• W przewozach międzynarodowych transportowanych jest około 2,2 mld zwierząt rocznie.
  • Znaczna część transportów pozostaje poza kontrolą ITD, mimo że często zwierzętom nie są zapewnione odpowiednie warunki.
  • Problem niehumanitarnych warunków transportu zwierząt na długich dystansach nagłaśniają organizacje prozwierzęce i apelują o ich wstrzymanie.
  • Otwarte Klatki zbierają podpisy pod petycją do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi o zakończenie transportowania zwierząt na długich dystansach.
  • Czy skończy się import duńskich prosiaków do tuczu? Co będzie z eksportem polskiego bydła?

Kwestia zakazu chowu klatkowego zwierząt  wydaje się być przesądzona. Wkrótce decyzję w tej sprawie podejmie KE, a warto dodać, że tę ideę wspiera Janusz Wojciechowski, komisarz UE ds. rolnictwa. Teraz organizacje prozwierzęce wzięły sobie za cel dobrostan zwierząt w transporcie. Stowarzyszenie Otwarte Klatki zbiera aktualnie podpisy pod petycją do Ministra Rolnictwa o zakończenie transportowania zwierząt na długich dystansach. Apel podpisało już ponad 42 tys. osób. Po zebraniu 50 tys. podpisów petycja trafi do resortu rolnictwa. Czy tym samym skończy się import duńskich prosiaków do tuczu nakładczego? Ba, co będzie z eksportem polskiego bydła?

Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało też pod koniec maja pierwszy w Polsce raport dotyczący transportu żywych zwierząt na terenie naszego kraju i w Unii Europejskiej. Z tej okazji 31 maja br. została przeprowadzona konferencja online, w której wzięli udział Jarosław Urbański (autor raportu, związany z Zachodnim Ośrodkiem Badań Społecznych i Ekonomicznych), Katarzyna Kulikowska (specjalistka ds. transportu zwierząt w Animal Welfare Foundation) oraz inspektor Waldemar Dmochowski z Inspekcji Transportu Drogowego w Białymstoku. Podczas omawiania raportu zaproszeni goście omówili kilka kluczowych problemów w kwestii przewozu żywych zwierząt.

Jak stwierdził inspektor Dmochowski, jedynie 1,2% wszystkich kontroli ITD dotyczy przewozu żywych zwierząt. Podkreślił, że znaczna część transportów (przewozy do 3,5 tony) pozostaje poza kontrolą, mimo że często zwierzętom nie są zapewnione odpowiednie warunki. Co więcej, zdarza się, że transport zwierząt omija główne drogi, np. żeby uniknąć opłat, co zmniejsza też jego szansę na przebycie kontroli. Choć w 2019 roku doszło do nowelizacji spisu naruszeń, które ITD może rejestrować podczas kontroli, to wciąż pozostaje wiele szarych stref, uniemożliwiających jednoznacznie zapewnienie zwierzętom dobrego dobrostanu. Dmochowski dodał również, że w Polsce brakuje punktów kontroli zwierząt i w przypadkach kryzysowych (np. w sytuacji potrzeby rozładunku zwierząt na skutek ich nieprawidłowego przewozu) znalezienie miejsca dla zwierząt jest problematyczne.

Katarzyna Kulikowska zaznaczyła, że trudno mówić o “lepszych i gorszych” dla zwierząt rodzajach transportu. Przewozy na długie dystanse wiążą się z większym ryzykiem urazów, zmęczenia, odwodnienia i wydłużonego stresu zwierząt, ale zwykle są dokonywane w lepiej przystosowanych do tego pojazdach (np. posiadających system wentylacji). Z kolei transport na krótszy dystans oznacza skrócony stres i cierpienie, ale jednocześnie wiąże często z pośpiechem przy załadunku i wyładunku, podczas którego zwierzęta mogą doznać obrażeń, zwłaszcza gdy nie są im zapewnione odpowiednio zabezpieczone rampy do wchodzenia do pojazdu, a także jest nieraz dokonywany pojazdach o gorszym standardzie.

Ponad 2 mld zwierząt w transporcie

Obecnie w wymianie międzynarodowej przewozi się ok. 2,2 mld zwierząt rocznie i liczba ta ciągle rośnie. 73% tych obrotów przypada na eksport i import krajów UE, a kluczową rolę odgrywają tu Holandia, Niemcy, Belgia i Polska. Także w Polsce obserwujemy znaczący wzrost tego typu transportu, co szczególnie uwidoczniło się po przystąpieniu kraju do Unii Europejskiej w 2004 r. Wpływ na to miał zarówno wzrost produkcji mięsnej (czy szerzej zwierzęcej), zmiany organizacyjne w hodowli (m.in. koncentracja), jak też zniesienie szeregu ograniczeń w handlu międzynarodowym.

Raport Otwartych Klatek wskazuje na fakt, że w polskich przewozach żywych zwierząt ponad 90% z nich ma charakter wewnątrzkrajowy, a ok. 4% to import i eksport. Tylko niewielką część stanowi tranzyt – prawdopodobnie ok. 1%. Po stronie polskiego importu dominuje Dania, która jest odpowiedzialna za ponad 52% obrotów (w ujęciu wagowym), w tym prawie w całości dotyczy to przywozu z tego kraju prosiaków do tuczu nakładczego. W przypadku eksportu dominują Niemcy, na które przypada blisko 49% całej wymiany w ujęciu wagowym, w tym 92% to drób. Polski obrót międzynarodowy żywymi zwierzętami jest głównie prowadzony z państwami ościennymi i/lub należącymi do Unii Europejskiej. Za wyjątek możemy tu uznać Liban, do którego wysyłane jest z Polski bydło.

Odsetek kontuzji zwierząt w transporcie jest znaczący

Według raportu, ocena naruszeń dobrostanu zwierząt nie jest jednoznaczna. Z jednej strony kontrole i badania wykazują, że tylko niewielka część przewozów (poniżej 1%) łączy się ze śmiercią, zranieniami czy zachorowaniem zwierząt, czy ogólnym naruszeniem dobrostanu (ponadnormatywny czas przewozu, złe wyposażenie pojazdów, przeładowanie, brak lub wadliwa dokumentacja dotycząca zwierząt itp.). Inspektor Dmochowski zaznaczył jednak podczas konferencji, że ten procent będzie wyższy po 2019 roku (po wprowadzeniu nowych przepisów), ponieważ do tej pory część naruszeń nie mogła, z różnych przyczyn, zostać wzięta pod uwagę przy statystykach.

Inne badania wskazują, że choć śmiertelność przewożonych zwierząt nie jest duża (i systematycznie spada), to ogólna ich kondycja wskutek transportu się pogarsza, a odsetek stwierdzonych kontuzji jest znaczący. Jedno z polskich badań wykazało, że blisko 58% tuczników w wyniku transportu miało obrażenia ciała w postaci ran i siniaków. Podobna sytuacja dotyczy ok. 25% ptaków (głównie siniaki, zwichnięcia). W blisko 32% przypadków świnie przewożone są w zbyt dużym zagęszczeniu.

– Od kilku lat prowadzimy kampanię “Stop Transportom”, w której dążymy do wprowadzenia zakazu transportu zwierząt na długie dystanse – mówi Marta Korzeniak ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Podczas kontroli i śledztw przeprowadzonych przez europejskie organizacje prozwierzęce, a także niezależne europejskie instytucje, niejednokrotnie udowodniono, że taki transport często wiąże się z cierpieniem zwierząt w postaci wygłodzenia, odwodnienia, różnego rodzaju ran, ścisku, braku możliwości przyjęcia wygodnej pozycji czy nieodpowiedniej opieki – dodaje Korzeniak.

Co innego oficjalne kontrole, co innego niezależne analizy

Z raportu „Transport zwierząt w celach gospodarczych na terenie Polski” opracowanego przez Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych na zlecenie Stowarzyszenia Otwarte Klatki wynika, że międzynarodowy handel zwierzętami żywymi wart jest ok. 22,5 mld dol., do czego należy dodać jeszcze ok. 2,5 mld dol. z handlu żywymi rybami. Na państwa Unii Europejskiej przypada ok. 73 proc. światowych przewozów zwierząt żywych w obrocie międzynarodowym.

Jak podkreśla Jarosław Urbański, autor raportu, w wywiadzie dla Newseria, transport żywych zwierząt się profesjonalizuje, a usługi transportowe dla branży rolniczej i spożywczej świadczą coraz częściej zewnętrzne firmy, które mają wyspecjalizowaną flotę, czyli odpowiednie środki transportu, także w przewozach morskich. Wciąż jednak temat ten budzi kontrowersje i sprzeciw.

Transport zwierząt jest kontrolowany przez instytucje państwowe – Inspekcję Weterynaryjną czy Inspekcję Transportu Drogowego w asyście policji, ale nie zawsze ich główny cel polega na tym, żeby zbadać dokładnie dobrostan zwierząt. Często podają one, że do naruszeń nie dochodzi zbyt często (według raportu NIK za lata 2014–2016 skala naruszeń dotyczy mniej niż 1 proc. przewozów). Wiele wykrytych nieprawidłowości dotyczyło jednak np. czasu pracy kierowców oraz niezdolności środka transportu do wykonywania przewozu zwierząt, a nie warunków, w jakich są one transportowane. Niekiedy organizacje kwestionują statystyki, uważając, że nie ujmują one wszystkich, zwłaszcza bardziej drastycznych przypadków czy wyższych wskaźników śmiertelności i zachorowalności. Niezależna analiza danych z kontroli ITD na terenie jednego z województw wykazała, że do nieprawidłowości w transporcie żywych zwierząt dochodziło w 16–30 proc. przypadków, w zależności od roku.

– Zupełnie inaczej niż w oficjalnych kontrolach sprawa wygląda, kiedy się temu przyglądają naukowcy powiązani z branżą mięsną, np. drobiarską, czy producentami wieprzowiny. Branża jest zainteresowana tym, żeby wszystkie negatywne skutki, które występują podczas transportu, wyeliminować, a wobec tego śledzi, jak duże jest to zjawisko pod względem statystycznym. I okazuje się, że wcale takie marginalne nie jest – tłumaczy Newserii ekspert ZOBSiE.

Oby - skądinąd słuszne - działania Stowarzyszenia Otwarte Klatki, które zwracają uwagę na dobrostan zwierząt w transporcie, nie skończyły się protestami rolniczymi, podobnymi do tych, jakie obserwowaliśmy przy okazji tzw. Piątki dla zwierząt. Nie da się ukryć, że zakaz długodystansowego transportu zwierząt uderzy wprost w rolników. Powszechny w polskich warunkach tucz w cyklu otwartym (oparty częściowo na importowanych warchlakach), dla wielu z nich jest jedynym sposobem na osiąganie zysków z prowadzenia gospodarstwa rolnego. Eksport polskiego bydła też jest przecież bardzo ważną pozycją w ogólnym bilansie handlowym.

Źródło: Otwarte Klatki, Newseria