Agnieszka Kozłowska, farmer.pl: Panie Ministrze, z Pana publicznych wypowiedzi wynika, że jest Pan dużym sceptykiem, jeśli chodzi o Europejski Zielony Ład. Stąd moje pytanie, jeśli nie Zielony Ład, to co innego? Zostawić tak, jak jest?

Jan Krzysztof Ardanowski, Przewodniczący prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich, były minister rolnictwa: Nie, rolnictwo musi ulegać zmianie. Biologizacja, inne podejście do gleb, zapewnienie bardziej zrównoważonego rolnictwa – myślę, że nikt przy zdrowych zmysłach przeciwko temu nie protestuje. To trzeba czynić. Natomiast trzeba przewidywać skutki decyzji, które będą Zielonym Ładem wymuszane. Nieprawdą jest co Komisja Europejska czy jej Komisarz ds. rolnictwa podaje, że jest to program dobrowolny. On jest dobrowolny na poziomie rolników chociaż będzie przymus ekonomiczny, bo rolnicy mając bardzo niską dopłatę podstawową będą musieli wchodzić w ekoschematy i przyjmować różnego rodzaju zobowiązania, żeby podnieść ilość środków dla gospodarstwa. Natomiast kraje UE mają przymus wprowadzania Zielonego Ładu. Odwoływanie się do tego, że to Plan Strategiczny ma o wszystkim zadecydować jest też niepoważne, bo Plan Strategiczny będzie oceniany przez KE i tak długo będzie musiał być poprawiany aż będzie spełniał założenia Zielonego Ładu.

Trzeba dążyć w rolnictwie, jestem o tym przekonany, do biologizacji, do większej wiedzy wśród rolników na temat gleby, zachodzących tam procesów, bardzo wielu rolników nie ma o tym żadnego pojęcia, dla nich gleba to jest wierzchnia warstwa ziemi w której są korzenie roślin. Nie wiedzą o właściwościach fizykochemicznych o substancji organicznej o kwasach humusowych o wielkim życiu biologicznym które tam zachodzi, to musi być podstawą wykształcenia rolnika. Nawet na studiach rolniczych gleboznawstwo zostało bardzo radykalnie ograniczone, a w szkołach średnich, które głównie dostarczają absolwentów pracujących później w rolnictwie, na temat gleby i jej potrzeb niewiele mogą się ci przyszli rolnicy dowiedzieć.

Trzeba szukać nowych sposobów ochrony roślin i nie mówić, że ochrona roślin jest zła. Tu wielką rolę mogą odegrać międzynarodowe koncerny chemiczne, które chcą na Zielonym Ładzie zarobić.

Z punktu widzenia rolników których dochody są w dalszym ciągu bardzo niskie, trzeba poprawiać źle skonstruowane rynki, bo przecież dochody rolnicze nie mogą pochodzić ze zwiększania dopłat i różnego rodzaju subwencji, które mają być panaceum na wszystko. Dochody mają pochodzić przede wszystkim z produkcji w gospodarstwach i lokowanych na rynku po przyzwoitej cenie wytworów pracy rolnika. Jeżeli idziemy tylko i wyłącznie w kierunku dotacji, dopłacania do wszystkiego - to prowadzi do jakiejś patologii bo po pierwsze, to nie premiuje tych najbardziej pracowitych, zaradnych życiowo, uzyskujących dobre efekty ze swojej pracy między innymi dzięki swojej wiedzy i kompetencjom, ale wprost przeciwnie, te pieniądze są „rozsmarowywane” po wszystkich i dostają je również właściciele gruntów, niekoniecznie zajmujący się rolnictwem (dopłaty uprawowe). Trzeba premiować produkcję rolniczą, a nie ją ograniczać.

Kolejna sprawa, szukaliśmy przez lata nowych rynków zbytu i to całkiem dobrze wychodziło. I powinniśmy to robić dalej, a nie redukować produkcję żywności poprzez Zielony Ład.

Zielony Ład jest mocno krytykowany przez różne środowiska, głośno mówi się wręcz o jego szkodliwość dla rolnictwa. Czy w związku z tym możliwe jest jego odrzucenie? Czy jakikolwiek sens mają w tej sytuacji na przykład planowane protesty rolników w Brukseli?

Europejski Zielony Ład nie zostanie odrzucony. Tu jest prymat polityki nad zdrowym rozsądkiem. Skoro politycy w Brukseli to wymyślili i twardo przepchnęli to ostatnio przez Parlament Europejski, to kraje członkowskie są właściwie pod ścianą. Decyzje w obszarach: ile ma być wydane na środowisko, ile na ekoschematy, ile na kryteria warunkowości zostały podjęte – tutaj nic już nie możemy zrobić.

Na ile może zmienić tę sytuację Krajowy Plan Strategiczny?

Krajowy Plan Strategiczny to takie przeciąganie krótkiej kołdry. Różne grupy rolników chcą, aby ich interesy były zabezpieczone, żeby było jakieś wsparcie i w zależności od tego, jak mocno o to zabiegali, tak KPS został rozpisany. Natomiast żaden minister rolnictwa nie będzie w stanie spełnić tego wszystkiego przy niedostatecznych środkach. Założenie było takie: po pierwsze, będą przyzwoite środki w ramach WPR, a one są niestety, jak wiemy mniejsze. Po drugie, będzie fundusz odbudowy, na który bardzo liczyłem. Te środki miały być istotnym, dodatkowym wzmocnieniem inwestowania w rolnictwie, w tym mającym na celu dostosowanie się do Zielonego Ładu, do nowych maszyn uprawowych, do nowych opryskiwaczy, do rolnictwa precyzyjnego. Niestety, wygląda na to, że z tego KPO może nic nie być.

Do tego – a zastanawiam się, jakie grupy lobbystyczne mają w tym swój udział – zapisano bardzo duże środki na przetwórstwo, ok. 4,5 mld zł. Polskie przetwórstwo nie wymaga w tej chwili wielkich inwestycji. My mamy jedno z najnowocześniejszych przetwórstw w Europie. Problem jest taki, że mimo iż zainwestowaliśmy miliardy w to nowoczesne przetwórstwo – ono nie jest związane z polskimi rolnikami i co gorsze – nie czuje ono takiej potrzeby wiązania się. To tu powinna iść determinacja rządu – jak zmusić, jak związać przetwórcę z producentami surowca, a nie pompowanie następnych pieniędzy.

Panie Ministrze, jeśli nie jest możliwe odrzucenie Zielonego Ładu, to może jakaś korekta? Miałby Pan jakąś propozycję w tym temacie?

Moją propozycją jest własna narodowa polityka rolna, która uwzględnia specyfikę polskiego rolnictwa.

Panie Ministrze, przecież nie możemy się sprzeciwić Komisji Europejskiej

Bierzmy tylko minimum, to co jest niezbędne, a jednocześnie podnośmy twardo na poziomie europejskim żądania korekty Zielonego Ładu. Już teraz, bo po tym, jak rzeczywiście wejdzie on w życie, będzie już za późno. Wiele gospodarstw po prostu nie przetrwa tych zmian.

Kto ten narodowy plan miałby przygotować?

Wiodącą rolę powinien odegrać tu rząd, ale wiadomo, że będzie potrzebował pomocy środowisk rolniczych.

Czyli rozumiem, że myśli Pan o swoim autorskim projekcie narodowej polityki rolnej?

Tak, ale nie będę tego robił sam. Myślę, że PiS wywoła to zgrzytanie zębów, ale do współpracy chcę zaprosić przedstawicieli różnych opcji politycznych, w tym m.in. Michała Kołodziejczaka, Jarosława Sachajko czy Marka Sawickiego. Nową, racjonalną strategię dla przetrwania polskiego rolnictwa trzeba zacząć budować wspólnie.

Dziękuję za rozmowę