•             Upłynął rok, odkąd nie ma choroby ASF u świń w okolicach Leśnej Podlaskiej. Rolnik pyta, kiedy będzie zniesiona strefa ochronna.

- Leśna Podlaska jest w strefie niebieskiej, to wciąż tzw. obszar zagrożenia, bo 30 czerwca upłynął rok, odkąd nie ma tam choroby ASF u świń. Żeby nie było tam strefy czerwonej, czyli obszaru objętego ograniczeniami, musi upłynąć jeszcze rok bez choroby u dzików. Zdejmowanie stref odbywa się w ten sposób, że na spotkaniach Komisji Europejskiej z państwami członkowskimi w Brukseli ustala się zasięg stref. Najbliższe takie spotkanie po 30 czerwca będzie 12 lipca i tam będziemy rozmawiać o zniesieniu stref w Leśnej Podlaskiej, a także w gminach Nurzec-Stacja i Mielnik. Spotkania w sprawie zmiany stref odbywają się mniej więcej raz na miesiąc. 

* Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt zapowiedziała oddzielenie sposobu postępowania w sprawie ASF w zależności od tego, czy choroba wystąpiła u dzików, czy u świń. Na jakim etapie są te plany po roku?

- Generalnie w tej chwili mamy sytuację taką, że projekt rozdzielenia obu sytuacji– który ujednolica zmiany prawa unijnego - powstał w styczniu, a w związku z tym, że w Czechach, a później na Węgrzech, stwierdzono afrykański pomór świń, duża część państw członkowskich zaczęła bardzo mocno przyglądać się tekstowi regulacji – i okazało się, że nie są w stanie się porozumieć. Stąd też cały czas trwają rozmowy, propozycje zapisów, w jaki sposób to rozdzielenie ma wyglądać. 

* Ile państw unijnych ma już ASF, a ile nie? Bo to pewnie wpływa na skłonność do określonego głosowania i na chęć przyjęcia zmiany w rozwiązaniach prawnych?

- Osiem. Wszyscy są skłonni do tego, żeby ten podział zrobić, bo w tej chwili już wszyscy rozumieją, że każdego może ten problem dopaść. Jest tylko problem techniczny: – rozdzielenie tak, ale na jakich warunkach? Tu jest dyskusja. 

* Skoro stawia się tak szczegółowe pytania, to pewnie odpowiedź jest blisko.

- Diabeł tkwi w szczegółach, dogadać się w gronie 28 państw często nie jest łatwo.

* Ciągle mam wrażenie, że skutki tej choroby są tylko ekonomiczne.

- Zawsze w hodowli zwierząt skutki są ekonomiczne. A jakie mają być? Liczba padłych i zabitych zwierząt, perturbacje rynkowe to są skutki ekonomiczne. Choroba nie jest zoonozą, czyli nie ma możliwości zakażenia człowieka.

* Właśnie. Liczba padłych świń jest dużo mniejsza z powodu choroby niż z powodu bioasekuracji.

- Nie przesadzajmy. Problem polega na tym, że choroba jest śmiertelna dla świń. Czy możemy powiedzieć: „A róbta, co chceta...”. Raczej nie, bo jedno ognisko to czasem kilkadziesiąt gospodarstw w promieniu 10 km, które nie mogą praktycznie przemieścić świń przez okres 30–40 dni. A i po zdjęciu zakazów związanych bezpośrednio z ogniskiem nie jest łatwo sprzedać świnie przez co najmniej rok.

* Śmiertelność w naszym klimacie okazuje się mniejsza, niż się tego spodziewano.

- Śmiertelność jest taka, jak się spodziewano, mniejsza niż się spodziewano jest tylko zaraźliwość wirusa.

* Czyli przenoszenie od dzików. To tylko potwierdza zasadność rozdzielenia sposobów postępowania przy występowaniu wirusa u świń i u dzików.

- Nie możemy powiedzieć, że w Polsce od roku choroba występuje wyłącznie u dzików. Mamy kolejne ogniska u świń w rejonach występowania przypadków u dzików. 

* Tak, i to niezależnie od tego, czy wprowadzono bioasekurację, czy nie. Myślę o przypadkach choroby w dużych gospodarstwach.

- Pytanie tylko, czy ludzie rozumieją, co to znaczy bioasekuracja. To nie jest rzucona gąbka, którą raz na dzień nasączy się płynem dezynfekcyjnym...

* ... do tego jeszcze do niedawna wąziutka....

- Dużej części wydaje się, że wiedzą, na czym polega istota bioaekuracji...

* Wprost przeciwnie, wszyscy mówią, że nie potrafią jej robić skutecznie...

- Mówię o dziennikarzach.

* Na czym więc polega bioasekuracja?

- Bioasekuracja - w skrócie - to codzienne wykonywanie wyuczonych czynności. Codzienne – czy to jest Boże Narodzenie, czy święto, czy ktoś miał urodziny, czy rodzina do niego przyjechała – on ma robić codziennie to, co jest wymagane. 

* Czy można powiedzieć, że w dużych fermach ktoś nie dopatrzył wymogów bioasekuracji – nazwijmy to – okazjonalnie? Wierzę, że ludzie zachowują się racjonalnie i jeśli mają 1000 świń pod opieką, to bardzo na nie chuchają.

- Pamiętajmy jednocześnie, że w tych dużych gospodarstwach – mieliśmy ognisko nawet w sześciotysięcznym – często obsługa świń to najemni pracownicy. Czy oni rzeczywiście odczuwają taką samą determinację, jak właściciel?

* Czy w związku z tym kolejne zalecenie bioasekuracyjne będzie takie, żeby świnią opiekował się właściciel?

- Nie. Zalecenie powinno być takie, że właściciel powinien zadbać, żeby jego pracownicy mieli tę samą determinację w zakresie bioasekuracji, co on. Należy prowadzić ich szkolenia, wymagać i sprawdzać wyuczone, właściwie zachowania.

* Myślę, że jednak wszyscy dbali, a to co się stało, to było dla wszystkich potężne nieszczęście.

- Na pewno tak, ale za każdym razem trzeba patrzeć, gdzie mogło być słabe ogniwo, ponieważ jedno wiemy na pewno: drogą kropelkową wirus się nie przenosi, to znaczy że z powietrzem przez wentylator nie przyleciał. To nie jest kwestia złapania kogokolwiek na błędzie, tylko uzyskania informacji o drodze wniknięcia wirusa do gospodarstwa i ewentualnej korekcie procedur, a być może prawa w zakresie konieczności zabezpieczenia gospodarstw.

* A jak się wirus dostał, tego do końca z pewnością jeszcze nie wiadomo w tych dużych gospodarstwach.

- Oczywiście ustalenie tego jest bardzo trudne, trochę to można porównać do śledztwa w sprawie zbrodni. Jest trup – dookoła nic się nie dzieje, proszę Pani redaktor znaleźć zabójcę.

* A po latach do akcji wchodzi „Archiwum X” i okazuje się, że zabójcą był kto inny, niż przypuszczano.

- Też tak może być, bo może się okazać po wielu miesiącach, że przyczyną wniknięcia wirusa było coś co nas zaskoczy.

* Myślę, że wiele jeszcze nie wiemy.

- Czasami można stracić wiarę, bo ile razy można powtarzać to samo: należy robić to,  przyczyną choroby jest to i to – i po dziesięciu razach słyszy się znów pytania o to samo. To czasem „orka na ugorze”. Ale ważne żeby się nie poddawać. Wszyscy na końcu będą współpracować w celu zwalczenia choroby.

* Widać, że na terenach objętych ASF ludzie są bardzo skłóceni. Jedno z drugiego wynika.

- To inna sprawa. Na razie są skłóceni – z nami, między sobą. Czasem warto zrobić reset i zacząć współpracę od nowa.

* Powtarzajmy więc cierpliwie i docierajmy do sedna. Dziękuję za rozmowę.