Kompetencje poszczególnych inspekcji nakładają się, między organami kontrolnymi nie ma współpracy, za to dochodzi do kompetencyjnych sporów. Nadzór nad ubojem zwierząt jest niedostateczny, na co wpływ mają problemy kadrowe i niedofinansowanie służb kontrolnych. Nie działa system kontroli sprzedaży internetowej żywności. To tylko niektóre z wniosków, jakie płyną z informacji Najwyższej Izby Kontroli na temat stanu systemu kontroli żywności w naszym kraju, przedstawionej na dzisiejszym posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa.

Jak poinformował Piotr Walczak, dyrektor delegatury NIK w Łodzi, który referował raport, NIK sporządziła go w oparciu o wyniki 9 kontroli przeprowadzonych w ciągu ostatnich 6 lat, oraz wyniki 5 audytów przeprowadzonych w Polsce przez Komisję Europejską dotyczących bezpieczeństwa żywności. -Niestety, sformułowane w wyniku tych kontroli wnioski systemowe i zalecenia, które miały poprawić stan organizacji służb kontroli żywności, nie zostały do tej pory zrealizowane – powiedział przedstawiciel NIK.

Bałagan w kompetencjach

NIK w raporcie zwraca uwagę na rozproszenie i niejednolitość urzędowych kontroli żywności. Poszczególne inspekcje często dublują się w swoich obowiązkach. Prowadzi to do sporów kompetencyjnych między inspekcjami. Problemy te wynikają m.in. z faktu, że urzędowa kontrola regulowana jest przez wiele niespójnych aktów prawnych. Nieprecyzyjne są w nich choćby zapisy dotyczące zasad ustalania kar za naruszenie przepisów żywieniowych, co rodzi też zagrożenia korupcyjne.

W Polsce uprawnionych do dokonywania zewnętrznych kontroli żywności jest wiele instytucji państwowych, tj. Państwowa Inspekcja Sanitarna, Inspekcja Weterynaryjna, Inspekcja jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. W system nadzoru zaangażowane są również Krajowa Administracja Skarbowa (w zakresie importu i eksportu), oraz Inspekcja Ochrony Środowiska. Organa kontroli wspomagają w tym zakresie Państwowy Instytut Weterynaryjny oraz Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny.

„Mimo, że kompetencje są podzielone między inspekcjami, to często wzajemnie nakładają się na siebie i nie zawsze są w pełni czytelne. PIS zajmuje się produktami pochodzenia niezwierzęcego, zaś w odniesieniu do produktów zwierzęcych interesuje ją tylko żywność znajdująca się w handlu detalicznym. Pozostałą żywność pochodzenia zwierzęcego kontrolują zaś organy Inspekcji Weterynaryjnej, ale tylko w obrocie hurtowym. Jakość handlową produktów rolno-spożywczych w produkcji, obrocie hurtowym i detalicznym kontrolują organy IJHARS.” – czytamy w raporcie NIK.

Izba wskazuje również na zbytnie zawiłości w zakresie rodzaju wymagań, których przestrzeganie kontroluje dana inspekcja: „Bezpieczeństwo żywności kontrolują organy PIS, IW i częściowo PIORIN (kontrola pozostałości środków ochrony roślin w płodach rolnych), jakość handlową - IJHARS. Inspekcja Jakości Handlowej kontroluje zarówno żywność pochodzenia zwierzęcego, jak i roślinnego, jednak wyłącznie w zakresie wykraczającym poza wymagania sanitarne, weterynaryjne lub fitosanitarne. W tym wypadku kryterium podziału kompetencji pomiędzy organami PIS i IW a IJHARS jest nie rodzaj produktu żywnościowego (definicja żywności i artykułu rolno-spożywczego mają krzyżujące się zakresy) czy też etap produkcji, lecz rodzaj obowiązków związanych z produkcją i obrotem na rynku.”

Brakuje pieniędzy i współpracy

Bałagan kompetencyjny i brak przejrzystych regulacji prawnych to jedna strona medalu. Druga to niedoinwestowanie organów kontroli, oraz wynikające stąd braki kadrowe i sprzętowe. Aż 70 proc. umów o pracę rozwiązywanych jest w inspekcjach na wniosek pracowników – podaje NIK w raporcie. Kontrolowane inspektoraty miały ogromny problem z zatrudnieniem z powodu niskich płac, szczególnie dla weterynarzy. W efekcie zatrudniane są osoby z wykształceniem pokrewnym lub zgoła odmiennym. Tymczasem służby są obarczane wciąż dodatkowymi obowiązkami – inspekcja sanitarna zaangażowana jest w walkę z pandemią wirusa SARS-CoV-2, a inspekcja sanitarna walczy z wirusem ASF. Ochrona bezpieczeństwa żywności lub jakości żywności jest w większości przypadków tylko jednym z wielu obowiązków poszczególnych inspekcji.

Jak ustaliła w trakcie przeprowadzonych kontroli NIK, poszczególne organy kontrolne nie współpracują ze sobą należycie i nie wymieniają informacji. IW i PIS nie przekazywały między sobą informacji o przypadkach nielegalnie prowadzonej produkcji artykułów żywnościowych. Stwierdzono też spory kompetencyjne pomiędzy Inspekcją Weterynaryjną a Państwową Inspekcją Sanitarną dotyczące nadzoru nad produktami pochodzenia zwierzęcego. Dla przykładu, fakt zafałszowania konkretnego środka spożywczego może być przedmiotem zainteresowania aż trzech inspekcji (PIS, IW albo IJHARS) w zależności od tego, czy czynniki tego zafałszowania powodują naruszenie bezpieczeństwa środka spożywczego, czy ekonomicznych interesów konsumenta. Co ciekawe, w pierwszym przypadku zafałszowanie jest przestępstwem, a w drugim administracyjną karą pieniężną.

Poszczególne inspekcje zawarły ze sobą porozumienia, ale nie zawsze są one wdrażane w życie i nie mogą zastąpić uregulowań ustawowych. NIK poinformowało na przykład, że porozumienie o współpracy między Inspekcją Weterynaryjną a Inspekcją Transportu Drogowego nie było w pełni realizowane. Wspólne działania w zakresie zasad i warunków transportu zwierząt podejmowano rzadko.

„Inspekcje odpowiedzialne za kontrolę żywności nie informowały się też wzajemnie o wykryciu niezarejestrowanej produkcji i obrocie artykułami rolno-spożywczymi. Unijny audyt z 2019 r. wykazał, że organy Inspekcji Sanitarnej nie znały liczby niezarejestrowanych podmiotów prowadzących produkcję podstawową. Brak współpracy między Państwową Inspekcją Sanitarną i Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz brak dostępu do innych baz danych podmiotów prowadzących taką produkcję nie pozwalał na identyfikację wszystkich takich firm, które nadzoruje Inspekcja Sanitarna. Co warte podkreślenia, z identyczną sytuacją zespoły audytowe zetknęły się w trakcie wcześniejszych audytów w 2013 i 2016 r. Kontroli PIS podlegają zatem jedynie te podmioty, które zdecydują się na rejestrację.” – czytamy w informacji NIK.

Ubój zwierząt i produkcja żywności

Według informacji NIK, w latach 2014-2016 Inspekcja Weterynaryjna właściwie nie pełniła żadnego nadzoru nad ubojem zwierząt gospodarskich, a nadzór nad transportem własnych zwierząt przez rolników sprawowała jedynie marginalnie. Główny Lekarz Weterynarii nie miał informacji o skali tego uboju, ani o jego kontrolach dokonywanych przez lekarzy weterynarii. Powiatowi lekarze weterynarii praktycznie nie kontrolowali zgłoszonych ubojów gospodarczych, nie znali zakresu stosowania przepisów o ochronie zwierząt, zakresu rejestracji ubojów, ani kwalifikacji osób przeprowadzających ubój. Unijni audytorzy ocenili nasz system kontroli jako nieefektywny i nieodstraszający przed podejmowaniem nielegalnych działań.

Kontrole NIK wykazały też, że nadzór weterynaryjny nie pozwala na rzetelną ocenę zasadności i prawidłowości stosowania antybiotyków u zwierząt, oraz nie gwarantuje ochrony konsumentów przed skutkami ich nieprawidłowego stosowania. Służby weterynaryjne w opinii Izby nie stworzyły również mechanizmu ujawniania nielegalnej działalności przez producentów żywności pochodzenia zwierzęcego. „IW stwierdzała takie przypadki głównie po informacjach od konsumentów lub innych uczestników obrotu gospodarczego, a nie z własnego rozpoznania.” – czytamy w raporcie.

Konsolidacja od zaraz?

W grudniu ub.r. NIK wspólnie z naukowcami z uczelni rolniczych opracował rekomendacje, które mają wzmocnić system i podnieść poziom bezpieczeństwa żywności. Główny postulat to przekazanie ogółu kompetencji związanych z kontrolą żywności jednemu z istniejących organów kontroli żywności lub powołanie nowej wyspecjalizowanej inspekcji podległej ministrowi właściwemu do spraw zdrowia. Jak przypomniano, w 2017 r. Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o Państwowej Inspekcji Bezpieczeństwa Żywności. Jej założenia były zbieżne z rekomendacjami Najwyższej Izby Kontroli, jednak ustawa nie została skierowana na drogę legislacyjną.

-Choć mówimy dziś o rzeczy najważniejszej dla ogółu społeczeństwa, jaka jest bezpieczeństwo żywności, nie ma dziś z nami ani ministra rolnictwa, ani nawet żadnego sekretarza stanu. A reforma systemu kontroli żywności była przecież jednym z punktów programu PiS przed wyborami – zauważyła posłanka Dorota Niedziela (PO), wiceprzewodnicząca sejmowej komisji rolnictwa.- Dyskusja o braku spójności przepisów i kompetencjach służb trwa od wielu lat. Tak minister Krzysztof Jurgiel, jak i Krzysztof Ardanowski obiecywali nam konsolidację służb i uporządkowanie kwestii nadzoru nad bezpieczeństwem żywności. Żadna z tych inicjatyw nie weszła jednak na ścieżkę legislacji. Wszystkie wnioski z raportu NIK świadczą, że nie zrobiono w tym zakresie nic. Należałoby więc zapytać, w czyim interesie jest blokowanie łączenia inspekcji?