Według reprezentanta resortu rolnictwa, polski sektor spożywczy świetnie sobie poradził w dobie pandemii. Eksport polskiej żywności po przejściowym załamaniu wzrósł. Wiele zaś w tym względzie zdziałali sami rolnicy i przedsiębiorcy, oczywiście ze wsparciem rządu.

Nie wiadomo jednak, jak nasze rolnictwo poradzi sobie z „zielona rewolucją”, na jaką zanosi się w UE. Jak zauważył Waldemar Guba, dyskusja o nowej strategii dla unijnego rolnictwa wciąż trwa i wciąż brak konkretów, do których można się jednoznacznie odnieść. Wiele szczegółów wciąż jest niejasne, a to one decydować będą przyszłości gospodarstw i rolników.

- Wyznaczane w strategiach cele mają charakter aspiracyjny, ale brakuje analizy skutków ekonomicznych i gospodarczych, jakie te strategie za sobą pociągną. Ważne jest również, by wszystkie kraje członkowskie były traktowane według równych zasad i zapewniono równe warunki konkurencji – podkreśla Waldemar Guba.

- Jeśli mówimy o ograniczaniu zużycia nawozów, to nasuwa się przede wszystkim pytanie, czy poziom wyjściowy ustala średnia dla całej UE, czy średnia w danym kraju. Polscy rolnicy stosują obecnie dużo mniej nawozów czy śor, niż farmerzy w Europie Zachodniej. Jeśli będą mogli wysiać tylko połowę obecnie stosowanych nawozów, z pewnością uzyskają niższe plony – wylicza przedstawiciel resortu rolnictwa. - Nie wiemy, na ile w sposób bezpieczny możemy zredukować zużycie nawozów bez straty w wielkości produkcji.

- Strategiczny w nowej WPR cel 25 proc. użytków dla rolnictwa ekologicznego również jest krytycznie oceniany – powiedział prelegent z MRiRW. -Ten cel nie znajduje uzasadnienia w trendach konsumenckich. Przecież cała produkcja żywności w UE odbywa się w warunkach podwyższonych standardów względem innych krajów Europy i świata. Jak przekonać konsumentów, by za żywność płacili jeszcze więcej?

Jak przyznał Waldemar Guba, ta „bardzo zielona rewolucja” dokonuje się w bardzo trudnych czasach.