„To są indywidualne  sprawy banków i tam proszę pytać, Zbiorczych danych nie posiadamy, w kwestiach komorniczych może pomóc Pani Krajowa Rada Komornicza” – tylko tyle i tak ma do powiedzenia po miesiącu i kilku ponagleniach – ustami Przemysława Barbricha, swojego dyrektora Zespołu PR - Związek Banków Polskich, pytany „na jakiej podstawie prawnej banki proponują swoim klientom pośrednictwo w sprzedaży ziemi, obciążonej hipoteką? Jak wyszukują nabywców? Ile ziemi obciążonej hipotecznie, należącej do zadłużonych klientów, przejęły banki za długi w ostatnim okresie (ostatnich 5-10 lat)? Ile takiej ziemi sprzedali komornicy?”

Zatem nie tylko MRiRW, ale także banki nie wiedzą, ile ziemi – polskiej ziemi - trafia do nich z powodu niewypłacalności rolników. Nie wiadomo też, na jakiej podstawie banki zastępują komorników w szukaniu nabywców na ziemię objętą hipoteką.

O to, na jakiej podstawie banki pośredniczą w sprzedaży ziemi od zadłużonych klientów pytaliśmy też w MRiRW.

„Ustawa z dnia 11 kwietnia 2003 r. o kształtowaniu ustroju rolnego (Dz. U. z 2019 r. poz. 1362, z późn. zm.)  nie reguluje kwestii związanych z pośrednictwem banków przy sprzedaży ziemi zadłużonych klientów. Jest to bowiem kwestia porozumienia pomiędzy stronami” – podawało wtedy ministerstwo.

Więcej: Bank chętnie zahandluje ziemią rolniczą

Z doświadczeń naszych czytelników wynika, że od pracowników banków słyszą konkretne oferty dotyczące sprzedaży ziemi.

Czyżby – działając w imieniu banku -  można było zastępować komorników i nie martwić się koniecznością czy zasadami ogłaszania przetargów, a klientów na kupno ziemi po prostu podsuwać zadłużonym rolnikom jako ostatnią deskę ratunku – nawet jeśli dla nich jest to raczej propozycja z gatunku nie do odrzucenia, a w przypadku odrzucenia równająca się groźbie zatopienia? Ot, takie – „sprzedaj pan ziemię”, jak „kup pan cegłę”?

Czy to zachowuje równość stron? I czy na pewno daje lepszą ochronę interesów zadłużonego rolnika, niż sprzedaż ziemi przez komornika?