Poseł Miszalski jest - jak można wywnioskować z jego interpelacji - raczej gorącym zwolennikiem unijnych propozycji w zakresie drastycznego ograniczania stosowania ś. o. r. 

- Na forum Unii Europejskiej Polska pozostaje wciąż krajem niezmiennie krytycznym wobec strategii „od pola do stołu” oraz domagającym się osłabienia przepisów, które przyczyniłyby się do ograniczania użycia chemicznych środków ochrony roślin - zauważa poseł i zaznacza, że w jego opinii, jest to jednak dla polskiego rolnictwa sprawa o najwyższym znaczeniu z uwagi na pogłębiający się problem zanieczyszczenia wody i gleb środkami ochrony roślin, a także coraz powszechniejszą praktykę stosowania chemicznych środków do desykacji zbiorów.

W jego ocenie, powszechne i wzrastające zastosowanie syntetycznych pestycydów w rolnictwie – w formie zapraw nasiennych oraz oprysków - przyczynia się do występowania i pogłębienia takich problemów jak kryzys klimatyczny i degradacja zasobów naturalnych (zwłaszcza zanieczyszczenia wód i gleb), utrata różnorodności biologicznej, w tym populacji owadów zapylających, od których zależne jest plonowanie 80% gatunków roślin uprawnych, zagrożenie dla zdrowia ludzi czy uzależnienie rolników od ich stosowania, co w sytuacji rosnących cen środków do produkcji rolnej wskazuje na potrzebę raczej uwolnienia się od tej zależności i wsparcia rozwiązań będących alternatywą dla używania chemicznych pestycydów.

Zdaniem posła Miszalskiego, zakres i skala tych problemów staje się coraz poważniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywnościowego, które przede wszystkim powinno opierać się na jak największej ochronie zasobów wodnych, zasobów glebowych oraz różnorodności biologicznej. Jest to kluczowe dla osiągnięcia zrównoważonej produkcji w rolnictwie, będącej gwarantem rzeczywistego bezpieczeństwa żywnościowego.

Dlatego też poseł zapytał wicepremiera Henryka Kowalczyka, jakie jest stanowisko naszego kraju wobec przedstawionej 22 czerwca br. przez Komisję Europejską propozycji legislacyjnej dotyczącej ograniczenia stosowania chemicznych środków ochrony roślin.

Propozycje KE nie uzyskają poparcia ze strony Polski

- Pragnę zapewnić, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi dużą wagę przykłada do ograniczania ryzyka związanego ze stosowaniem środków ochrony roślin oraz uniezależniania rolnictwa od chemicznych środków ochrony roślin. Świadczą o tym tak przyjęte w Polsce rozwiązania legislacyjne, jak i realizowany już drugi dla Polski Krajowy Plan Działania na rzecz ograniczenia ryzyka związanego ze stosowaniem środków ochrony roślin. Rozwiązania takie jak obligatoryjne szkolenia dla osób stosujących środki ochrony roślin czy obowiązkowe kontrole sprawności technicznej opryskiwaczy zostały przyjęte w polskim prawie krajowym jeszcze przed akcesją do Unii Europejskiej, na długo przed wprowadzeniem tych rozwiązań na poziomie prawa unijnego. Polska była zatem jednym z prekursorów dla tych rozwiązań - zaznacza w odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister Lech Kołakowski.

Jak zauważa, zużycie środków ochrony roślin w Polsce w przeliczeniu na powierzchnię upraw jest przy tym niższe od średniej wartości dla Unii Europejskiej i niższe niż w szeregu państw o podobnych warunkach rolniczych i klimatycznych. - Nieuzasadnione i wręcz krzywdzące są zatem sugestie, iż Polska przeciwna jest ograniczaniu zagrożeń związanych ze stosowaniem środków ochrony roślin - podkreśla wiceminister.

- Niestety, przedstawiony przez Komisję Europejską projekt rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie zrównoważonego stosowania środków ochrony roślin i w sprawie zmiany rozporządzenia (UE) 2021/2115 jest dalece rozczarowujący, a proponowane rozwiązania są nieadekwatne do zakładanych celów. W obecnym kształcie nie może on zatem zyskać poparcia - kontynuuje Lech Kołakowski.

W ocenie wiceministra, proponowane w projekcie rozwiązania miałyby istotny negatywny wpływ na bezpieczeństwo żywnościowe i konkurencyjność unijnego rolnictwa, a także prowadziłyby do zwiększenia uzależnienia unijnego systemu żywnościowego od importu żywności. - Powyższe zagrożenia są szczególnie aktualne w kontekście zdarzeń zakłócających łańcuchy dostaw, jak pandemia COVID-19 i wojna na Ukrainie, czego projekt nie uwzględnia - podkreśla wiceszef resortu rolnictwa.

KE powinna jeszcze raz dobrze się przyjrzeć proponowanym przepisom

Jak zaznacza, ocena wpływu dla projektu rozporządzenia została opracowana przez Komisję Europejską przed agresją Rosji na Ukrainę i powinna zostać dokonana ponownie w kontekście diametralnie zmienionej sytuacji żywnościowej na świecie.

- Szczegółowe zastrzeżenia wobec ujętych w projekcie rozwiązań dotyczą zatem przede wszystkim krajowych celów redukcyjnych dotyczących ograniczenia stosowania środków ochrony roślin i ryzyka z tym związanego, które miałyby być ustalane wg ściśle określonych zasad matematycznych. Powyższe cele, dla których bazą są czysto ambicjonalne i polityczne założenia strategii Od pola do stołu, nie uwzględniają bowiem potrzeb ochrony roślin - informuje Lech Kołakowski.

Wiceminister podkreśla, że radykalne ograniczenie stosowania środków ochrony roślin w państwach o niskim ich zużyciu na ha (czyli m.in. w Polsce), spowodować może brak możliwości zapewnienia ochrony roślin, a tym samym utrzymania produkcji.

- Państwa członkowskie o niższym zużyciu środków ochrony roślin straciłyby ponadto możliwość efektywnego reagowania na nowe zagrożenia ze strony agrofagów (w tym związane ze zmianami klimatycznymi, zwiększającym się międzynarodowym obrotem handlowym, czy mobilnością ludzi) - uważa Lech Kołakowski.

W jego ocenie, zagrożenia te wynikają tak z pojawiania się nowych agrofagów (szkodników i patogenów roślin), dotychczas niewystępujących na danym terenie, jak i ze zmian biologii rodzimych agrofagów zwiększających ich szkodliwość – jak np. większa liczba pokoleń w ciągu roku, wcześniejszy pojaw w uprawach roślin, etc. Dużym problemem dla ochrony upraw przy stale zmniejszającej się palecie dostępnych środków ochrony roślin, staje się też odporność agrofagów na dostępne preparaty.

Jak uchronić UE przed importem produktów gorszej jakości?

- Z zadowoleniem przyjmuję, że Pan Poseł dostrzega problem importu do Unii Europejskiej żywności produkowanej przy niższych niż unijne standardach środowiskowych - podkreśla w odpowiedzi Lech Kołakowski.

Jak jednak przyznaje, brak jest obecnie ze strony Komisji Europejskiej propozycji mechanizmów ograniczających to zjawisko.

Wiceminister zauważa, że badanie importowanej żywności na obecność pozostałości środków ochrony roślin nie rozwiązuje problemu, ponieważ preparaty stosowane na wczesnych etapach produkcji nie pozostawiają śladów w płodach rolnych.

- Tym samym wynikające z projektu ograniczenie produkcji rolnej w Unii Europejskiej nie tylko stwarzałoby nieakceptowalne ryzyko żywnościowe dla obywateli, ale w ujęciu globalnym zagrażałoby bioróżnorodności poprzez kompensowanie niedoborów unijnej żywności jej produkcją w krajach, które nie stosują adekwatnych do unijnych standardów - podkreśla Lech Kołakowski.

Ministerstwo oczekuje zatem, że Komisja Europejska dążąc do ograniczenia stosowania środków produkcji w rodzimym rolnictwie, zaproponuje mechanizmy efektywnie chroniące naszych producentów przed konkurencją ze strony rolników z państw trzecich, nieprzestrzegających analogicznych do unijnych standardów produkcji.

W związku z powyższym, w ramach prac nad projektem nowych przepisów Polska będzie konstruktywnie poszukiwać rozwiązań ograniczających ryzyko związane ze stosowaniem środków ochrony roślin, przy zachowaniu nienaruszonej podstawowej funkcji rolnictwa, jaką jest produkcja żywności. Priorytetem dla nas powinno być bowiem zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego obywateli, przy jednoczesnym przestrzeganiu zrównoważonych metod produkcji.

- Dążąc do ochrony zasobów naturalnych w ujęciu globalnym, z uwagi na obowiązujące w Unii Europejskiej rozwiązania prośrodowiskowe, powinniśmy zwiększać produkcję żywności, także z myślą o eksporcie, a nie ograniczać ją na rzecz państw, w których standardy takie nie obowiązują - podkreślił w odpowiedzi na interpelację poselską wiceminister Lech Kołakowski.