Posłowie Jan Szyszko, Dariusz Bąk i posłanka Anna Zalewska skierowali do rządu pytanie dotyczące niekontrolowanej inwazji firm o statusie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, które wymuszają stawianie wiatraków i farm elektrowni wiatrowych w gęsto zaludnionych terenach.

- Powstało już kilkaset różnych komitetów obrony, stowarzyszeń, które bronią się przed inwazją firm o statusie spółek z o.o., które wymuszają umowy dzierżawy na rolnikach, a ci z kolei, którzy już zgodzą się na taką umowę dzierżawy, wymuszają określone zachowania na swoich sąsiadach. Są to praktyki rodem z PRL-u, z czasów, kiedy rugowano polskich rolników, dlatego że były potrzebne spółdzielnie produkcyjne. Czy polski rząd tego nie widzi? Premier Donald Tusk podpisał w 2008 r. pakiet klimatyczno-energetyczny, gdzie zobowiązuje się, że do 2020 r. w bilansie energii będzie 20 proc. energii odnawialnych. Taką energią odnawialną jest energia wiatrowa. Czy jednak ma się to odbywać w takich okolicznościach? – pytał poseł Dariusz Bąk. - Burmistrzowie, wójtowie są zmuszani przez te firmy, które grożą, że jeżeli nie wydadzą oni decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięcia, to będą skarżeni do sądów. Rolnicy są po prostu bezradni. Dlaczego rząd nie reaguje na protesty, na apele wysyłane zarówno przez rolników, przez te organizacje, które się bronią, jak również przez posłów?

W odpowiedzi Mieczysław Kasprzak, wiceminister gospodarki, stwierdził, że Ministerstwo Gospodarki nie zajmuje się lokalizacją, a promowaniem odnawialnej energii i ustalaniem dobrych zasad wsparcia jej produkcji. Efektem tych działań jest szybki rozwój odnawialnych źródeł energii. Urząd Regulacji Energetyki ocenia, że na koniec 2011 r. osiągnięto 2 tys. MW mocy zainstalowanej z wiatraków. Zakłada się, że do 2020 r. 15 proc. energii będzie ze źródeł odnawialnych.

- Trzeba natomiast stwierdzić, że na dzień dzisiejszy energia odnawialna pochodząca z wiatraków jest dominującym źródłem, bo to było najprostsze, najłatwiejsze – mówił Mieczysław Kasprzak.

Wiceminister uznał za wątpliwą informację o wymuszaniu decyzji na postawienie wiatraków: - Każda inwestycja regulowana jest określonym prawem, które obowiązuje w Polsce. Jeżeli to prawo jest łamane, to są określone procedury i nie rozumiem... Pan poseł powiedział, że następuje wymuszanie. Pytanie, w jaki sposób to wymuszanie następuje, czy są dowody na to wymuszanie, kto podejmuje takie decyzje.

- Warunki środowiskowe są ściśle określone i ustalenie lokalizacji powinno nastąpić przede wszystkim w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego - mówił Mieczysław Kasprzak i uznał, że brak takich planów nie zmienia sytuacji: - Jednak w przypadku braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego są do spełnienia określone warunki i nie może być tam samowoli.

Poseł Anna Zalewska domagała się wydania rozporządzenia określającego, jakie warunki muszą być spełnione przy lokalizacji ferm wiatrowych: - Na czym ludziom zależy? Na bardzo prostej sprawie: na oddaleniu elektrowni wiatrowych. Pan dobrze wie, że nie ma żadnej normy oprócz normy hałasowej. W związku z tym są one lokowane w odległości 100–200 m od ludzkich domów, a są to elektrownie, które mają wielkość 200 m i co najmniej 3,5 MW – stwierdziła poseł i pytała: - Co stoi na przeszkodzie, jeśli chodzi o unormowanie tego w jednym rozporządzeniu, którego napisanie zajmuje 15 minut? Chodzi o to, żeby oddalić elektrownie wiatrowe zgodnie z badaniami naukowców w Polskiej Akademii Nauk, a nie ekspertów zatrudnianych przez lobbystów wiatrowych, to po pierwsze. Po drugie, proszę powiedzieć, jaki plan ma Ministerstwo Gospodarki, jeżeli chodzi o ilość gigawatów z elektrowni wiatrowych w całym pakiecie klimatyczno-energetycznym.

- Na dzień dzisiejszy 16 proc. energii wytwarza się w wiatrakach. Jest krajowy plan działania, w którym zapisano, że do 2030 r. będzie ok. 25 proc. - odparł w odpowiedzi Mieczysław Kasprzak.

Uznał, że są wystarczająco określone normy, trzeba je egzekwować od podejmujących decyzje w zakresie lokalizacji konkretnego wiatraku czy fermy wiatrowej.

Poseł Anna Zalewska nie była przekonana. - Rządy wszystkich krajów Unii Europejskiej zadbały, aby elektrownie wiatrowe były w odległości powyżej 2 km od ludzkich domów – stwierdziła.