Odróżnienie pomocy socjalnej od rynkowej nigdy nie było w naszym kraju należyte.

Wprost przeciwnie – a przemieszanie tych sfer to nie przypadek, a element systemu.

Rolników wręcz systemowo wykluczono z pomocy socjalnej, przewidywanej dla innych grup społecznych. Dwa hektary przeliczeniowe (nawiasem mówiąc – nie ziściły się zapowiedzi podniesienia tej granicy do 5 ha, pojawiające się jeszcze dwa lata temu) jako granica areału, którego właściciel może rejestrować się jako bezrobotny, z dużej grupy chłopo-robotników uczyniły chłopo-bezrobotnych. Czyli tanią siłę roboczą, pracującą „na czarno”.

Więcej: 

Chłopo-bezrobotni bardziej potrzebni niż podatek?

Podatek dochodowy - o tym się mówi

I sami rolnicy, i dzieci rolników są poza systemem opieki socjalnej (bo którą gminę stać na prawdziwą i prawidłową pomoc społeczną?) i stypendialnej. Wyłom, przywracający tej grupie zawodowej prawa obywatelskie, uczyniło dopiero 500 plus. Łaska, czy oczywista sprawiedliwość społeczna? Tak czy inaczej – chociaż w grupie rodzin z dziećmi spadło ubóstwo. A co proponuje się innym?

Czy dostali rybę, czy może mają wędkę? I czy dając im wędkę nie posadzono nad stawem, z którego ktoś inny łowi ryby siecią – albo wcześniej wybrał je, spuszczając wodę?

To widać po efektach rolniczej działalności.

Rynek rolny jest wciąż miotany przez różne sytuacje. Pięć lat rządów PiS nie przyniosło tu żadnej zmiany – i nic nie wskazuje na to, aby jakakolwiek zmiana miała nastąpić. Nie udało się zreformować systemu ubezpieczeń, nie ma funduszu stabilizującego rolnicze dochody. Nie udało się ograniczyć wpływu na ceny, jaki mają różni skupujący. Nie ma zapowiadanych cen regulowanych czy maksymalnych. Nie ma jakiegokolwiek nadzoru nad rynkiem – albo chociaż jego „wolnością” i jej granicami. Pomimo zapowiedzi, poświadczających, że problem jest dostrzegany.

Więcej: 

Ewentualne ceny regulowane bazowałyby na cenach sprzed epidemii

Będą ceny referencyjne

Nie udało się opracować koncepcji holdingu spożywczego, a przymiarki, jakie obserwowaliśmy, zniechęcają do realizacji tego zamiaru – przynajmniej przez aktualnie nad nim pracujących.

Więcej:

Pomoc rolnikom czy lekkomyślne dysponowanie wspólnymi pieniędzmi?

Rolnik zależy od cwaniaków, będących poza jakąkolwiek kontrolą. Zależy też od pogody, na którą nie ma wpływu. Skubany z każdej strony trwa na swoim – starając się ocalić nie tylko ojcowiznę, ale i własną godność. Bo co może przeciwstawić napierającym zewsząd trudnościom, jeśli nie własną wytrwałość i podniesioną głowę?

Czy tak ma być? Czy musi tak być?

Właściwa organizacja życia i pracy obywateli to obowiązek państwa – uchylanie się od jego wypełnienia wobec którejkolwiek grupy społecznej czyni z niej obywateli niższej kategorii i wzmacnia jej przeciwników i uzależnia od nich.

Nie podjęcie dziś tematów dotyczących systemowej stabilizacji rynku rolnego znów na kolejne dziesięciolecie pozbawi rolnictwo tej możliwości.

Już przyjmując plany dotyczące kończącej się unijnej siedmiolatki „odpuszczono” te zagadnienia.

Nie zdecydowano się np. przyjąć w ramach PROW 2014-2020 jakiegokolwiek działania, które mogłoby wpływać stabilizująco na dochody rolników i na rynki rolne. Jak wtedy stwierdzono, zbudowanie systemu stabilizacji rolniczych dochodów pochłonęłoby zbyt dużą część PROW.

Więcej: Dopłata do składki ubezpieczeniowej upraw czy zabezpieczenie od straty dochodu?

Teraz dziurę tę łata się nieudolnie i bez trwałego efektu, zapewniając o podjęciu przez państwo wielkiego wysiłku, ba, wysiłku nie do udźwignięcia.

Rolnicy udźwignęli 8 mld zł strat po suszy sprzed dwóch lat, 2,2 mld zł wypłacone jako pomoc po niej nie wydaje się kwotą wygórowaną. Ubiegłorocznej suszy w ogóle nie podliczono – i nie zrekompensowano, nawet częściowo.

Będzie jeszcze trudniej - w kolejnej WPR wszelka pomoc rynkowa ma trafiać do rolników za pośrednictwem uznanych organizacji producenckich i pochodzić z koperty finansowej przeznaczonej na dopłaty bezpośrednie.

Więcej: 

Po 2020 r. pomoc dla rolników tylko w ramach dopłat i przez uznane organizacje producentów

Unijni rolnicy nie potrzebują pomocy państwa po suszy. Mają ją zapewnioną zawsze wtedy, gdy spadają ich dochody – i to wszystko jedno, z jakiego powodu. Sytuacje tak nieprzewidywalne i wyjątkowe, jak epidemia, prowadzą do dopuszczenia w UE nadzwyczajnej pomocy państwa – do końca tego roku możliwa jest pomoc wynosząca nawet 100 tys. euro na gospodarstwo (poza limitem de minimis), nawet w postaci dopłat bezpośrednich.

Polskim rolnikom w identycznej sytuacji oferuje się kredyty i zabiera się pomoc po ubiegłorocznej suszy. Żeby nie upominali się o to, co im się – jak wszystkim – należy, są jeszcze zawstydzani: bo niby jakim prawem wyciągają rękę po pomoc, gdy życie ludzkie jest zagrożone?...

Otóż wyciągają rękę po swoje, należne, obiecane. Nie dla siebie, ale dla swoich gospodarstw. Jeśli nie zbudowano systemów stabilizacji dochodów w rolnictwie i ubezpieczeniowego, trzeba udzielać pomocy poszkodowanym gospodarstwom. I to szybciutko i cichutko. Nie ma się czym chwalić, jest co nadrabiać.

Hasła, że rolnik będzie traktowany jak przedsiębiorca, słyszymy od dawna. Nic za nimi nie idzie.

Więcej: 

Premier: Rolnik jak przedsiębiorca

Prezydent: w ramach tarczy antykryzysowej rolnicy będą potraktowani jak przedsiębiorcy

Rolnik nie chce łaski i pomocy. Chce systemu. Chce uwzględnienia go w systemie, miejsca, jakie mają w nim inni przedsiębiorcy.

Rolnicy mali i duzi powinni otrzymywać pomoc na takich samych zasadach – zróżnicowanych co najwyżej właśnie co do zasady, określonej już podczas przyznawania tej pomocy (możliwe jest przecież np. określenie górnego pułapu wypłacanych kwot). Kolejność udzielania pomocy nie może być natomiast zależna od możliwości jej wypłaty przez państwo, określonej jako "najpierw płacimy drobne", w sumie - połowę obiecanej rok temu kwoty. Pomoc bardziej potrzebującym powinna być płacona na priorytetowych zasadach, ale trzeba ją odróżniać od pomocy socjalnej i pamiętać, że pomoc należy się najpierw bardziej pokrzywdzonym  zjawiskiem, z tytułu którego przysługuje. Nie odwrotnie.

Ratunek nie może przychodzić najpierw do małych czy dużych, powinien trafiać najpierw do bardziej potrzebujących. 

Systematycznie rosną ceny w sklepach, a spadają w skupach.

Już w marcu, przed epidemią, ceny żywności w sklepie były wyższe 6,8 proc. niż rok wcześniej, a ceny skupu rosły  3,3 proc. wolniej.  Ostatnio się to nasiliło. Ktoś zarabia, nie zarabia polski rolnik.

Więcej:

Ceny skupu w marcu spadły, chociaż rosną ceny w sklepach

Jeśli nie rozwiążemy tych problemów, może dojść do następstw nieprzewidywalnych, a na pewno zaskakujących dla obecnie rządzących. Oby kryzys, jaki wywołają, nie był kryzysem całego państwa. Żywność jest bronią. Zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach używa się broni także do ataku.