Wiceminister Ryszard Zarudzki zapowiada w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi wzmocnienie roli doradztwa publicznego. Od pół roku podległość wojewódzkich ośrodków doradztwa rolniczego została przeniesiona z zarządów województw do ministra właściwego do spraw rozwoju wsi.

- Przeniesienie podległości pozwoli, pozwoliło i pozwala na wprowadzenie jednolitych sposobów działania ODR-ów oraz przyczynia się do poprawy efektywności wykorzystania dotacji celowej przekazywanej przez ministra właściwego do spraw rozwoju wsi, w powiązaniu z rocznymi programami działania – oceniał wiceminister. - Zmiana podległości zwiększy wpływ ministra na zakres planowania i realizacji zadań przez ODR-y oraz przyczyni się do poprawy, usprawnienia przepływu informacji pomiędzy jednostkami podległymi ministerstwa rolnictwa.

Doradcy publiczni to grupa około 4,2 tys. osób. Od 2003 r. zmniejszyła się liczba osób ogółem zatrudnionych w doradztwie o blisko 1 tys. Bezpośrednio kadra doradcza i kierownicza to jest 3,5 tys. osób – wyliczał wiceminister.

- A więc jest to niezmiernie ważne narzędzie, które próbujemy podnieść z sytuacji, w której się znalazło - stwierdził Ryszard Zarudzki. - Jest to pewien proces; proces, tak jak wspomniałem, trwający od pół roku. Nie da się w pół roku wszystkiego załatwić, natomiast jesteśmy w stanie dobrze rozpoznać sytuację i przyjąć pewien plan działania, a potem ze stanowczą konsekwencją go realizować. Taki plan mamy, taki pomysł mamy i będziemy go wdrażać w kolejnych miesiącach i latach, bo nie jest to plan do zrealizowania w ciągu jednego roku.

Obecny na posiedzeniu Aleksander Zaręba, członek NSZZ RI „Solidarność”, podkreślił, że ośrodki doradztwa i ich bazy zostały zmarnowane:

- Ośrodki miały potężne bazy, jakimi były gospodarstwa. Co się z tym stało? Zostało to zmarnowane przez agencje, wydzierżawione, sprzedane.

Teraz jest potrzeba wzmocnienia ośrodków pod każdym względem, także zatrudnianych w nich osób.

- Dlatego uważam, że jest to milowy krok, który trzeba zrobić – mówił Aleksander Zaręba. - Nie jest ważne, kto kiedyś wygra jakieś wybory; postęp w rolnictwie i tak idzie przez te ośrodki. One są wyjątkowo ważne i będą miały wtedy wpływ, jeśli ich tradycje i ich działalność dorobi się dobrych ludzi. To, że ktoś jutro pójdzie do ośrodka i dostanie, jak mówił pan minister, 2 tys. zł, po czym zacznie być doradcą, to on w wielu przypadkach będzie głupszy od niejednego rolnika. Przepraszam, że używam takich słów, ale niestety, praktyka jest praktyką. A rolnik chce rozmawiać z normalnym, mądrym człowiekiem; takim, który ma wiedzę. Nie uważajcie państwo, że na wsi ludzie są tępi, głupi i jacyś tam, bo minęły te czasy, że najgłupszy z rodzeństwa zostawał na gospodarstwie. Już dziś tak nie jest. Zróbmy wszystko, żeby tak nie było, tylko aby na wsi ten temat, właśnie poprzez ośrodki, był jeszcze bardziej uwypuklony i żeby przyczynił się do postępu, którego nam tak bardzo brakuje.

Dyrektor Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie Jacek Węsierski zwrócił uwagę, że doradcy to także grupa osób zatrudnianych przez firmy:

- W czasie ostatniej dekady dokonała się wielka zmiana polegająca na tym, że na rynku pojawiła się duża liczba doradców komercyjnych, działających w różny sposób – albo indywidualnie, albo w grupach. Najczęściej są to pracownicy firm, które albo dostarczają środki produkcji, albo skupują płody rolne; ci pracownicy, będąc akwizytorami, jednocześnie są doradcami. Czasami bardzo dobrymi doradcami, ale pracującymi w bardzo wąskim zakresie, pracującymi w zasadzie tylko dla swojego pracodawcy. Tymczasem doradztwo publiczne ma charakter uniwersalny, neutralny i ma powodować, że porada, której doradca udziela, ma charakter obiektywny – mówił.

Grupa doradców komercyjnych jest liczna i może wkrótce zrównać się z grupą doradców publicznych.

 - Nasze wstępne szacunki, które robimy od początku roku, wskazują na to, że jest około 2 tys. prywatnych doradców, których mamy już w tej chwili – proszę to porównać z liczbą 3,5 tys. doradców – i spodziewamy się, że pod koniec 2017 r. lub na początku 2018 r. te liczby się zrównają - przewiduje Jacek Węsierski. - Myślę, że decyzja o dofinansowaniu doradztwa publicznego, która już została podjęta (taka decyzja zapadła rok temu) jest słuszna, tak samo jak i próba – miejmy nadzieję, że udana, bo liczę na to – powstrzymania degradacji, która rozpoczęła się kilka lat temu, kiedy nie podjęto decyzji, co robić z doradztwem.

Jacek Węsierski zapowiedział zmiany:

- Chcę zwrócić uwagę na to, że jedną z wielkich barier są nie tylko pieniądze w sensie ilościowym, ale również system finansowania publicznych jednostek doradztwa rolniczego nie sprzyja sytuacji, w której dzisiaj znajdują się one na rynku, kiedy konkurują z coraz większą liczbą prywatnych doradców. System musi się na pewno zmienić. To są trudne prace dlatego, że to nie jest tylko decyzja, czy przygotowanie decyzji przez ministerstwo rolnictwa, ale bardzo wiele innych resortów musi być w to włączonych. Trzeba brać również pod uwagę Ministerstwo Finansów, resort gospodarki – Ministerstwo Rozwoju. Wiele, wiele czynników wpływa na to, że zmiana systemu będzie wymagała bardzo wiele pracy, w tym również prac studyjnych.

A jakie są potrzeby?

Wiceminister Ryszard Zarudzki wyliczał, że 825 osób z 4,2 tys. pracowników zarabia poniżej 2 tys. zł. -Potrzeba 2,1 mln zł, żeby pokryć te fundusze. Ponadto musimy stworzyć ścieżkę kariery zawodowej – mówił. Podkreślał, że od lat nie było żadnych wydatków na inwestycje w ośrodki.

Wszystko to wywołuje dziś niezadowolenie w środowisku doradców i odchodzenie z zawodu.

- Oczywiście, że pracują – mówił Zarudzki o doradcach. - Oczywiście, że są to często świetni fachowcy, ale jest też selekcja naturalna. Oczywiście, że coś się stało. Nastąpiła polaryzacja, część ludzi odeszła i założyła własne firmy. Co teraz nam grozi, gdy jesteśmy na tym etapie? Otóż część osób mówi tak, że jak tutaj ministerstwo nie podejmie żadnych kroków...

Wiceminister nie dokończył myśli, ale jak mówił dalej, chce, aby w maju była konferencja dotycząca stanu doradztwa.

- Wtedy chciałbym informować. Mam nadzieję, że przy szerszej grupie słuchaczy; jestem przekonany o tym, że dużo osób będzie nas słuchać w internecie, bo sprawa doradztwa powinna stanąć na parlamentarnym, wyższym szczeblu, żeby powiedzieć, jak było i w jakim kierunku idziemy. Pół roku? Co my możemy w pół roku zrobić? Tyle, ile jest możliwe. Jeśli padnie takie pytanie, to powiem, co robimy - zapowiedział.