Posłowie Gabriela Masłowska, Beata Mazurek, Czesław Sobierajski i Krystyna Wróblewska (PiS) pytali dziś w Sejmie o działania „w sprawie defraudacji środków unijnych przeznaczonych na inwestycje dla grup producenckich w rolnictwie za rządów PO-PSL i toczących się postępowań w organach ścigania”.

Jak wskazywał poseł Gabriela Masłowska, nastąpiła wypłata środków niezgodnie z prawem - m.in. na inwestycje, których nie było, na zakupy po znacznie zawyżonych cenach. I teraz są ogromne konsekwencje tych nieprawidłowości. Jak rząd rozwiązuje te problemy?

- To co się stało, jest raczej skandalem niż pomocą dla polskiego rolnictwa – ocenił minister Jan Krzysztof Ardanowski. Jak mówił, Polska musiała już – po kontrolach unijnych – zapłacić miliard 200 mln zł kary. Na pomoc w tworzeniu grup producenckich przeznaczono ok. 8 mld zł. Po unijnych kontrolach znaczna część wydatków została zakwestionowana. Trzeba było oddać pieniądze niezbędne na rynku owocowo-warzywnym. Stwierdzono uchybienia dotyczące tworzenia sztucznych grup, nie sprawdzania planów dochodzenia (w skrajnym przypadku dochodzenie do założonych planów miało trwać ponad 300 lat) i kosztów inwestycji, odbywały się zakupy gruntów i budynków oraz maszyn  między członkami grupy i osobami blisko powiązanymi.

Nadzór urzędów marszałkowskich województw, którym to powierzono, był iluzoryczny – mówił minister. – Dlatego wszczęto 31 śledztw dotyczących 81 spraw administracyjnych, szczególnie w woj. mazowieckim i kujawsko-pomorskim - poinformował.

To wszystko jest wstydem, jaki na Polsce pozostał – sankcje może zostaną zmniejszone, ale wstyd pozostał – podkreślał minister.

Informację o stanie prowadzonych śledztw przedstawił prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Jak powiedział, trwają postępowania przygotowawcze dotyczące usiłowania lub doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez ARiMR w latach 2007-2015. Prowadzonych jest 17 postępowań przygotowawczych, łączna kwota dofinansowania dotycząca tych postępowań to 2 mld 100 mln zł, z czego wyłudzeń dotyczy kwota 600 mln zł. Postępowaniem objętych jest 20 grup producentów owoców i warzyw. Zarzuty przedstawiono w 4 śledztwach, łącznie 60 osobom, przedmiotem zarzutów jest kwota prawie 400 mln zł, a postępowania dotyczą dotacji prawie na miliard 400 mln zł.

Jak wskazał prokurator krajowy, w planach dochodzenia grupy podawały niewłaściwe dane dotyczące możliwości grupy. Kontrole miały charakter powierzchowny. Śledztwa ustalają, czy kontrolujący byli wprowadzani w błąd. Prokuratura będzie kontynuowała śledztwa – zapewnił prokurator krajowy.

Poseł Beata Mazurek pytała, czy Ministerstwo Rolnictwa ma propozycje, jak wykorzystać majątek upadających grup producenckich.

- To, co się wydarzyło, jest autentycznym skandalem – ocenił minister Jan Krzysztof Ardanowski. – Śledztwa, które są prowadzone na windykację półtora miliarda złotych pokazują, jaka skala patologii była w tym mechanizmie. Trzeba precyzyjnie ustalić, gdzie nieświadomi rolnicy zostali wkręceni w mechanizm wyłudzania pieniędzy, ale również, gdzie przedstawiciele grup brali w tym, wiedząc, o tym, że jest to działalność przestępcza, świadomie brali w tym udział. Również trzeba określić tych, którzy to nadzorowali, te urzędy marszałkowskie – przypomnę, że w Polsce za część rolniczą w urzędach marszałkowskich odpowiadają politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego – w zdecydowanej większości. Również Agencja Restrukturyzacji, która w tym czasie, którego dotyczy okres kontrolowany, była zarządzana przez polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ale nawet ta agencja zwracała uwagę urzędom marszałkowskim na brak nadzoru nad wydawanymi ogromnymi pieniędzmi. Dla mnie w tej chwili sprawą zasadniczą jest ustalenie winnych tego stanu rzeczy, który dla Polski odbił się bardzo negatywnym echem w Europie, wśród rolników europejskich i w Brukseli, gdzie panuje przekonanie, że polscy rolnicy są złodziejami, ponieważ tyle pieniędzy w sposób nieuprawniony zostało... wypłynęło – i one nie zasiliły polskiego rolnictwa. Problemy, które mamy w tej chwili na rynku owoców i warzyw są między innymi spowodowane tym, w jaki sposób te pieniądze były wydawane. Natomiast te grupy, które sobie nie poradzą na rynku, nie mogą pozostać – te obiekty wybudowane - nie mogą pozostać bez gospodarza, a tym bardziej nie mogą trafić w ręce konkurencji zachodniej. Dlatego jest przygotowywany w tej chwili mechanizm, przy pomocy Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, również planowanego holdingu spożywczego – żeby ten majątek, który ma służyć polskim rolnikom, ponieważ taki był cel wydatkowania tych pieniędzy... będą przejmowane do zasobu skarbu państwa po to, by od przyszłego sezonu wegetacyjnego, sezonu handlowego, służyć polskim rolnikom.

Minister podkreślił, że działanie to jest zgodne z celem wydatkowania pieniędzy.

- Będę się starał, żeby wszystkie obiekty, które  pojawią się w związku z tym mechanizmem upadania grup, tym bardziej, że niektóre grupy sztucznie utworzone, zostały utworzone tylko po to, żeby przejąć pieniądze unijne, nie po to, żeby prowadzić jakąkolwiek działalność handlową, żeby pomagać rolnikom... tym większa jest odpowiedzialność tych, którzy do tego doprowadzili, którzy wręcz inspirowali, politycznie  inspirowali rolników w grupach producenckich, żeby z tych pieniędzy łatwo korzystali. Trzeba, proszę państwa, karać nie miecz, a rękę, która ten miecz trzymała – i ta odpowiedzialność polityczna, jestem przekonany, zostanie rozliczona. A do Prokuratury Krajowej wniosek, prośba o przyspieszenie prac związanych z wyjaśnieniem tych wszystkich patologicznych sytuacji.

Podobne działania minister zapowiadał wcześniej.

Więcej: Holding spożywczy pomoże branży owocowo-warzywnej?