PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Grunt to ziemia

Grunt to ziemia

Ziemia drożeje, polskich rolników nie stać na jej kupno. Sytuację wykorzystują osoby, podkupujące ziemię na słupa. Niekoniecznie w celu jej rolniczego wykorzystania.



Ziemia to nie pieniądz ani sklep z kapeluszami. To jest słusznie nazwany - grunt - pisała Maria Rodziewiczówna.

A że grunt to podstawa - wie każdy.

No, prawie każdy...

Ziemia skarbem narodowym

Do powszechnej świadomości fakt ten trafił tuż przed akcesją. Trochę pod wpływem eurosceptyków, trochę kierując się realizmem 11 kwietnia 2003 r. Sejm przyjął ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego, w zamierzeniu mającą uniemożliwić traktowanie ziemi jak lokaty kapitału i gwarantującą polskiemu rolnikowi możliwość jej zakupu w celu prowadzenia rodzinnego gospodarstwa.

I to nie byle jakiego, tylko takiego, którego wielkość pozwala utrzymać pozycję rynkową. Potrzeba poprawy struktury gospodarstw wydawała się wtedy celem niekwestionowanym, służącym umocnieniu pozycji ekonomicznej polskiego rolnika w europejskiej konkurencji.

Miał temu też pomagać zakaz sprzedaży ziemi rolnej dla cudzoziemców - wywalczony nie bez trudu i nie bez głosów, że jest zbędny i tylko utrudni integrację i ograniczy korzyści, jakie miała ona przynieść. Kończy się 1 maja 2016 r. To, jak mądre było wprowadzenie go, potwierdziły kolejne lata. Kraje wstępujące do UE, które zgodziły się na krótsze okresy przejściowe, potem wystąpiły o ich przedłużenie. Węgrzy (ich okres ochronny upływał w 2011 r., ale został przedłużony do kwietnia 2014 r.) postanowili niedawno wpisać do konstytucji zakaz sprzedaży gruntów rolnych cudzoziemcom.

- Konstytucja będzie chronić węgierską ziemię jako narodowy skarb, nasze wspólne dziedzictwo i podstawę naszego życia, i będzie chronić ją przed krajowymi i zagranicznymi spekulantami - brzmi oświadczenie ministerstwa rolnictwa.

Węgierskiego.

Potrzebę takiej ochrony ziemi w Polsce zauważyli rolnicy. Zwłaszcza ci, będący najbliżej zachodniej granicy, którym przyszło najszybciej zmierzyć się z zagraniczną konkurencją.

Sprzedać choćby słupowi

Cena jest bez znaczenia. Rolnik mający ledwo ze 2 ha staje do przetargu ANR i płaci gotówką 9 mln zł. Skąd ma pieniądze?

Zgłasza w urzędzie skarbowym, że zaciągnął pożyczkę od Duńczyka, płaci 2 proc. od pożyczonej kwoty - opłaca mu się ten wydatek. Potem np. w Berlinie podpisuje umowę na tę pożyczkę i wtedy ziemia jest zabezpieczeniem. Po latach obcokrajowcy wyjmą akty notarialne i nie będzie to już nasze - tak Edward Kosmal, przewodniczący komitetu protestacyjnego w Szczecinie, opisał mechanizm, według którego, jak twierdzą protestujący, sprzedano 80 proc. ziemi w Zachodniopomorskiem.

Protest, rozpoczęty 5 grudnia 2012 r., a w zasadzie podjęty na nowo po jego pierwszym wybuchu wiosną 2012 r., pokazał, że problem sprzedaży ziemi to dla polskiego rolnika już dziś prawdziwe być albo nie być. Niestety, pokazał też, że lata, które miały przynieść stabilizację w tej dziedzinie, nie zostały wykorzystane.

Przede wszystkim nie zdała egzaminu ANR, która nie poradziła sobie z pierwszoplanowym zadaniem przypisanym jej w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego: tworzenia oraz poprawy struktury obszarowej gospodarstw rodzinnych.

Jako drugie podano tworzenie warunków sprzyjających racjonalnemu wykorzystaniu potencjału produkcyjnego ZWRSP. Dopiero trzecią pozycję dano restrukturyzacji oraz prywatyzacji mienia Skarbu Państwa użytkowanego na cele rolnicze - a dziś ten cel zdaje się dominować.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby tylko najważniejsze cele były zrealizowane. A do tego daleko. Jak bardzo daleko, potwierdza odpowiedź, jakiej ANR udzieliła na pytanie, ile gospodarstw rolnych w wyniku realizacji obowiązującej ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa powiększono i do jakiego areału: "ANR, w procesie rozdysponowania mienia Zasobu, umożliwia rolnikom indywidualnym prowadzącym gospodarstwa rodzinne powiększanie tych gospodarstw, w formie kupna lub dzierżawy gruntów Zasobu. Ze względu na fakt, że przepisy prawa nie uprawniają Agencji do badania statusu nabywcy/dzierżawcy (tj. czy spełnia kryteria rolnika indywidualnego) w wypadku przetargów nieograniczonych na sprzedaż i dzierżawę i przy sprzedaży w trybie bezprzetargowym (nabywcy zobowiązani są jedynie złożyć oświadczenie, że po nabyciu powierzchnia użytków rolnych stanowiących ich własność nie przekroczy 500 ha), Agencja nie ma możliwości określenia, jaką powierzchnię gruntów sprzedano lub wydzierżawiono na powiększenie gospodarstw spełniających kryteria gospodarstwa rodzinnego określone w UKUR. Dotychczasowa działalność Agencji i wieloletnie obserwacje w omawianym zakresie pozwalają jednak stwierdzić, że większość gruntów nabywanych przez osoby fizyczne powiększa istniejące gospodarstwa rodzinne".

Jak z tego wynika, po 9 latach realizacji ustawowych celów okazuje się, że ANR nie dano nawet narzędzia do ich wykonania - działa na podstawie "obserwacji" przetargów nieograniczonych. Przetargi ograniczone dotąd były rzadkością.

Nic więc dziwnego, że oceniając skutki działalności ANR, rolnicy z woj. zachodniopomorskiego zdecydowali się na protest. Porozumienie podpisane w pierwszych dniach stycznia ustala zmienione zasady postępowania ANR przy rozdysponowywaniu ziemi. I zanim rozpocznie się dyskusja nad prawnymi niuansami tego porozumienia (bo co wolno określić tylko w ustawie, a co można poza nią?), trzeba podkreślić, że dużo zależy również od sposobu realizacji prawa już obowiązującego. Czy rzeczywiście było takie złe? - trzeba odpowiedzieć na to pytanie, bo tak naprawdę jest to pytanie o intencje. Czy istniejące dotąd uregulowania nie pozwalały interweniować w przypadku "podkupowania" ziemi na słupa? Może raczej trzeba mówić o niechęci do interwencji?

ANR bezradna?

- Kilkanaście lat temu ten problem był i jest nadal sygnalizowany - mówił w sejmowej Komisji Rolnictwa minister Stanisław Kalemba. - Natomiast wszystkie przypadki, które trafiły do mnie, przynajmniej od kiedy jestem ministrem rolnictwa, od 31 lipca ubiegłego roku, i które do mnie dotarły odnośnie tak zwanych słupów, zostały skierowane do CBA, do ABW i mam odpowiedź z tych instytucji, że kontrole zostały podjęte. Nie ma ani jednego wniosku, który by do mnie dotarł i nie został zgłoszony - zapewniał.

Trudno posądzać poprzednika obecnego ministra o intencje gorsze niż ma jego następca i o zaniechania obowiązków w tym względzie. Wszak nie dlatego stracił stanowisko. A jeśli tak, to coś powoli te wyspecjalizowane struktury państwa rozgryzają problemy... Na przykład sprawę Janusza Czarzastego, rolnika dzierżawiącego od ANR ziemię, pominiętego przy jej sprzedaży.

Pierwszeństwo dano spadkobiercy - gdyby to jednak było prawdą, rolnik łatwiej przebolałby stratę. Problem w tym, że za spadkobiercą stał ktoś, kto odkupił od niego ziemię, zanim jeszcze została podpisana umowa z ANR. I co mówi ANR po kontrolach, i to podjętych w efekcie poselskiej interwencji? Otóż napisano: "W trakcie sprzedaży nieruchomości Agencja nie dysponowała informacjami dotyczącymi umowy przedwstępnej".

Dobrze, chce się zatem zapytać, dlaczego jednak nie zrobiła nic wtedy, kiedy się dowiedziała o zawarciu takiej umowy?

Przez 5 lat ANR ma prawo pierwokupu ziemi w przypadku jej odsprzedaży. Nawet jeśli nie wyposażono jej w pieniądze niezbędne do realizacji tej możliwości, jest jeszcze jedna ewentualność - a należałoby ją traktować jako konieczność wynikającą z obrony szczupłych finansów: odzyskanie pieniędzy wyłożonych na finansowanie tego zakupu w postaci niskooprocentowanych rat. Art. 31.5. ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi powiada: "Jeżeli nabywca nieruchomości zbędzie tę nieruchomość lub jej część przed zapłaceniem całej należności z tytułu jej sprzedaży, Agencja może zażądać zapłaty całej niespłaconej należności w wyznaczonym przez siebie terminie". Dlaczego mamy wszyscy finansować raty pseudorolnikowi? Dlaczego ANR nie chce utrudniać życia takim biznesmenom? "Nie można stwierdzić, że nabywcami tych nieruchomości są inne osoby niż spadkobiercy byłego właściciela" - idzie w zaparte ANR w sytuacji, kiedy umowa przedwstępna o odsprzedaży ziemi jest znana, a ten, który odkupił ziemię od spadkobiercy nęka rolnika, nie pozwalając mu uprawiać ziemi, chociaż umowa dzierżawy jest ważna jeszcze kilka lat.

Który z celów swojego istnienia realizuje w tym przypadku ANR? I jak w tej sytuacji wierzyć zapewnieniom ministra?

Co tak długo wyjaśnia CBA i ABW, skoro wystarczy sprawdzić, skąd kupujący ma pieniądze - a może to zrobić zwyczajny urząd skarbowy. I robi, nawet w przypadkach mniejszych zakupów.

Mniejszych i nie tak znaczących.

Jeśli można badać pochodzenie pieniędzy na zakup samochodu, dlaczego nie docieka się tego w przypadkach znacznie większej wagi - wagi państwowej?

Sprzedawać czy dzierżawić?

Dzierżawa nie okazała się też dość mocną podstawą do gospodarowania Edwarda Kosmala.

- Dzierżawię 150 ha z kilku umów - mówi. - Agencja zaproponowała mi wykup 22 ha. Chciałem kupić ziemię, korzystając z kredytu bankowego. Trzy pozostałe umowy dzierżawy musiałyby być przedłużone, żebym miał zdolność kredytową. Zwróciłem się więc o przedłużenie. Powiedziano mi, że muszę spełnić dodatkowe warunki - czynsz jednej z umów podniesiono ok. 300 proc. Zgodziłem się mimo to na wszystko.

I proszę sobie wyobrazić, że agencja odpowiedziała, że umów nie przedłuży, potrzebna jest zgoda prezesa ANR. Pojechałem.

Nie przedłużyli. Rok to trwało.

Musiałem kupić na raty z ANR - oprocentowanie prawie 6 proc. zamiast 1-2 proc. w banku.

A konieczność wykupu dzierżawy to po ostatniej nowelizacji ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa problem wielu rolników. Jeśli nie zgodzą się na wyłączenie 30 proc. ziemi z przeznaczeniem na wykup, tracą możliwość skorzystania z preferencji po ustaniu umowy.

Narażają się też na sprzedaż ziemi z czynną umową dzierżawy. Jak twierdzi Kosmal, w Zachodniopomorskiem aż 93 rolników tak sprzedano: - Rolnicy muszą zawierać umowy dzierżawy na dłuższy okres, żeby mieć możliwość planowania. Niby jest zapis, że na ziemię objętą programami rolnośrodowiskowymi umowy będą przedłużane, niby w naszej ugodzie z 18 czerwca jest zgoda, że na wniosek izby rolniczej umowy mogą być zawierane na dłuższy okres - ale realizacja temu przeczy.

Bo przeczyć musi. Dawno postanowiono, że dzierżawa powinna odejść do lamusa: "Mając na uwadze zadania, jakie realizuje Agencja i potrzebę przyspieszenia prywatyzacji nieruchomości Zasobu, w tym zwiększenia oferty gruntów do sprzedaży, w oparciu o wytyczne resortu rolnictwa i rozwoju wsi, opracowane zostały zasady dotyczące wydzierżawienia nieruchomości oraz wydłużania umów dzierżawy - tłumaczy ANR. - Zasady te zostały zaakceptowane przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi w 2010 roku.

Zgodnie z tymi zasadami wydzierżawianie nieruchomości zasobu ogranicza się do sytuacji, gdy dana nieruchomość z określonych przyczyn nie może lub nie powinna być przeznaczona do sprzedaży.

Umowy dzierżawy w takich przypadkach zawierane są na czas nie dłuższy niż 6 lat. Przyjęcie maksymalnego okresu 6 lat dzierżawy wynika z potrzeby umożliwienia dzierżawcom uczestnictwa w programach pomocowych. Wydzierżawianie nieruchomości z innych przyczyn niż określone w opracowanych zasadach następuje po wyrażeniu zgody przez prezesa ANR. Natomiast, w myśl powyższych zasad, nie są przedłużane umowy dzierżawy, których termin wygaśnięcia jest dłuższy niż 1 rok, chyba że ze względu na zamiar kontynuowania lub przystąpienia do realizacji programów pomocowych (...) niezbędne jest wcześniejsze przedłużenie umowy. Ewentualna zgoda Agencji na przedłużenie okresu trwania umowy poprzedzona jest analizą m.in. dotychczasowego przebiegu dzierżawy oraz możliwości sprzedaży części lub całości gruntów w trybie przetargowym, czy też innego trwałego sposobu zagospodarowania nieruchomości.

Jeśli dzierżawca wywiązuje się z obowiązków wynikających z umowy, co do zasady, może ona zostać przedłużona do 3 lat. W sytuacjach wyjątkowych, jeśli nieruchomość nie może podlegać sprzedaży bądź przemawiają za tym inne obiektywne względy, oddział terenowy Agencji może wydłużyć umowę dzierżawy na okres do 5 lat albo po wyrażeniu zgody prezesa ANR na okres dłuższy niż 5 lat, jednak nie dłuższy niż do 10 lat".

Słup niezbędny budżetowi

I wszystko jasne: cel, jaki realizuje ANR, to prywatyzacja zasobu - czyli łatanie budżetu państwa.

Za swój uznał go też obecny prezes Leszek Świętochowski. - Aby zrealizować założenia budżetowe, Agencja musi sprzedać 125 tys. hektarów przy średniej cenie 21 tys. zł - tak planował rok 2013. Jego zdaniem, w polskiej tradycji jest utrwalona własność ziemi, nie dzierżawa. Tylko czy zagadnienie to można tłumaczyć tradycją?

- Nie stać mnie na zakup ziemi po 20 tys. za ha - mówi tymczasem rolnik, któremu agencja nie przedłużyła umowy, co uniemożliwiło mu skredytowanie maszyn. - Według aktualnych cen jest to 15 q z ha pszenicy przez 15 lat. Zmuszanie rolnika do zakupu ziemi po takich cenach to zmuszanie do zachowania nieracjonalnego.

Nieracjonalnego, bo narażającego na upadek.

- Mój znajomy kupił ziemię za taką cenę - tłumaczy nasz rozmówca. - Pytam go, dlaczego kupił. Mówi: "Bo jestem uparty". Tę ziemię spłacą dopiero jego wnuki. Etnografia nie może mieć wpływu na ekonomię. Przy tej polityce gospodarstwa rodzinne zginą, bo nie będzie ich stać na spłatę kredytów - zostaną tylko latyfundia. To propagowanie niewolnictwa, czy inaczej mówiąc - nowoczesnego chłopa pańszczyźnianego.

Tylko perspektywa długiej dzierżawy pozwala na stabilny rozwój, zapobiega upadłości i pauperyzacji.

Wiadomo: sprzedać można tylko raz.

Ale myśl decydentów pobiegła inną drogą - uchwalili nowelizację ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa, przewidującą wyłączenia ziemi z dzierżaw i przeznaczanie jej do sprzedaży. Rzekomo w celu powiększenia gospodarstw rodzinnych.

Tylko że te wyłączenia dotyczą zwykle obszarów zachodniej i północnej Polski.

I tylko, że rolnika nie stać na zakup. No, chyba że liczy się na słupy... Polski rolnik nie ma ostatnio pieniędzy.

Ani ceny sprzedaży produktów, ani koszty produkcji nie pozwalają mu cieszyć się prosperitą. Wiadomo, kryzys.

Zakup ziemi to zresztą nie może być łatwa sprawa.

Przewidziano to już na początku integracji, określając zasady pomocy państwa na zakup nieruchomości rolnych. Decyzją Rady Europy z 20 listopada 2009 r. w sprawie przyznania przez władze Rzeczypospolitej Polskiej pomocy państwa na zakup nieruchomości rolnych w okresie od 1 stycznia 2010 r. do 31 grudnia 2013 r. przyjęto: Pomoc państwa, która ma zostać przyznana, wynosi 400 mln zł i powinna umożliwić w latach 2010- 2013 sprzedaż ok. 600 tys. ha ziemi rolnej na utworzenie lub powiększenie gospodarstw rolnych spełniających kryteria gospodarstwa rodzinnego, tj. do 300 ha. Program powinien umożliwić utworzenie około 24 tys. gospodarstw rolnych o powierzchni nie mniejszej niż średnia w danym województwie. Średnia kwota pomocy na jedno gospodarstwo powinna wynosić około 4 500 euro. Cena kwalifikujących się nieruchomości rolnych nie powinna przekroczyć średniej ceny rynkowej w danym województwie. Jeśli chodzi o nieruchomości będące własnością Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa, należy zastosować procedurę przetargową.

Jak wygląda realizacja tych założeń?

Otóż od ARiMR dowiedzieliśmy się: "Od 1 stycznia 2010 r. do 30 września 2012 r. za preferencyjny kredyt z dopłatami do oprocentowania producenci rolni nabyli 146 270,43 ha. ARiMR przekazała bankom z tytułu dopłat do oprocentowania kredytów kwotę 144 417,66 tys. zł". ANR podała natomiast: "Prezes ANR udzielił pomocy na sprzedaż mienia ZWRSP przy rozłożeniu na raty ceny sprzedaży z zastosowaniem preferencyjnego oprocentowania: w roku 2010 na kwotę 6 733 010 zł, w roku 2011 na kwotę 15 155 070 zł".

Co gorsza, MRiRW, które powinno nadzorować sposób wykorzystania limitu, odsyła do Ministerstwa Finansów - to zaś odbija piłeczkę. Okazuje się zatem, że nikt tego nie kontroluje. Jak jednak łatwo obliczyć, przekroczenie limitu nam nie grozi. 167 mln zł to nawet nie połowa dopuszczalnej przez UE pomocy krajowej na zakup ziemi. A okres, w którym Polska mogła jej udzielać, kończy się wraz z tym rokiem.

Skąd więc rolnicy mają brać pieniądze na zakup ziemi, skoro nie ma kredytów, a i nie stać ich na raty? Nie mogą liczyć na pomoc państwa, nie mają też potrzebnych dochodów, aby sprostać unijnej konkurencji. Dlaczego wobec tego stawia się na sprzedaż ziemi, a nie na dzierżawę?

Dla zachodniego rolnika polska ziemia jest tania. Czyżby słupy miały ratować nasz budżet państwa? Tylko co wtedy z produkcją i z polskim rolnikiem?

Oby nie okazało się, że takie gospodarowanie ziemią doprowadzi nas wszystkich do jeszcze większego kryzysu i biedy.

Ziemia to grunt. Ziemia to Polska.



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (17)

  • St.B. 2014-07-27 23:10:12
    Nie mogłem otrzymać kredytu (BGŻ, wniosek był rozpatrywany pół roku) więc pożyczyłem od kontrahenta niemieckiego 100 tysięcy euro, które spłaciłem produkcją po roku. Nie płaciłem 2 % bowiem pożyczkę brałęm w Niemczech i nie obowiązuje w takim razie podatek od cynnoś cywilno prawnych. Koszt wniosku - u niemieckiego notariusza o zgodzie na wykreślenia hipoteki na zakupionych gruntach kosztował mnie 640 euro. Koszt odsetek - 4 %. Po prostu - Niemiec był bardziej przyjazny niż rzekomo polski BGŻ
  • dsg 2013-09-17 20:38:25
    słupy to zdrajcy narodowi i tyle kiedys nasi przodkowie za to placili zyciem a teraz taki judasz sprzedaje za pare srebnikow
  • . 2013-02-20 05:22:47
    Niestety jak sie nie pusci dla przykladu takiego slupa z torbami,zeby nastepnemu sie odechcialo to proceder bedzie trwal,a dno jest tu oczywiscie podwojne dlaczego polski rolnik lub rolnik z nazwy, ma taka sytuacje ,ze musi swinic we wlasnej zagrodzie ,ilez on dostanie za slupowanie?Gdyby zarobil godziwie ze swojej pracy to obsmial by takiego spekulanta.
  • ukasz 2013-02-09 17:26:42
    przyjdzie i na niego czas sprawiedliwosc dopadnie go nie dzis moze nie jutro ale nadejdzie
  • Magant 2013-02-09 16:29:35
    No i co z tego że słupy skupują ziemie i obławia się Balazs z żoną. I tak nic z tym nie zrobicie!!! Ha ha ha Balazs ma moc i trzesie cała sitwą na Pomorzu.
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 34.237.52.11
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.