Farmer: Podano informację, że przedstawiciele plantatorów i pracowników Krajowej Spółki Cukrowej oraz Ministerstwa Skarbu Państwa wypracowali porozumienie dotyczące wstępnej koncepcji prywatyzacji KSC SA. Czy prywatyzacja Krajowej Spółki Cukrowej to jeszcze temat ważny i aktualny dla plantatorów?

Kazimierz Kobza: Większość firm w Unii Europejskiej działa jako własność plantatorów.

Farmer: ...i pracowników.

- Nie. Pracownicy nie mają interesu, aby w tym uczestniczyć na Zachodzie - gdyż firmy opierają się na tym, że właściciel akcji ma też uprawę buraka cukrowego. Wychodząc z niej, może odsprzedać akcje spółce czy innemu rolnikowi - wszystko jest tu powiązane z uprawą i gwarancją uprawy buraka. Uprawa ta była na tyle dochodowa, że nie każdy miał do niej dostęp, nie wszystkim się opłaciła, nie wszyscy umieli. Ale uprawa buraka jest wszędzie powiązana z własnością cukrowni, gdyż cena cukru jest ściśle powiązana z wartością buraka. Plantatorzy nie tylko mają chęć bycia właścicielami cukrowni, ale przede wszystkim chcą zapłaty za buraki takiej, jaka wychodzi z ceny cukru - a gwarancją tego jest jedynie to, że plantator jest właścicielem przetwórni. Pracownik w każdej chwili może rozwiązać umowę o pracę i właściwie nic go nie wiąże z firmą.

Farmer: Podważa Pan ideę prywatyzacji pracowniczo-plantatorskiej?

- Nie, ale od początku pracownikom narobiono nadziei, że ich etaty będą dziedziczone - a tak nie może być. Wątpię, żeby dzieci każdego pracownika chciały robić to, co robi ich ojciec. Inaczej jest z własnością plantacji - ona przechodzi z ojca na syna. Jest to zatem kwestia związku z firmą. Prawo mówi, że plantatorzy i pracownicy są uprawnieni do nabycia akcji - i my uważamy, że jeśli chcą kupić, to mogą to zrobić. Powinno to być jednak proporcjonalne do udziałów przypadających na jednego uprawnionego, a więc ok. 45 800 akcji.

Farmer: Czy cena akcji nie spowoduje, że właścicielem KSC stanie się całkiem ktoś trzeci - poza plantatorami i pracownikami cukrowni?

- Uważamy - a mamy już pierwsze doświadczenie z poprzedniej próby prywatyzacji KSC, kiedy podstawiono nam słupy - że aby się ustrzec przed tym zagrożeniem, powinno być wprowadzone powiązanie wielkości uprawy i wielkości zakupu akcji. Zabezpieczeniem przed nieuczciwymi zamiarami może być właśnie tylko powiązanie wielkości oferowanych jednemu plantatorowi akcji z wielkością dostaw surowca do KSC. To nic innego, jak zabezpieczenie przed słupami. Spółki zagraniczne też tak robią: uzależniają wielkość akcji od wielkości kontraktacji. Wtedy nie ma przepływu akcji na zewnątrz, bo jeśli zwalnia się miejsce, to wchodzi następny, a akcje proponuje się tylko kilkuletnim dostawcom surowca do koncernu.

Farmer: Wersja takiej prywatyzacji była pomijana przez nasze Ministerstwo Skarbu Państwa?

- Dotychczas Ministerstwo Skarbu nie rozpatrywało takiej możliwości. To dla mnie niewytłumaczalne. Plantatorzy i pracownicy w 2001 r. otrzymali tyle samo akcji - po 10 proc., każda ta grupa, bez względu na jej liczebność. Od byłych plantatorów i pracowników już teraz odkupiono te akcje. To na szczęście tylko ok. 10 proc. wszystkich akcji KSC, do sprzedania jest jeszcze 80 proc. akcji. Stąd nasze żądanie przypisania do gospodarstwa możliwości nabycia akcji, na które odpowiedziano pozytywnie.

Farmer: Plantatorzy będą chcieli wchodzić w ten interes?

- Zależy mi, żeby rolnicy zrozumieli mechanizm: że jeżeli on teraz nie kupi akcji, przyjdzie taki moment, że ci, którzy kupią akcje, będą mogli powiedzieć: to my określamy, kto może uprawiać buraki. Żeby rolnicy nie byli tym zaskoczeni, bo tak się dzieje na Zachodzie, a unijne przepisy wręcz wspomagają takie działania. Prawo wiąże spółki plantatorskie i pozwala im rozwiązywać te sprawy i nikt nie będzie rolników przed tym bronił. Plantatorzy muszą zrozumieć, że powinni wejść do prywatyzacji, bo jeśli tego nie zrobią, za rok może być za późno.

Farmer: A czy będą w stanie w to wejść? Jaka będzie wycena akcji?

- Ministerstwo wyraziło zgodę, abyśmy przeprowadzili swoją wycenę. Jako właściciel KSC oczywiście MSP może narzucić swoje warunki, ale my mamy prawo przygotowania własnej wyceny. Liczymy na udostępnienie dokumentów. Mamy odpowiednią firmę, która pozwoli nam wycenić spółkę i przewidzieć jej los po 2017 r.

Farmer: Jak widzi Pan przyszłość KSC po zniesieniu kwotowania. Czy jest sens budowania holdingu wokół KSC?

- Spółki, które zakupiła KSC, nie są w stanie działać samodzielnie, trzeba w nie dużo zainwestować. Dla mnie jest to w tej chwili do odliczenia od wartości Spółki. Najważniejszą sprawą, która powinna być zrobiona, a która zrobiona nie została, jest jednak określenie sposobu zużycia cukru, który pozostaje w danym roku. Wiadomo, że nagle nie otworzy się luka eksportowa, trzeba być może czekać lata na zbyt zapasów cukru albo ograniczyć produkcję. Jedyną radą jest zrobienie z tego cukru biopaliwa. Tego KSC niestety nie zrobiła - mimo że idzie szeroko jako holding spożywczy, to w kierunku zapewnienia zużycia surowca na inne cele niż spożywcze nie zrobiła nic. Te firmy, które są w Polsce, mają to w Niemczech zapewnione, a KSC tego do tej pory nie ma. To jest pierwsza podstawowa rzecz, którą należało zrobić. Budowa holdingu to dalsza rzecz - i powinna następować w tych dziedzinach, które przynoszą zysk. Nie należy kupować firm, które przyniosą zysk dopiero za 5-7 lat, bo w tym czasie może się zmienić wszystko. Dlatego nie jesteśmy zadowoleni z tego kierunku.

Farmer: Czy prywatyzacja KSC tym razem w ogóle nastąpi?

- Nie wiem, czy to tylko kampania wyborcza, ale jeśli MSP wyraża zgodę, aby to w ten sposób sprzedać - to ja to biorę za dobrą monetę.

Farmer: Kto tym razem zaproponuje kredyty pozwalające sfinansować zakup akcji?

- Bank Gospodarstwa Krajowego wstępnie wyraził zgodę na poręczenie kredytów na ten cel. Nie chcemy żadnych innych banków. Kierunek prywatyzacji został z MSP uzgodniony. Do 15 grudnia ma być wycena akcji przez MSP. My przygotujemy też swoją wycenę. Cena akcji powinna uwzględniać fakt, że spółka przynosiła dochody, kiedy była wysoka cena cukru - Skarb Państwa wyciągnął z niej 1 mld 400 mln - ale teraz, kiedy nadchodzą chude lata, dochód będzie bliski zeru - albo wręcz na minusie. W tym roku był już testowany spadek cen cukru.

Farmer: Rozpatrzmy jeszcze negatywny scenariusz: nadmiar cukru prowadzi do likwidacji uprawy buraka cukrowego w Polsce.

- Dołując cenę i nie prywatyzując KSC, można do tego rzeczywiście doprowadzić, bo Skarb Państwa nie będzie mógł dofinansować spółki. Trzech konkurentów mających 60 proc. rynku u nas nie potrzebuje KSC, bo dość dużo cukru produkują sami. W Europie potrzeba 13 mln t cukru. 11 mln t robią Francuzi i Niemcy. My nie jesteśmy im potrzebni. Wtedy uprawa buraka może upaść - bo nie będzie potrzebna. Musimy więc nabyć te cukrownie. Gdyby nie było KSC, nikt nie udowodniłby zalet polskiego buraka. Teraz mogę udowodnić, że polski burak jest bardziej ekologiczny, zdrowszy, mniej zużywamy chemii do jego uprawy.

Farmer: Jakie skutki miałoby zaprzestanie uprawy buraka w Polsce?

- Z branżą cukrową związanych jest ok. 36 tys. plantatorów i 15 tys. osób - nie mówiąc o firmach współpracujących: nasiennych, transportowych. Załamanie się tego spowoduje, że nie będzie komu łożyć na rozwój inwestycji w Polsce. Burak jest tą rośliną, która potrzebuje wielu inwestycji, ale wyzwala wiele innowacji - w przerobie i uprawie.

Farmer: Czy kwotowanie cukru było błędem, który spowodował obecne kłopoty polskich cukrowników i plantatorów? Dlaczego obawiamy się rozwoju sytuacji wokół tej produkcji - zwykle dochodowej?

- Polak Stanisław Humnicki na zjeździe rolników w Warszawie w 1927 r. zaproponował jako pierwszy stworzenie obrony interesów rolników Europy przed cukrem trzcinowym. Pierwsze rozporządzenie w sprawie kwotowania uprawy cukru wydał prezydent Mościcki i przyznał wielkość produkcji cukru każdej cukrowni. W okresie powojennym nie było potrzeby ustalania kwot, bo decyzje o wielkości produkcji i tak zapadały, tyle że na innym szczeblu. Natomiast w momencie zapowiedzi wejścia do UE Sejm wprowadził kwotowanie. Regulację produkcji cukru prowadzą wszystkie kraje. Jesteśmy w trakcie opracowywania raportu, jak w którym kraju wygląda regulacja tego rynku. Mogę jednak powiedzieć, że jest ona wszędzie, nawet w USA. Jako Unia nie jesteśmy gotowi do konkurowania z cukrem trzcinowym. 20 euro za tonę buraków, czyli 80 zł, to jest grubo poniżej opłacalności tej produkcji. Cukier buraczany musi kosztować minimum 500 euro/t. Inne unijne kraje są w tej samej sytuacji. Tyle że w UE cukrownie są lepiej niż u nas doinwestowane. U nas natomiast mniej kosztuje przerób, używamy węgla - co daje oszczędności. Pozostaje kwestia opłat za efekt cieplarniany. Biogazownie budowane przy cukrowniach mogą pomóc niemieckim cukrowniom. Oni wiedzą, że ten gaz zużyją. KSC tego brakuje. I pod tym względem polscy cukrownicy są w gorszej sytuacji. Co nie znaczy, że plantatorzy mogą zrezygnować z nabycia akcji.