Z dyskusji wynika, że rolnicy boją się podatku z jednego powodu: obawiają się, że nie sprostają machinie urzędniczej, z którą przyjdzie się im zmierzyć. To właśnie główny racjonalny powód niepokoju. Pozostałe argumenty mają charakter bardziej osobisty i emocjonalny, niż rzeczowy. Wszystkie głosy łączy natomiast jedno: brak informacji na temat tego, co może się zdarzyć i przeświadczenie, że „coś knują w ukryciu” - a to nie może być dobre dla rolnika.

Chcieliśmy przeniknąć przez tę kurtynę zasłaniającą zamiary rządu, niestety bezskutecznie. „Ministerstwo Finansów uprzejmie informuje, że zgodnie z decyzją Zespołu d/s Programowania Prac Rządu projekt dotyczący opodatkowania podatkiem dochodowym dochodów z działalności rolniczej przedstawi Minister Finansów we współpracy z Ministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi i wówczas zostanie on poddany konsultacjom społecznym i międzyresortowym. Taki projekt jeszcze nie został uzgodniony” – tyle Ministerstwo Finansów. Równie niechętne uchylaniu rąbka tajemnicy jest MRiRW. „Minister St. Kalemba uważa, że sprawa prac nad koncepcją podatku dochodowego od działalności rolniczej wymaga jeszcze rozstrzygnięć koalicji rządowej” – poinformowała rzecznik prasowy Małgorzata Książyk, odpowiadając na pytania: „Czy ostatnio konsultowane propozycje będą ostateczne? Kiedy można spodziewać się projektu ustawy w sprawie podatku?”. Jak rozumieć to stwierdzenie? Chcieliśmy wiedzieć: „Czy  minister jest zdania, że prace te w ogóle nie powinny być prowadzone, czy że ostatnia koncepcja założeń jest nie do przyjęcia?” Odpowiedź była jak echo: „Minister uważa, że cała kwestia podatku dochodowego od działalności rolniczej wymaga jeszcze prac na szczeblu koalicji rządowej”.  „A w jakim kierunku powinny pójść te prace? Czy może powinny być zaniechane? Jaka jest opinia ministerstwa do ostatnich upublicznionych założeń MF? Proszę o trochę więcej szczegółów” – kusiłam z nadzieją, że pismo „protuskowe, prorządowe, proskarbowe i ANTYROLNICZE” jednak dostanie jakąś informację. Niestety. Pani rzecznik pozostała nieugięta: „Odpowiedź na te pytania będzie możliwa po zakończeniu prac na szczeblu koalicji rządowej”.

Zatem czekajcie, Drodzy Czytelnicy, na owo zakończenie prac - albo koalicji, jak kto woli.

Warto mieć przy tym na uwadze, iż o ile Polska Ludowa wiele zawdzięczała półdarmowej pracy chłopo-robotnika (bo to i podwójna składka na KRUS i ZUS wpływała, bez konieczności wypłacania emerytury poza KRUS, i pracownik niewymagający i niekłopotliwy, ot – zrobi swoje i odejdzie), to teraz tzw. III Rzeczpospolita dużo zawdzięcza chłopo-bezrobotnym. To na wsi bowiem znaleźli schronienie wszyscy ci, którym brakowało pracy w mieście, to posiadaczom ziemi w pierwszej kolejności wypowiadano pracę – bo przecież nie zginą, mają źródło utrzymania, bezrobocia nie zwiększą, funduszu pracy nie obciążą, zasiłków żadnych nie dostaną, statystyk nie popsują.

W efekcie GUS nie może się doliczyć po ostatnim spisie rolnym ok. miliona gospodarstw i pracujących na nich – gdzieś to przepadło. Duży kłopot? A może większy byłby, gdyby milion osób wykazało dochód i chciało pracy czy zasiłku? A tak - nie ma wyliczenia dochodu, nie ma kłopotu dla państwa rządzonego przez Tuska. Czy aby nie to jest właściwym powodem trudności w opracowaniu koncepcji podatku? Bo przecież nie niechęć do równego traktowania obywateli – z konstytucyjnej zasady równości wynika, że nie można obarczyć jednych kosztami funkcjonowania państwa (wszak na ten cel pobierany jest podatek), a zwolnić z tego zaszczytu i obowiązku drugich.

Jak ten swój obowiązek wobec państwa wypełniają chłopo-bezrobotni mieszkający na wsi? Otóż są – jak za Polski Ludowej – gotowi do pracy, niewiele za nią oczekując. Furtek do kombinowania, jak przeżyć, stworzono im wiele. Odpowiedzi na pytanie: ”jak żyć” – jakoś nie ma. Zamiast przedsiębiorczości lepsze jest kombinatorstwo.

Utrzymanie zasobu ludzi znajdujących się w pewnym sensie poza państwem okazuje się bardziej potrzebne niż podatek.

Ale przecież zawsze nie da się chować głowy w piasek. Obyśmy nie byli zmuszeni do gwałtownego i wymuszonego rozwiązania tego problemu, albo – co równie groźne – do rozwiązania połowicznego, obejmującego podatkiem tych, którzy mają dochód - i zwalniającego państwo z obowiązku pomocy tym, którzy go nie mają.