Nowy Polski Ład w rolnictwie to plan obejmujący wdrożenie siedmiu działań. Rząd zapowiedział: wyższe dopłaty dla małych i średnich gospodarstw, skuteczną walkę z ASF i odbudowę produkcji trzody, także odbudowę rodzimego przetwórstwa, opracowanie powszechnego i dostępnego systemu ubezpieczeń rolnych, możliwość przechodzenia na emeryturę bez zdawania gospodarstw, bezpłatne miejsca do handlu na targowiskach, oraz ryczałt na budowę zbiornika retencyjnego.

Przeprowadzona na naszym portalu sonda nie wykazała, aby te obietnice wzbudziły entuzjazm rolników. Wyniki każą raczej domniemywać, iż adresaci rządowej "siódemki" nie ufają, bądź podchodzą z dużą rezerwą do zapowiadanych projektów.

Zapytaliśmy więc rolników reprezentujących różne branże, jak przyjmują te zapowiedzi i które z tych obietnic poprawią kondycję ich gospodarstw. Oto co usłyszeliśmy:

Emil Sobiecki - producent trzody, woj. lubelskie

Polski Ład to przede wszystkim kolejna lista przedwyborczych obietnic. Trudno nie zauważyć, że część z nich już słyszeliśmy, ale nie zostały zrealizowane. Jestem realistą i nie wierzę już w odbudowę polskiego przetwórstwa. To może było możliwe 30 lat temu, zanim wszystko zostało wyprzedane, ale nie dziś. Plany te wydają mi się kuriozalne w obecnych warunkach rynkowych i ekonomicznych. To przysłowiowe „marzenie ściętej głowy”.
Powielane są też deklaracje walki z ASF i odbudowy produkcji trzody. Mieszkam w gminie, która boleśnie doświadczyła rolników hodujących świnie i już takiej „kiełbasy wyborczej” nie kupuję. Skoro rządzący nie potrafili skutecznie działać przez dwie kadencje, to dlaczego mam uwierzyć, że nagle im się uda? A jeśli nawet rząd podejmie skuteczniejsze działania, to dlaczego miałbym się entuzjazmować tym, że politycy wreszcie wykonują swoje obowiązki?
Wyższe dopłaty unijne otrzymają niektórzy, a niektórzy niższe - i też niewielka w tym zasługa naszych włodarzy. Jakoś trudno mi też uwierzyć w sprawny i wydolny system ubezpieczeń upraw. Takie obietnice też już zresztą wcześniej słyszałem.
A na rynek z rąbanką się nie wybieram…

Łukasz Lasoń - produkcja roślinna, woj. łódzkie

Większość zapowiedzianych działań albo mnie nie dotyczy, albo mało w obecnej sytuacji interesuje. Rząd winien raczej zająć się cenami nawozów, energii i paliw, bo przy obecnych kosztach żadna produkcja się nie opłaci.
Nie stać mnie na nawozy, bo produkcję mam zakontraktowaną, ale w umowach nie przewidziano takiego skoku kosztów produkcji. Z powodu rosnącej inflacji zawiesiłem planowane inwestycje w gospodarstwie. Nie stać już mnie na nie przy obecnych cenach materiałów budowlanych.
Mówiąc szczerze, to wolałbym, aby politycy – tak na szczeblu unijnym jak i krajowym – zwyczajnie się od rolnictwa odczepili. Kolejne programy pomocowe wiążą nam tylko coraz bardziej ręce, a w perspektywie kończą się fiaskiem, albo „wychodzą nam bokiem”.
Wolałbym, żeby pozwolono nam zwyczajnie robić swoje - byśmy mogli znów produkować żywność, a nie produkować dla jakiejś jałmużny czy dopłaty. Ważniejsze, by rząd na bieżąco robił, co do niego należy – zapewniał obywatelom warunki do godnego życia i pracy.