Wiceminister Ryszard Zarudzki mówił niedawno podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi o tym, co zobaczył w Bawarii. Otóż zaprezentowano mu tam dopłaty jako system rekompensat.

- W Bawarii pokazano mi jako taki punkt docelowy po pierwsze płatności bezpośrednie nie jako środek dochodowy, tylko jako rekompensata dla rolnika z tytułów niskich dochodów – tłumaczył wiceminister i od razu zastrzegał: - Ale w Polsce mamy 760 tys. gospodarstw, które dostają do 5 tysięcy dopłat. To jakie to są wielkie pieniądze w tej całej masie?

Może i pieniądze niewielkie, ale dostrzeżenie dopłat w roli – i to nazwanej wprost, bez szukania alibi dla ich naliczania w rodzaju konieczności ocalania walorów klimatycznych czy środowiskowych - wyrównania dochodów osiąganych ze sprzedaży produkcji rolnej to nowe podejście. Nawet nie jadąc aż do Bawarii, ale bliżej, na polską wieś, można łatwo znaleźć zwolenników właśnie takiego systemu dopłat jako wsparcia do prowadzonej produkcji.

„Rolnik sprzedaje swoje produkty i dostaje rekompensatę po takiej czy po innej cenie, po kosztach, czy płatności bezpośrednie” – tłumaczył minister.

Tłumaczenie zawiłe, ale system prosty i zdrowy: za towar należy się zapłata. Jeśli jest niższa niż wartość oferowanego towaru czy ponoszone koszty, jest to rekompensowane dopłatą.

Tyle tylko, że obecny system dopłat zbudowano na zaprzeczeniu takiej wizji. Nawet coś, co nazwano „płatności związane z produkcją” są z nią obecnie związane cokolwiek odwrotnie: nie mogą prowadzić do wzrostu produkcji. Z tego powodu wprowadzono u nas właśnie obniżenie z 30 do 20 liczby krów, do której będą od tego roku należały się płatności.

- KE powiedziała, że jeśli nie zmodyfikujecie tego na następny rok – zapraszam, pisma są dostępne – jeśli nie zmodyfikujecie, a odpowiedzialność była po naszej stronie, to w przyszłym roku zabierzemy rolnikom środki w ramach płatności – tłumaczył wiceminister Zarudzki na nieco wcześniejszym posiedzeniu KRiRW i cytował unijne zapowiedzi: - Niech biorą dopłaty do 30 sztuk, a my ich zwindykujemy. To była krótka rozmowa. Dotyczyło to pomidorów, dotyczyło to roślin wysokobiałkowych, dotyczyło to malin, bo taki został wynegocjowany system płatności bezpośrednich. Ten system jest już w prawie unijnym, a teraz my się poruszamy w ramach tego obszaru. Jeszcze raz podkreślę, że należało wyjść z tego obronną ręką. Zmniejszenie do 20 sztuk gwarantowało, że rolnicy dostaną płatności, a pozostali nie będą windykowani. To nie są duże płatności. To nie jest koszt, który zagrażałby sektorowi, tylko umożliwiał racjonalizację płatności związanych – do czego? Do tego, że płatności związane z produkcją mogą być przeznaczone tylko do tych elementów, które nie grożą zwiększeniem produkcji z lat referencyjnych 2009-2013. Jeszcze raz powtórzę, że czujność ze strony kierownictwa, departamentów merytorycznych i odpowiedzialność spowodowały, iż zrobiliśmy to w ten sposób. Jesteśmy w stanie w pełni się z tego wytłumaczyć i wyjaśnić rolnikom. To jest mniejsze zło, które wprowadziliśmy z tego tytułu.

Czy mówimy jednak o uracjonalnieniu WPR, czy tylko o ucieczce przed jej absurdami?

I czy oparcie systemu dopłat na produkcji może się udać? Być może. Wymagałoby to jednak dokładnego przemyślenia nowego mechanizmu – aby nie okazało się, że znów nie nastąpiło wyrównanie dopłat w całej UE, tym razem tłumaczone np. różnicami w cenach i kosztach produkcji.

Po pierwsze źródłem dochodów rolnika byłaby więc produkcja rolnicza i wsparcie bezpośrednie. Drugim takim źródłem powinna być pozarolnicza działalność gospodarcza i wyodrębnione z tego odnawialne źródła energii – tłumaczył posłom wiceminister Zarudzki.

Wszyscy są za, tyle tylko, że ministerstwo wciąż obawia się zezwolenia rolnikom na sprzedaż do sklepów wyprodukowanych przez nich artykułów. Rząd nie widzi też możliwości pozwolenia rolnikom chociażby na prowadzenie działalności gospodarczej w siedlisku bez konieczności odrolnienia ziemi.

A może zobaczy? Projekt Kukiz’15, regulujący te kwestie, został powtórnie złożony w Sejmie.

Więcej: Jeszcze nie teraz wolnoć Tomku w swoim siedlisku

Jedno nie ulega wątpliwości: z samej redystrybucji środków dochodu być nie może. Dlatego każda aktywność powinna być wspierana, a nie ograniczana.

A dopłaty? Trzeba przede wszystkim uważać, aby nie stały się – znów - sposobem różnicowania, a nie wyrównywania dochodów rolników.