Ta historia ma już dwa lata. 5 kwietnia 2017 roku na posesji pana Tomasza pojawili się – nigdy wcześniej przez niego nie widywani – przedstawiciele organizacji „Pogotowie dla zwierząt”.

- Powiedzieli mi, że hodowane przeze mnie psy i koty żyją w złych warunkach i że zabierają zwierzęta. Byli w asyście policji. Nie chciałem oddać zwierząt, to odwieziono mnie do aresztu na 48 godzin.

Dalszy ciąg wydarzeń relacjonuje więc żona pana Tomasza.

- Najpierw wywieźli psy i koty – mówi pani Agnieszka. - Na podwórku ustawili przyczepę mieszkalną i zostali w niej na noc,  żeby następnego dnia zabrać jeszcze i krowy, chociaż jak przyjeżdżali, to nie mieli zamiaru tego zrobić. W radiowozie policyjnym przed oborą jedli, śmiali  się i puszczali głośną muzykę. Syn mówił, że były jeszcze dwa samochody ze stowarzyszenia, stały u sąsiadów. Nikt ze stowarzyszenia oczywiście nie wydoił krów, musiałam wydoić je sama. Następnego dnia przyjechał inny samochód transportowy i wywieźli jeszcze i krowy. Przy zabieraniu krów bili je i śmiali się. Mnie powiedzieli, że mąż po powrocie z aresztu może być agresywny, zrobić mi i dzieciom krzywdę. Powinnam więc wyjechać – albo do domu opieki, albo do rodziny. Postanowiłam wyjechać do matki do Warszawy. Spakowali do worków na śmieci mnie i dwoje dzieci i odwieźli swoim samochodem.

Dopiero po trzech tygodniach, 26 kwietnia do Urzędu Gminy w Parysowie wpłynął wniosek stowarzyszenia o wydanie decyzji „o czasowym odebraniu 73 psów, 6 kotów i 29 krów”, w trybie artykułu 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt, „przekazanie psa pod czasową opiekę <Pogotowia dla zwierząt>” oraz „obciążenie właściciela kosztami transportu, leczenia i koniecznego utrzymania zwierząt”.

Przypomnijmy, że ten tryb postępowania może być stosowany w nagłych przypadkach. Art. 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt głosi: „W przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy dalsze pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego właściciela lub opiekuna zagraża jego życiu lub zdrowiu, policjant, strażnik gminny lub upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej, której statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, odbiera mu zwierzę, zawiadamiając  o tym niezwłocznie wójta (burmistrza, prezydenta miasta), celem podjęcia decyzji w przedmiocie odebrania zwierzęcia.”

Więcej: Zamiast weterynarii - organizacje społeczne?

Po zabraniu mienia pana Tomasza stowarzyszenie nie spieszyło się więc z wystąpieniem o wydanie decyzji. Niestety nie spieszył się również wójt – decyzja została wydana dopiero 12 lipca. I bez znaczenia dla pana Tomasza było już, że wójt odmówił odebrania zwierząt – wszak sytuacji nie dawało się odwrócić, a zwierząt odszukać.

W decyzji wójt powołał się na opinie urzędowego lekarza weterynarii i lekarza prywatnego, pod opieką których pozostawały zwierzęta utrzymywane w gospodarstwie. Z uzasadnienia decyzji wynika nie tylko brak elementarnej wiedzy o życiu, ale nawet o zwierzętach, demonstrowany przez stowarzyszenie wnioskujące o wydanie decyzji.

Stowarzyszenie wystąpiło jednak o uchylenie tej decyzji ze względów formalnych – i decyzja została uchylona. Nowej do dziś nie wydano.

Tymczasem pan Tomasz został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami – postępowanie karne trwa do dziś.

- Stowarzyszenie „Pogotowie dla zwierząt” postanowieniem sądowym z lutego 2018 roku zostało rozwiązane, kierujący nim Grzegorz Bielawski odwołuje się od tej decyzji i z tego co wiem prowadzi jednak działalność – mówi pan Tomasz. – Dla mnie miało to jednak takie znaczenie, że sąd zaczął i mnie słuchać, a nie traktować jak oprawcy. Bo wcześniej takie miałem wrażenie, że każdy mnie potępia, jako krzywdzącego zwierzęta. Teraz dopiero widać, że moje doświadczenie nie było czymś wyjątkowym. Problem w tym, że kolejne posiedzenia sądu są mało owocne, bo wzywani na przesłuchania członkowie stowarzyszenia nie stawiają się przed sądem.

Pan Tomasz nie jest w stanie przewidzieć, kiedy zakończy się wytoczona mu sprawa karna. Jak mówi, wójt nie wydaje nowej decyzji, bo czeka na wyrok w sprawie karnej.

Zatem stan na dziś jest taki, że pan Tomasz stracił – bez decyzji stosownego organu - gospodarstwo i udowadnia swoją niewinność przed sądem karnym. Może to potrwać, wszak nikomu poza nim już się nie spieszy.

- Krowy sprzedano, psy też, tyle udało mi się ustalić – mówi pan Tomasz. – Nie mam gospodarstwa, zatrudniłem się jako ochroniarz. Czas dzielę na pracę i wizyty w Warszawie u żony i dzieci. Córka ma 17 lat, syn 15, oboje musieli zmienić szkołę w trakcie roku szkolnego, kolejna zmiana to więc niełatwa decyzja. Syn chciał kiedyś przejąć gospodarstwo, ale teraz to już nie wiem, jak będzie…

W Sejmie jest kolejny projekt zmian w ustawie o ochronie zwierząt – pozostawia stowarzyszeniom możliwość odbierania zwierząt i daje 7 dni na wydanie decyzji o odebraniu. Zrezygnowano z zamiaru wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych i uboju rytualnego.

Więcej: Czabański: Ustawa o ochronie zwierząt ma ukrócić patologię w systemie opieki nad zwierzętami

Zmian w obecnie obowiązującej ustawie domaga się też Rzecznik Praw Obywatelskich, który w wystąpieniu do ministra rolnictwa stwierdził m.in.:

„Niezbędne jest uzupełnienie ustawy o zapis, że niestwierdzenie przez właściwy organ podstaw do czasowego odebrania zwierzęcia wywołuje ten sam skutek, co nieorzeczenie przez sąd karny przepadku zwierzęcia. Do RPO docierają sygnały, że nawet przy ostatecznym umorzeniu i postępowania administracyjnego i postępowania karnego, podmioty, które odebrały zwierzę od właściciela, uchylają się od jego zwrotu”.

Więcej: Trudniej będzie odebrać zwierzę właścicielowi?

Trzeba zastanowić się jednak, czy przy odbieraniu zwierząt „w trybie nagłym” nie wprowadzić obowiązku obecności weterynarza, dokumentującego na miejscu i bez zwłoki zagrożenie życia i zdrowia zwierząt, będące podstawą do odebrania. Natychmiastowy kontakt z weterynarzem wydaje się oczywisty w przypadku zagrożenia życia i zdrowia zwierząt, co jest przecież podstawą takiego odebrania. Nawet 7 dni na wydanie decyzji przez wójta nie zmieni sytuacji osób, których zwierzęta trafią już do obrotu i będą nie do odzyskania przez właścicieli.

A czy w ogóle zostawić prawo takiego odbierania zwierząt stowarzyszeniom? Organizacje działające na rzecz zwierząt grupują amatorów, nieświadomych często sytuacji, w której uczestniczą. W podobnych jak pana Tomasza przypadkach pozostaje im rozważanie gorzkiej prawdy, że dobrymi chęciami piekło brukowane. Nie jest to pewnie przyjemne, ale i nie stanowi tragedii. A właściciel zwierząt zostaje bez majątku i staje wobec konieczności zmywania piętna, którym zostaje naznaczony.

Pan Tomasz jest też członkiem jednej z organizacji „zwierzolubów”.

- Może pan uczestniczyć w podobnych prozwierzęcych akcjach? – pytam.

- Ja bym nie umiał czegoś takiego zrobić drugiemu człowiekowi, ja się na wsi wychowałem… - słyszę w odpowiedzi.

Bez wątpienia najpierw organizacje „prozwierzęce” powinny umocnić swoją pozycję w życiu społecznym, propagować humanitarne traktowanie zwierząt i umieć oceniać warunki ich życia, a dopiero potem sięgać po ustawowe wyposażenie w prawo do odbierania zwierząt właścicielom – i robić z niego użytek.

Co nie zmienia faktu, że obowiązek reagowania na krzywdę zwierząt ma każdy. Najlepiej jednak tę krzywdę potrafi ocenić weterynarz. To jego trzeba więc natychmiast wzywać w podobnych przypadkach, wręcz trudno sobie wyobrazić nieudzielenie zwierzęciu niezwłocznej pomocy w sytuacji, która zagraża jego życiu lub zdrowiu. A osobą właściwą do takiego działania jest przecież lekarz weterynarii. Zdjęłoby to z organów państwa kłopot w postaci rozstrzygania sytuacji po nawarstwieniu się problemów – dlatego do tego nawarstwiania się nie można dłużej dopuszczać.

A sprawa pana Tomasza ma już kilka takich warstw – zdaniem Cieślaków „zwierzolubów” wezwali i wykorzystali sąsiedzi, aby pozbyć się rodziny, gdyż jest tu kilka zadawnionych konfliktów o posiadłość. Gmina próbowała też ograniczyć władzę rodzicielską Cieślakom, ale sąd odrzucił ten pozew.

Kolejna sprawa karna pana Tomasza jutro. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy proces zostanie zakończony i czekamy na informacje gminy o postępach w sprawie wydania decyzji administracyjnej.

Dwa lata to z pewnością wystarczający okres, aby zbadać podstawy do odebrania komuś majątku w trybie nagłym.