadów opartych na użyciu podkładek karłowych z ugorem herbicydowym czy wielohektarowych upraw warzyw z nowoczesnymi systemami nawożeniowo-nawodnieniowymi – wyliczała prof. Małgorzata Korbin.

Dyrektor IO zaznaczyła jednak, że utrzymanie pozycji lidera na konkurencyjnym światowym rynku wiąże się z wieloma problemami. Jednym z ważniejszych jest zachowanie równowagi między ilością i jakością.

Mając coraz większą liczbę sadów i ogrodów, produkujemy coraz więcej owoców i warzyw …. i stajemy przed problemem możliwości ich sprzedaży na konkurencyjnych rynkach. Jednym z najchłonniejszych rynków, który został bezpowrotnie utracony, m.in. z powodu niskiej jakości naszych produktów ogrodniczych, był rynek rosyjski. O inne rynki musimy zatem walczyć ze zdwojoną siłą, rzucając na szalę najwyższą jakość naszych owoców i warzyw – mówiła prof. Małgorzata Korbin.  

Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, w swoim przemówieniu alarmował, że: musimy sięgnąć po siłę roboczą z innych krajów niż Ukraina. Inaczej nie damy sobie rady!
Zapotrzebowanie na pracowników sezonowych w polskich gospodarstwach sadowniczych ciągle rośnie. A 1 stycznia 2018 roku wejdą w życie istotne zmiany regulujące zagadnienie pracy sezonowej obywateli Ukrainy. Co się zmieni w zatrudnianiu cudzoziemców? – Przede wszystkim prosty mechanizm polegający na zwykłej rejestracji oświadczeń w powiatowym urzędzie pracy zostanie zastąpiony składaniem obszernego wniosku i oczekiwaniem na wydanie zgody przez starostę – mówił podczas sesji inauguracyjnej w ramach III edycji konferencji „Sady i ogrody” Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

 Procedura, która zacznie obowiązywać od początku 2018 r., wyeliminuje bezpłatne i mało sformalizowane oświadczenia o zamiarze powierzenia wykonywania pracy.

– Zostanie wprowadzona opłata od każdego składanego wniosku, co w niektórych przypadkach będzie oznaczało niemałe obciążenia finansowe. Dodatkowo wprowadzono limity wydawania przez starostę zezwoleń, zarówno w odniesieniu do danego powiatu, jak też konkretnego gospodarstwa. Zważywszy, że często zagraniczny pracownik przyjeżdża do innego pracodawcy niż ten, do którego został zaproszony, może to oznaczać niemożliwość wystąpienia o kolejne potrzebne zezwolenie – apelował Mirosław Maliszewski.

Poseł przyznał, że miniony sezon był pierwszym, w którym sadownicy odczuli ogromny niedobór pracowników, szczególnie w okresie zbiorów. – Niestety zmiany na rynku pracy w Polsce spowodowały, że sadownicy rywalizują o tymczasowych pracowników z innymi sektorami gospodarki, bo dzisiaj Ukraińcy zatrudniani są wszędzie, m.in. w branży handlowej – tłumaczył. 

Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, podczas debaty inauguracyjnej wskazywał, że wielu z nas dzisiaj polskie sukcesy sadownicze widzi i ocenia poprzez pryzmat produkcji, ton, a nie jakości czy możliwości zbytu surowców rolnych. Jednak jego zdaniem nie możemy bagatelizować rozwoju produkcji rolnej w państwach Europie Wschodniej, gdzie sadownictwo bardzo dynamicznie się rozwija.

– Coraz częściej w światowej prasie pojawiają się informacje o samowystarczalności Rosji w produkcji rolnej. A polskie moce przerobowe są dużo większe od tego, co dzisiaj się przetwarza. Do tego już kilka lat temu przedstawiciele niemieckiego przemysłu przetwórczego wspominali, że testują na Ukrainie sady jabłek przemysłowych do zbioru maszynowego. Jeśli to ruszy, nie będzie żadnego problemu z przewiezieniem ich do nas – alarmował podczas konferencji prezes Boguta.

Prezes KZGPOiW wskazał, że zagrożeń jest sporo, w tym również tych wynikających z rozwoju produkcji w innych państwach. – Bo skoro my wiemy, że produkcja owoców i warzyw może przynosić zyski, to inni również potrafią do takich wniosków dojść. Dlatego jestem przekonany, że w najbliższych latach zapewne wystąpią istotne zmiany w produkcji rolnej w naszym kraju – dodał Witold Boguta.

Jego zdaniem wysoka jakość produkcji i certyfikaty to przyszłość sadownictwa i ogrodnictwa.

Witold Boguta zapewnił, że przy ścisłej współpracy z Instytutem Ogrodnictwa i prof. Korbin, KZGPOiW przygotowuje strategię rozwoju polskiego ogrodnictwa do 2030 r. – Mam nadzieję, że ta zima i wiosna 2018 r. będzie czasem do zastanowienia się, w jakim kierunku to nasze ogrodnictwo rozwijać. W kontekście niepokojących sygnałów zastanawiam się tylko, czy ktoś już za nas tej strategii wcześniej nie napisał – mówił podczas konferencji prezes Boguta.

 Walka o jakość w trudnych warunkach pogodowych

 Sesję agrotechniczną zatytułowaną „Walka o jakość w trudnych warunkach pogodowych” rozpoczął dr hab. Dariusz Wrona (prof. SGGW), kierownik Samodzielnego Zakładu Sadownictwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, omawiając zasady racjonalnego nawożenia nowo założonych i owocujących sadów. – Zarówno niedobór pewnych składników pokarmowych, jak i nadmiar będzie powodował znaczne pogorszenie jakości owoców. Nawozić należy według potrzeb, aby przede wszystkim nie szkodzić. Tylko tyle chemii, ile jest niezbędne – podkreślał. 

Prof. Dariusz Wrona podczas wystąpienia zaznaczył, że roczne zużycie azotu przy plonie ok. 45 t/ha w sadzie jabłoniowym wynosi około 110,5 kg (tylko 20 kg tego składnika wywozi się z owocami). Największe zapotrzebowanie przypada na wapń i potas (kolejno ok. 167,7 kg i 141,7 kg) – z sadu wywozi się najwięcej potasu: 50-60 kg.

O zaletach minikiwi jako nowego owocu na rynku mówił dr hab. Piotr Latocha z Katedry Ochrony Środowiska Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Plantatorów MiniKiwi. Podczas wykładu poruszone zostały kwestie prowadzenia roślin na plantacji towarowej. Warto przypomnieć, że aktinidia ostrolistna (Actinidia arguta), zwana inaczej kiwiberry, jest silnie rosnącym pnączem o smacznych owocach pokrytych delikatną, jadalną skórką. Ze względu na atrakcyjny smak, bogaty skład chemiczny i działanie zdrowotne (ponad 20 związków) zyskuje coraz większą popularność na krajowym rynku. Odmiany cechuje duża różnorodność pod względem barwy i kształtu, lecz – jak zaznaczał prelegent – do uprawy warto przeznaczać sprawdzone odmiany, które wydają owoce podobne wizualnie.

W światowej produkcji minikiwi przodują takie kraje jak Stany Zjednoczone z powierzchnią uprawy 80 ha i Nowa Zelandia – 45 ha. W Polsce uprawa minikiwi rozwija się intensywnie od 2-3 lat.

W tej części sesji swoje wystąpienie miał także Arkadiusz Sławiński, menedżer ds. rozwoju z firmy Agrii Polska. Podczas prezentacji zatytułowanej „Kondycjoner wody – mały dodatek, duża korzyść” informował, w jaki sposób można poprawić skuteczność zabiegu środkami ochrony roślin oraz przybliżył słuchaczom ofertę firmy dotyczącą kondycjonera Designer.

Pozostając w tematyce agrotechniki roślin sadowniczych, uczestniczy wysłuchali także prelekcji prof. dr. hab. Piotra Sobiczewskiego z Zakładu Fitopatologii Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach nt. zwalczania zarazy ogniowej – wciąż groźnej w sadach jabłoniowych i gruszowych. Profesor zaznaczył, że w tym roku zagrożenie ze strony choroby było stosunkowo niskie lub co najwyżej średnie. Bakteria E. amylovora, sprawca zarazy ogniowej, ma status organizmu kwarantannowego tylko w materiale szkółkarskim. Jeśli wystąpi w szkółkach, matecznikach, i sadach zraźnikowych roślin-gospodarzy – podlega obowiązkowi zwalczania.

Co nasza aktualna wiedza o zarazie ogniowej nakazuje czynić, aby trzymać chorobę w ryzach? W ocenie prof. Sobiczewskiego, celowe jest zorganizowanie stacji sygnalizujących o zagrożeniu chorobą (na podstawie analizy prognostycznej). – W warunkach zagrożenia należy wykonać opryskiwanie środkami miedziowymi w okresach: krótko przed pękaniem pąków, na początku i w pełni kwitnienia, w okresie wzrostu zawiązku owoców – mówił profesor. 

O problemach w ochronie upraw warzywnych mówiła dr inż. Maria Rogowska z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Skierniewicach. W programie ochrony warzyw obserwujemy braki insektycydów doglebowych, zwalczających szkodniki glebowe takie jak: drutowce, pędraki, lenie, komarnice, turkucie. Braki w rejestracji zapraw insektycydowych powodują, że na coraz większej liczbie plantacji obserwuje się objawy żerowania śmietek. Brak zoocydów do ochrony przed gryzoniami oraz nematocydów do zwalczania nicieni powoduje nasilenie żerowania szkodników. Pogłębiający się z roku na rok brak dostępności środków ochrony roślin zwalczających najważniejsze szkodniki spowodowany jest dostosowaniem przepisów rejestracji do prawa unijnego i wycofaniem z programu ochrony warzyw wybranych środków.

Deficyt środków ochrony roślin powoduje niższą produktywność, zwiększenie kosztów produkcji, co skutkuje podwyżkami w cenach żywności i – co najbardziej niekorzystne – nasileniem procederu sprzedaży podrabianych środków ochrony roślin. Większość nielegalnie sprzedawanych środków trafia na polski rynek z państw dawnego związku radzieckiego oraz Dalekiego Wschodu – podkreśliła dr Maria Rogowska.

Dr Dariusz Paszko z Pracowni Ekonomiki Ogrodnictwa Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie wygłosił prezentację pt. „Opłacalność produkcji truskawek deserowych i przemysłowych w ostatnich sezonach”. – Miniony sezon ze względu na wzrost cen owoców truskawki był korzystny, zwłaszcza dla producentów truskawek deserowych, lecz przed plantatorami stoją liczne zagrożenia. Jednym z poważniejszych jest niedobór siły roboczej, a co za tym idzie – wzrost kosztów siły roboczej, który obniża opłacalność produkcji truskawek – mówił.

Kolejne zagrożenie stanowią ograniczenia w nabywaniu ziemi oraz rosnąca konkurencja ze strony krajów dominujących w produkcji truskawek. Obecnie Polska zajmuje 6. miejsce w zbiorach truskawek po Chinach, Meksyku, Turcji, Hiszpanii i Egipcie. Średnie zbiory truskawek w Polsce w 2014 r. wyniosły 202 tys. ton. Wydajność plantacji w Polsce nie zmienia się, co stanowi szczególne zagrożenie w obliczu rosnących plonów w takich krajach jak: Maroko, Turcja, Egipt.

Podczas sesji agrotechnicznej sporo czasu poświęcono tematom związanym z przechowalnictwem. Dr Tomasz Krupa z Samodzielnego Zakładu Sadownictwa Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie w swojej prezentacji tłumaczył, jak zachować trwałość borówki po zbiorze. Podkreślał, że chłodnia to nie sanatorium. Do przechowywania należy przeznaczać owoce odpowiedniej wielkości i jędrności (niebieskie, pokryte woskiem), bez uszkodzeń. Polish Berry Cooperative opracowało standard schłodzenia borówek do 30 minut od zerwania, dzięki czemu owoce w sposób naturalny długo utrzymują smak i walory jakościowe.
Z kolei dr Krzysztof Rutkowski, kierownik Zakładu Przechowalnictwa i Przetwórstwa Owoców i Warzyw Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, wygłosił prezentację pod tytułem „Wysoka jakość przechowywanych owoców – jakich problemów spodziewać się w sezonie 2017/18”.

W ocenie dr. Rutkowskiego, problem wysokiej ceny będzie głównym zagrożeniem obecnego sezonu przechowalniczego. – Może okazać się, że chęć uzyskania bardzo wysokich cen po okresie przechowywania wiosną będzie skutkowała nadmiernym wydłużeniem okresu przechowywania, a w rezultacie fatalną jakością owoców. Może okazać się, że w pewnym momencie otworzymy obiekty przechowalnicze i nie będziemy w stanie wysortować jabłek odpowiedniej jakości – podkreślał.

Problemy z wybarwianiem się owoców m.in. odmiany ‘Szampion’ czy niewłaściwy rumieniec w przypadku jabłek ‘Red Jonaprince’ powodowały trudności z ustaleniem optymalnego terminu zbioru i niekiedy duże opóźnienia. Zdecydowanie mniejszym zagrożeniem były w tym roku uszkodzenia słoneczne. Pojawiły się natomiast problemy z gorzką plamistością podskórną, co wskazywało na problemy z akumulacją wapnia, w szczególności u odmiany ‘Szampion’ pod koniec sezonu wegetacyjnego. Podczas zbioru stwierdzano szklistość miąższu. Dr Rutkowski zwrócił również uwagę na zagrożenie chorobami grzybowymi za sprawą częstych opadów deszczu we wrześniu.

Ostatnie wystąpienie dotyczyło nawadniania sadów i ochrony przed przymrozkami w jednym. Michał Gwara, dziennikarz SadyOgrody.pl, omówił metody, koszty i zalecenia instalacji nawodnieniowych. – Rok 2017 w sadownictwie upłynął pod znakiem wiosennych przymrozków i znaczących szkód, które powstały. W poprzednie lata 2015 i 2016 notowano natomiast dość długie okresy o zbyt niskich opadach. Analizując wspomniane 3 sezony, możemy dojść do wniosku, iż warto rozważyć zaopatrzenie sadów w instalacje zraszania nadkoronowego, pozwalające zapobiec skutkom przymrozków oraz suszy – mówił.

Koszty instalacji zależą w znacznym stopniu od kształtu chronionej powierzchni. Zakup podstawowych komponentów instalacji dla 1 ha kwatery sadu o bokach ok. 100 x 100 m to wydatek w granicach 6-9 tys. zł. Do tego powinniśmy doliczyć dodatkowe koszty montażu oraz prac ziemnych, których wysokość jest zależna od sposobu ich prowadzenia. Kolejnym dodatkowym kosztem będzie zaopatrzenie instalacji w wodę. Wysokość kosztów zależy od lokalnych warunków dostępu do źródła wody. Wymagane wydatki to minimum 25 m sześc./godzinę na 1 ha, co pozwoli ochronić kwiaty do temperatury ok. -3 st. C przy bezwietrznej pogodzie. Zapewnienie ochrony w niższych temperaturach wymaga zastosowania większych dysz w zraszaczach, a w konsekwencji większych wydatków wody – nawet do 65 m sześc./ godzinę na 1 ha (ochrona do 7-8 st. C poniżej zera).

W pogoni za opłacalnością produkcji

Po przerwie zasiedliśmy do dyskusji podsumowującej – na temat przyszłości polskiego ogrodnictwa, którą zatytułowaliśmy „W pogoni za opłacalnością produkcji”. Udział w niej wzięli: Dominika Kozarzewska, prezes zarządu, Polskie Jagody Sp. z o.o.; Michał Lachowicz, prezes zarządu, Grupa Producentów Owoców La-Sad; Marek Marzec, założyciel, członek zarządu, Ewa-Bis; Bożena Nosecka, kierownik, Zakład Ekonomiki Ogrodnictwa, Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej; Mateusz Woźniak, członek zarządu, FreshMazovia oraz Paulina Kopeć, menedżer stowarzyszenia „Unia Owocowa”.

Dr Bożena Nosecka potwierdziła, że w tym sezonie mamy do czynienia z niskimi zbiorami i wysokimi cenami. – Opłacalność produkcji jest naturalnie wysoka, jednak przy tak niskich zbiorach trzeba brać pod uwagę skalę spadku. W sytuacji dużego spadku zbiorów – tak jak w tym roku – podwyżka cen w wielu przypadkach nie rekompensuje strat – mówiła Bożena Nosecka, ekspertka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Omówiliśmy także sytuację w głównych dziedzinach produkcji ogrodniczej. Dominika Kozarzewska przyznała, że dobra kondycja polskiej borówki to zasługa ciężkiej pracy producentów od wielu lat. – Plantatorzy borówki w Polsce zawsze stawiali na jakość, a nie ilość – mówiła. Kondycja polskiej borówki na rynku jest dosyć dobra. Prezes grupy „Polskie Jagody” podkreślała, że ta dobra kondycja nie bierze się znikąd – jest to zasługa ciężkiej pracy wielu osób od wielu lat. – Uważam, że jeżeli działamy w sposób bardzo konsekwentny i umiejętnie plasujemy nasze produkty na rynku, to możemy wpływać na to, że uprawa jakiegoś gatunku jest opłacalna. Nie jest tak, że wszystko nam spada z nieba. Staram się namawiać do takiej aktywności producentów innych gatunków, bo uważam, że jest wiele do zrobienia, a borówka jest najlepszym przykładem na to, że jest to wykonalne – komentowała. 

– Od lat 90. plantatorzy borówki w Polsce stawiali na jakość. Od zawsze producenci eksportowali na najbardziej wymagające rynki światowe, bo mieli wysokie standardy jakościowe. Nigdy naszym celem nie była ilość, ale najwyższa jakość owoców. Teraz niestety się to zmienia, co jest bardzo niebezpieczne w przypadku borówki amerykańskiej. Zawsze skupialiśmy się na zbiorze ręcznym, na dostarczaniu najlepszej jakości owoców na najbardziej wymagające rynki – tłumaczyła. 

Paulina Kopeć ostrzegała przed zbyt wygórowanymi cenami jabłek, które – jej zdaniem – nie mogą bić rekordów, ponieważ konsumenci ich nie kupią, wybiorą inne, tańsze owoce. – Pamiętajmy, że konsumpcja jabłek w Polsce i Europie spada i ten trend najprawdopodobniej będzie się utrzymywał. Jeżeli cena będzie zbyt wysoka, to konsumenci wybiorą inne owoce. Najlepsza dla całej branży byłaby stała sprzedaż przez cały sezon. Ci sadownicy, którzy są przekonani, że ich owoce nadają się do dłuższego przechowywania, niech je przechowują. Natomiast sadownicy, którzy mają słabe jakościowo owoce, nie mogą zwlekać. Ceny jabłek mogą być wysokie, ale nie będą biły rekordów, bo nie możemy doprowadzić do zahamowania konsumpcji i eksportu, ponieważ nie sprzedamy tych jabłek – apelowała przedstawicielka „Unii Owocowej” na konferencji. 

Dodała, że ten sezon jest bardzo trudny, specyficzny i zależny od bardzo wielu czynników. Zbiory jabłek w całej Europie były najmniejsze od 2007 roku. Na początku ceny były bardzo wysokie, sadownicy chcieli przetrzymywać owoce do lutego, marca licząc na jeszcze wyższe stawki. Teraz już wiemy, że jakość owoców jest słaba – mówiła. Dodała, że wynika to z przymrozków, nawałnic i gradobić. Nawet jeśli początkowo wydawało się, że jabłka będą mogły być w przechowalniach do wiosny, to teraz okazuje się, że nie jest to możliwe.

Michał Lachowicz z grupy La-Sad przyznał, że ten sezon – ze względu na niską podaż i wysokie ceny jabłek – zaburza ogólne postrzeganie rynku. – Ten sezon powinien nam pokazać, że organizowanie się i stabilne zdobywanie nowych rynków to coś, co nie ma nam przynieść lepszej przyszłości, tylko uratować sektor – apelował Lachowicz.

– Wysokie ceny mają swoje plusy i minusy. W przypadku jabłek być może okaże się, że może to być zyskowny czas dla producentów, jednak czy tak będzie – to się dopiero okaże – dodał.

– Trzeba pamiętać, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Mam nadzieję, że uda nam się wyjść z tego obronną ręką. To, że cała Europa nie ma owoców, być może pozwoli nam na pokazanie owoców w Europie, bo poza nią zdążyliśmy zepsuć prawie każdy rynek. Mentalnie nie dorośliśmy do tego, żeby zdobywać zagraniczne rynki. Być może jeszcze dorośniemy – tłumaczył. 

Jego zdaniem, w dalszym ciągu jesteśmy mentalnie przygotowani na handel z Rosją, którego nie ma i już nigdy nie będzie, na co wyraźnie wskazuje ilość produkcji, która tam powstaje.

Marek Marzec tłumaczył, że błędem jest, iż w grupach producentów nie ma budżetu na rozwój sprzedaży, czyli poprawę jakości, pracę nad wyróżnieniem się na rynku i budowę profesjonalnych zespołów handlowych.

Według niego w branży sadowniczej w ostatnim czasie wychodzą błędy, które zostały popełnione przez ostatnie lata. – Przykładem mogą być nakłady na budowę grup producenckich. Kto decydował o tym, że wydatki idące często w dziesiątki milionów poszły tylko i wyłącznie na infrastrukturę? Praktycznie nigdzie w grupach producenckich nie zetknąłem się z budżetem – który powinien stanowić od 30 do 50 proc. nakładu – na rozwój sprzedaży – czyli poprawę jakości, pracę nad wyróżnieniem się na rynku i budowę profesjonalnych zespołów handlowych. Nieliczne grupy producenckie, które dbały o handel i mają kilku profesjonalnych handlowców, dobrze sobie radzą. Większość jednak niestety płaci za brak perspektywicznego myślenia – tłumaczył. 

– Kolejna sprawa to promocje organizowane na dalekich rynkach. Budżety były potężne, natomiast nie były organizowane przez producentów albo ze znikomym ich udziałem. Tak jak w przypadku rynku chińskiego z wielkim boomem weszliśmy i wyszliśmy z tego rynku. Trzeba sobie szczerze powiedzieć, że w Polsce w zdecydowanej większości albo nie mamy, albo nie umiemy wydzielić części produkcji, która nadawałaby się na wysyłki na dalekie rynki. Myślę, że w ciągu najbliższych lat powinniśmy rozpocząć technologię idącą w kierunku amerykańskiej produkcji. Tamtejsi sadownicy nauczyli się produkować kamienie, a nie jabłka. Jednak te „kamienie” są wszędzie – w Chinach, Indonezji, Wietnamie. Jabłko przede wszystkim musi być takie, żeby nadawało się do dystrybucji na duże odległości – przekonywał. 

Podczas debaty rynkowej rozmawialiśmy także o dywersyfikacji produkcji ogrodniczej. Mateusz Woźniak, członek zarządu FreshMazovia, przyznał, że jedni stawiają na jednokolorowe odmiany jabłek, drudzy na sady ekologiczne, jeszcze inni wprowadzają uprawy gruszy. Wielu sadowników decyduje się także na uzupełnienie oferty o takie gatunki jak truskawki, borówki, jagody kamczackie, a nawet modne ostatnio dynie.

Prelegent przyznał, że wielu sadowników zaczęło sadzić odmiany jednokolorowe. – Odmiana Red Delicousa nie będzie się wszędzie „udawać”. Słyszałem o przypadkach, gdzie kwatery posadzone z dobrego materiału nie wytrzymały mrozów. Zastanowiłbym się mocno, czy ta odmiana jest odpowiedzią na rynki dalekie – dodał. 

– Amerykanie Red Deliciousa zastępują Galą. Być może ta odmiana będzie odpowiedzią. Zastanowiłbym się nad nasadzeniami Princa. Jest to odmiana, którą tylko my sadzimy – w Europie nikt tego nie robi. Nie do końca jestem przekonany, czy uda nam się zagospodarować tyle jabłek tej odmiany – przekonywał. 

Mateusz Woźniak mówił, że wielu sadowników, wyrywając kwatery jabłoni, sadzi borówki. – Tylko czy będzie miał kto te owoce zebrać? W tym przypadku trzeba brać pod uwagę problemy z pracownikami sezonowymi – mówił. 

– Jagoda kamczacka jest również nowością. Plusem jest zbiór mechaniczny. Jednak czy będzie możliwość zagospodarowania wszystkich owoców? Trudno powiedzieć, jednak są duże perspektywy – tłumaczył. 

Według Mateusza Woźniaka, gatunkiem wartym uwagi są grusze. – Może nie mamy wszędzie dobrych warunków do uprawy grusz, jednak jest to gatunek, który – moim zdaniem – w dalszym ciągu będzie się opłacał – skomentował.

 

×

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.