- Wszedłem do biura kierownika i naczelnika oddziału ARiMR w Bolesławcu – opowiada Marcin Bustowski. – Na biurku leżały teczki beneficjentów, pokój – do którego wejście jest zabezpieczane elektronicznie - był pusty. Zwróciłem uwagę pracownikom ARiMR, że biuro kierownika jest otwarte, a dokumentację może wynieść każdy. Zadzwoniłem do oddziału ARiMR do Biura Kontroli Wewnętrznej, albowiem jest to naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych. Po około 10 minutach zjawił się kierownik wraz z naczelnikiem i w sposób ironiczny, naśmiewając się, twierdzili, że to nieprawda, że pokój został niezabezpieczony. O powyższej sprawie poinformowałem policję na telefon alarmowy. Napisałem opisujące sytuację  pismo, które złożyłem, i opuściłem biuro. Zorientowawszy się, że dokument nie został podpisany z imienia i nazwiska, powróciłem do biura powiatowego wraz ze spotkanym po drodze Jakubem Mayem, aby podpisać dokument. W kancelarii podpisałem pimo, podczas gdy obecny był inny interesant, i kiedy chciałem uzyskać informację od sekretarki, zostałem w sposób bezczelny wyproszony z kancelarii biura na korytarz. Powiedziałem, że nie jest to prywatny folwark pana kierownika i siedziba PSL, a jest to instytucja rządowa i że złożę zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kierownika, na co padło stwierdzenie "wypie.... stąd". Opuszczając ARiMR zostałem w drzwiach zawołany przez kierownika biura - że ma mi coś do powiedzenia. Odwróciłem się – kierownik podchodząc uderzył mnie w twarz. Świadkiem tego zdarzenia był stojący w przedsionku Jakub May. Została wezwana Policja przeze mnie oraz kierownika, który twierdził, że go odepchnąłem.

Następnie Bustowski udał się do lekarza, który potwierdził stłuczenie lewej części twarzy.

Zapytaliśmy o ocenę sytuacji ARiMR. Ta nic nie wie o pobiciu, ba! nawet o jakiejś szarpaninie, nie dopatrzyła się też błędów w zabezpieczeniu dokumentów. Odpowiedź jest lakoniczna, zdecydowana – choć nie zawiera żadnego uzasadnienia prezentowanego stanowiska:

„Uprzejmie  informujemy, że Kierownik Biura Powiatowego ARiMR w Bolesławcu p. Mariusz Mikołajczyk zaprzecza, że uderzył p. Marcina Bustowskiego, podczas jego wizyty w tej placówce 30 stycznia 2015 r. Nieprawdą jest również, że "akta" pozostały bez zabezpieczenia.

Całe zdarzenie z udziałem p. Marcina Bustowskiego zostało zgłoszone na policję przez kierownika Biura Powiatowego w Bolesławcu p. Mariusza Mikołajczyka.”

Tyle ARiMR. A co policja? Z odpowiedzi wynika, że potwierdza się wersja Bustowskiego – przynajmniej jeśli chodzi o okoliczności wezwania policji:

„30 stycznia 2015 r. policjanci Komendy Powiatowej Policji w Bolesławcu zostali wezwani do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Bolesławcu w celu podjęcia interwencji związanej z naruszeniem nietykalności cielesnej petenta. Na miejscu funkcjonariusze ustalili, że doszło do konfliktu między przedstawicielem instytucji a mieszkańcem Mysłakowic. Obie strony konfliktu twierdziły, że została naruszona ich nietykalność cielesna. Żaden z pokrzywdzonych nie potrzebował pomocy medycznej.

W związku z powyższym policjanci poinformowali Panów, że naruszenie nietykalności cielesnej jest ścigane z oskarżenia prywatnego więc już na własną rękę sprawę mogą skierować do sądu.

Z naszej strony interwencją sprawa została zakończona.”

Jak z tego wynika, „naruszona nietykalność cielesna” - chociażby w państwowym urzędzie i dotycząca interesanta oraz państwowego urzędnika – nie jest interesująca dla policji. Przyjeżdża ona, aby ustalić, czy ma udzielić pomocy medycznej.

A co ustalałaby ARiMR i policja, gdyby uciążliwy petent wziął sobie na pamiątkę kilka teczek? Czy wtedy warto byłoby dociekać, jak naprawdę przebiegały wydarzenia?

Bustowski, od dłuższego czasu skonfliktowany z ARiMR na tle dopłat i "Ułatwiania startu młodym rolnikom",  z pewnością nie jest mile widziany w ARiMR. I już choćby to powinno zwiększać determinację w zachowaniu standardów postępowania.

5 lutego minister Marek Sawicki – jak można przeczytać na stronie internetowej MRiRW – „przyjął delegację Związku Zawodowego Rolników „Solidarni” na czele z Marianem Zagórnym. Podczas spotkania omówiono najważniejsze problemy polskiej wsi oraz rolników oraz sposoby ich rozwiązania. Delegacja związkowców zasygnalizowała problemy jakie mają młodzi rolnicy w kontaktach z Dolnośląskim Oddziałem ARiMR. Marek Sawicki obiecał, że przyjrzy się sprawie i poprosi o wyjaśnienia urzędników Agencji.”

Czy zainteresowanie ministra oznacza koniec tego konfliktu?