Dyskusja o Zielonym Ładzie została zamknięta i może powrócić po kilku latach. Dopiero wtedy, po kilkuletnim okresie obowiązywania nowej strategii, będzie można ocenić jej skutki. Na razie ona nie obowiązuje, dlatego nie ma czego poddawać weryfikacji. Po tym, jak została przyjęta derogacja odnośnie ugorowanych gruntów, odejście od zmianowania może być następną kluczową decyzją wobec przyszłej Wspólnej Polityki Rolnej, modyfikującą zasady przyznawania płatności bezpośrednich. Kraje członkowskie naciskają na takie rozwiązanie, jednakże na razie nie ma o czym mówić.

Wojna weryfikuje podaż ziarna

Rosyjska inwazja w Ukrainie nałożyła się na już napiętą sytuację na rynkach towarowych (energetycznych) i presję inflacyjną. Wpływa ona ponadto na światowe bezpieczeństwo żywnościowe: Ukraina i Rosja są głównymi graczami na światowym rynku zbóż i nasion oleistych. Ukraińska produkcja stanowi 10 proc. światowego rynku pszenicy, 13 proc. rynku jęczmienia i 15 proc. rynku kukurydzy, ponadto Ukraina jest najważniejszym uczestnikiem rynku oleju z nasion słonecznika (ponad 50 proc. światowego handlu). W przypadku Rosji wartości te wynoszą odpowiednio: 24 proc. (pszenica), 14 proc. (jęczmień) i 23 proc. (olej z nasion słonecznika). Przywóz z Ukrainy i Rosji pokrywa ponad 50 proc. zapotrzebowania na zboża w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. W przypadku państw Afryki Wschodniej 72 proc. przywozu zbóż pochodzi z Rosji, a 18 proc. z Ukrainy. Ukraina jest również ważnym dostawcą kukurydzy (paszowej) do Unii Europejskiej i Chin.

Ukraina jest czwartym co do wielkości dostawcą żywności do UE i kluczowym źródłem zbóż (52 proc. przywozu kukurydzy do UE, 19 proc. pszenicy zwyczajnej), olejów roślinnych (23 proc. przywozu do UE) i nasion oleistych (22 proc. przywozu do UE, zwłaszcza rzepaku – 72 proc. przywozu do UE). Wywóz z Rosji do UE jest mniejszy.

Sytuacja na rynku zbóż pozostaje daleka od normalnej, a na niej tracą przede wszystkim hodowcy zwierząt. Narzekają także producenci zbóż, bo po wzroście cen ziarna rynek odpowiedział spadkami cen, po tym jak Komisja Europejska zniosła bariery na jego przywóz z Ukrainy. Magazyny w Polsce pękają w szwach od ukraińskiej kukurydzy i widać brak jakiegokolwiek zainteresowania krajowym ziarnem. O tej sytuacji był informowany przez rolników Janusz Wojciechowski podczas spotkania, do którego doszło 18 czerwca br. w Warszawie. Komisarz ma także świadomość tego, że ukraińskie ziarno zamiast zmierzać do dalekich destynacji, zostaje w naszym kraju. Dlatego też producenci kukurydzy podnoszą sens pomocy Ukrainie, jaką niesie Polska w związku z eksportem. – Pomoc Ukrainie jest bezdyskusyjna. Dobrze wiemy, że jeśli Rosja dojdzie do Bugu, to się na nim nie zatrzyma, bo nigdy się nie zatrzymywała – powiedział Janusz Wojciechowski podczas wspomnianego spotkania.

Bardzo ważna derogacja

Oczywiście, sytuacja jest nadzwyczajna, czego nie da się ukryć. W wielu regionach świata zabraknie zboża, jeśli nie trafi tam to z Ukrainy. Rosja ciągle okupuje basen Morza Czarnego i nie myśli odstępować od swoich imperialistycznych celów. Eksport zbóż tradycyjną drogą, czyli tą przez porty z Ukrainy, jest zablokowany.

Komisja Europejska, widząc to, co się dzieje, w marcu bieżącego roku postanowiła dopuścić do uprawy w tym sezonie odłogowane grunty. Przyjęcie tej derogacji, było znaczącym krokiem w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa żywnościowego konsumentów nie tylko w Europie. W wyniku tej decyzji do produkcji rolnej we Wspólnocie wrócił areał ziemi, który można porównać z terytorium niedużej Belgii. W Polsce jest to niespełna 200 tys. ha.

Komisja Europejska bardzo elastycznie reaguje na to, co dzieje się na rynkach rolnych w związku z agresją nazistowskiej Rosji na Ukrainę. Oprócz wspomnianej derogacji zgodziła się na natychmiastową pomoc rolnikom w ramach krajowych budżetów państw członkowskich.

Naciskają na odejście od zmianowania

W tym sezonie, ale niewykluczone, że także w kolejnym – choć Komisja Europejska broni się przed tym, o czym mogą świadczyć słowa płynące z ust Janusza Wojciechowskiego – może dojść do kolejnego odstępstwa.

– Państwa członkowskie opowiadają się również za tym, żeby rozważyć kwestię płodozmianu, jego zawieszenia, aby w ten sposób umożliwić większą produkcję. Komisja to analizuje. Nie wykluczam takiej możliwości, oczywiście decyzje nie są jeszcze podjęte. Płodozmian jest bardzo ważną praktyką rolną i w długim okresie musi być kontynuowany, musi być elementem zrównoważonego rolnictwa, bardzo ważnym również dla jego produkcyjności. Bardzo silne jest oczekiwanie, że płodozmian będzie zawieszony i myślę, że jest to godne rozważenia w sytuacji, gdyby dopuścić wyjątkowo te uprawy, których nam brakuje, w szczególności pszenicy. To nie jest dobra z agrotechnicznego punktu widzenia sytuacja, jeśli rok po roku te same uprawy stosuje się w tym samym miejscu, ale w takiej wyjątkowej sytuacji, gdy jest potrzeba zwiększenia produkcji, należałoby to dopuścić – mówił nie tak dawno Janusz Wojciechowski.

Odejście od zmianowania w uprawie pszenicy byłoby poważnym odstępstwem od warunkowości zaplanowanej na kolejne lata dla produkcji rolnej w przyszłej Wspólnej Polityce Rolnej. O tym, że trwa dyskusja w tej sprawie, komisarz Wojciechowski mówił już w połowie maja br. podczas konferencji prasowej w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jej wyniki – o czym informowała francuska prezydencja – mają być znane w ciągu kilku tygodni. Komisja Europejska ma przeanalizować wprowadzenie kolejnej derogacji i wskazać, jak ona wpłynie na wysokość produkcji pszenicy. Na razie takie dane nie zostały przedstawione.

Jak ma być ze zmianowaniem?

Obowiązek zmianowania upraw – tak mówią przepisy na tę chwilę – będzie od 2023 r. dotyczył gospodarstw większych niż 10 ha gruntów ornych. W nowej WPR dobra kultura rolna to zasady GAEC (GAEC – skrót od angielskiego Good Agriculture and Environmental Conditions, czyli: Dobra kultura rolna zgodna z ochroną środowiska). Jej wdrożenie planowane jest m.in. poprzez dywersyfikację upraw z obowiązkiem prowadzenia co najmniej 3 różnych upraw na gruntach ornych, przy czym uprawa główna nie może zajmować więcej niż 65 proc. gruntów ornych (obecnie 75 proc.), a dwie uprawy główne łącznie nie mogą zajmować więcej niż 90 proc. gruntów ornych (obecnie 95 proc.).

Gospodarstwa powyżej 10 ha gruntów ornych zobowiązane będą do spełniania wielu wymogów. W przypadku gatunków takich jak jęczmień, owies, pszenica, pszenżyto, żyto mogą być one uprawiane na tej samej działce ewidencyjnej nie dłużej niż 3 lata. Dopuszczona będzie uprawa jęczmienia, owsa, pszenicy, pszenżyta i żyta na tej samej działce ewidencyjnej przez 4 lub 5 lat pod warunkiem, że w każdym roku najpóźniej przed rozpoczęciem uprawy tej rośliny gleba zostanie nawieziona obornikiem w ilości co najmniej 15 t na ha lub gnojowicą w dawce 20 m3 na ha. Może również pozostać na polu słoma (co będzie równoznaczne z nawożeniem nawozami naturalnymi), którą będzie można wzbogacić azotem mineralnym w dawce 5-10 kg N na 1 t słomy. Monokultura zbożowa będzie dopuszczona również wtedy, gdy co drugi rok, począwszy od pierwszego roku uprawy rośliny, będą wysiewane międzyplony regenerujące żyzność gleby. Podobne restrykcje będą dotyczyły kukurydzy.

Zagrożenia płynące z braku zmianowania

Rolnicy powinni pamiętać, że monokultura zbożowa prowadzi do spadków plonów. Wynika to z faktu, że w wierzchniej warstwie gleby gromadzi się dużo resztek pożniwnych, które są pomostem przenoszącym choroby grzybowe na kolejną uprawę. Najgroźniejszą z nich jest zgorzel podstawy źdźbła. Jeśli znajdzie dobre warunki do rozwoju, to może powodować spadki plonu dochodzące do 70 proc. Dodatkowo nawet jeśli pozostawimy słomę ze zbóż na polu, to i tak bilans materii organicznej w glebie będzie ujemny, co pogarsza strukturę gleby oraz obniża jej zdolności sorpcyjne. Czyli de facto czyni ją mniej odporną na okresowe susze. Trzeba także pamiętać, że uprawianie zboża po zbożu może spowodować, że na naszych polach pojawią się chwasty takie jak wyczyniec i stokłosa, które w monokulturze zbożowej są trudne do zwalczenia i powodują obniżki plonu o 30 proc. Warto więc przemyśleć, czy monokultura to dobre rozwiązanie dla naszego gospodarstwa, nawet gdy Unia na to pozwala.