- Myślę nie tylko o bieżącym zarządzaniu kryzysami, ale przede wszystkim o tym jak będzie wyglądało polskie rolnictwo za pięć czy dziesięć lat - mówił minister. Podkreślił, że ten sektor nie jest "balastem ani kulą u nogi", ale szansą rozwoju dla polskiej gospodarki. Zaznaczył też, że dzięki rolnictwu Polska ma zapewnione bezpieczeństwo żywnościowe.

Jego zdaniem Polska powinna być "tygrysem Europy", zwłaszcza jeżeli chodzi o produkcję żywności ekologicznej, tradycyjnej i regionalnej.

- Chcę mocno rozwinąć w Polsce rolnictwo ekologiczne - podkreślił. Zauważył że np. w Austrii, gdzie, podobnie jak w Polsce, funkcjonuje dużo drobnych gospodarstw, ok. 25 proc. powierzchni przeznaczona jest pod uprawy ekologiczne. Tymczasem w Polsce, jak zauważył, rolnictwo ekologiczne zajmuje jedynie 3 proc. powierzchni. Minister krytycznie ocenił system dopłat do pseudoekologicznych gospodarstw, które niczego nie produkują. - To trzeba zmienić - powiedział.

Minister poinformował, że chce zwiększyć możliwość sprzedaży żywności wytwarzanej przez rolników bezpośrednio do konsumentów. Chodzi o to, by rolnicy mogli sprzedawać swoje produkty nie tylko do tzw. końcowego konsumenta, ale też do restauracji, jadłodajni, miejscowych sklepów, agroturystyki. Powiedział, że w resorcie trwają prace, które mają udrożnić "kanały sprzedaży bezpośrednio przez rolników". Stwierdził, że jak jest wielu pośredników i każdy narzuca marżę, to rolnikowi zostaje tyle, "co kot napłakał".

Zapytany o organizmy genetycznie modyfikowane (GMO), powiedział że jest ich "absolutnym przeciwnikiem". Dodał też, że obowiązujące obecnie przepisy uniemożliwiają prowadzenie upraw genetycznie modyfikowanych.

Zauważył również, że do Polski importuje się wiele komponentów GMO, takich jak np. śruta sojowa. Jest ona wykorzystywana jako składnik pasz, podczas gdy w Polsce istnieje wiele możliwości produkcji białka krajowego. Można je uzyskiwać np. z rzepaku czy roślin bobowatych. - Nie twierdzę, że śrutę sojową trzeba w całości wyeliminować, ale trzeba być głupcem, by wydawać 4 mld zł na import, zamiast przeznaczyć te pieniądze dla polskich producentów - podkreślił.

Ardanowski zapytany o budowę płotu przed dzikami wzdłuż wschodniej granicy, powiedział, że Polska wystąpiła do Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) o opinię czy płot jest skuteczną zaporą przed ASF. - Ja nie jestem jego zwolennikiem, ponieważ grubo ponad tysiąc kilometrów zapory - to koszt kilkuset milionów złotych i nie bardzo sobie wyobrażam, jak go poprowadzić wzdłuż Bugu, przez bagna, Puszczę Białowieską - powiedział.

W jego opinii, jeżeli by dobrze działały koła łowieckie wzdłuż pasa granicznego, dziki były by wybite, a pieniędzy przeznaczone na płot należy przekazać na pomoc w zakresie bioasekuracji oraz zachęt dla myśliwych by skuteczniej wojowali z dzikami. - Płot nie wydaje mi się, żeby na tym etapie był skuteczną zaporą - powiedział Ardanowski.